27 lutego 2017

Czym zdobywano Dziki Zachód? Prawdziwe Hot Wheels

W kolejnym odcinku naszych amerykańskich opowieści nie padnie ani jeden strzał. Colty i Remingtony pozostaną w kaburach gdyż dłonie będą zajęte czymś zupełnie innym. Spoczną w nich lejce konnych zaprzęgów, które muszą być pewnie prowadzone, aby dotrzeć do upragnionego celu. Tłem niniejszej opowieści będą odgłosy skrzypiących osi oraz stukot końskich kopyt stłumiony preriowym piachem. Tym razem przedmiotem naszych rozważań będą wozy zaprzęgowe, dzięki którym osadnicy zdołali dotrzeć na Dziki Zachód i prowadzić tam swoje życiowe interesy. Tak się dziwnie złożyło, że kiedy zacząłem pisać dla Państwa te słowa w wybranej na chybił-trafił muzyce zabrzmiała uwertura z filmu How the West Was Won. Proponuję odnaleźć w przepastnych zasobach Internetu tę muzykę i posłuchać jej podczas czytania. Gwarantuję potężne wzmocnienie doznań. Zatem w drogę!

Historyczne szlaki amerykańskich pionierów. Źródło: gearyschools.org.

Czytaj dalej

24 lutego 2017

Krótki przegląd mijającego tygodnia (24.02)

Hallo, tu Hitler! Zabójcza pamiątka sprzedana na aukcji

W niedzielę, 19 lutego br., w domu aukcyjnym Alexander Historical Auctions w Chesapeake City (Maryland, USA) sprzedano… telefon Hitlera! Za telefon tzw. “czerwonej linii”, na którym wygrawerowano swastykę oraz inicjały przywódcy III Rzeszy, anonimowy nabywca zapłacił 243 tysiące dolarów, co stanowiło dwukrotność ceny wywoławczej. Co ciekawe, nabywca licytował… przez telefon! Aparat odnaleziono w bunkrze Hitlera, zaraz po upadku Berlina w pierwszych miesiącach 1945 r. Oficerowie Armii Czerwonej przekazali wówczas urządzenie sir Ralphowi Raynerowi, ten zaś pozostawił “pamiątkę” swoim dzieciom. Przedstawiciele domu aukcyjnego reklamowali telefon, jako „broń masowego rażenia”. To przecież za pośrednictwem tego urządzenia przekazywane były tragiczne w skutkach decyzje, które kosztowały życie tysięcy ofiar. Hitler w ostatniej fazie wojny szczególnie często posługiwał się tym aparatem, wydając polecenia cofającym się oddziałom Wehrmachtu, SS i wreszcie Volksturmu.
W trakcie tej samej aukcji sprzedano należącą w przeszłości do Adolfa Hitlera porcelanową figurkę owczarka alzackiego. Nabywca zapłacił za nią 24 300 dolarów. Czytaj dalej

17 lutego 2017

Krótki przegląd mijającego tygodnia (17.02)

Czy Rembrandt miał psa? Nieznany rysunek barokowego mistrza

Herzog Anton Ulrich-Museum w Brunszwiku (Płn Niemcy) poinformowało ostatnio o zaskakującym odkryciu. Okazało się, że przez blisko 250 lat instytucja posiadała w swoich zbiorach rysunek, który wyszedł spod ręki… Rembrandta van Rijna. Dotąd niewielki szkic ołówkiem przedstawiający psa błędnie przypisywano niemieckiemu malarzowi Johannowi Melchiorowi Roosowi. Przez lata nikomu nie przyszło do głowy, że praca o tematyce animalistycznej, tak rzadko podejmowanej przez holenderskiego mistrza “złotego wieku”, może być błędnie skatalogowana. Wpadł na to dopiero dr Thomas Döring, szef działu rysunków, który zajął się digitalizacją muzealnej kolekcji. „Jest taki moment, kiedy patrzysz na ten rysunek i zdajesz sobie sprawę, że jest to wyjątkowe arcydzieło. Wiedziałem, że to musi być Rembrandt, ale nie byłem pewien, czy potrafiłbym to udowodnić i czy ktoś zaakceptowałby moją tezę” – wyjaśnił Döring. Autorstwo szkicu potwierdził więc najpierw dr Holm Bevers, dyrektor departamentu holenderskiej i flamandzkiej grafiki oraz rysunku w Staatliche Museen w Berlinie, Pieter Roelofs, znawca XVII-wiecznego malarstwa holenderskiego w Rijksmuseum w Amsterdamie, a także ekspert w dziedzinie twórczości dawnych mistrzów z British Museum w Londynie. Oficjalnie już przypisany Rembrandtowi rysunek będzie można zobaczyć 06 kwietnia br. na pierwszej, po dużym remoncie Herzog Anton Ulrich-Museum wystawie pt. „Dürer, Cézanne i ja: Jak malują mistrzowie”. Ekspozycja potrwa do 07 lipca br. Czytaj dalej

10 lutego 2017

Krótki przegląd mijającego tygodnia (10.02)

Cenny renesansowy rękopis wraca do kraju!

„Officium Beatae Mariae Virginis secundum usum Romanum” lub tak zwane „Godzinki” Jakuba Wargockiego, czyli pięknie iluminowany, renesansowy rękopis z końca XV wieku, po długich latach powrócił do Polski. Wszystko za sprawą Biblioteki Narodowej, która kupiła rękopis na aukcji dzieł sztuki zorganizowanej przez jeden z londyńskich domów aukcyjnych. Jak na luksusową książkę przystało, jej cena okazała się zaporowa – wyniosła bowiem około pół miliona złotych. Na szczęście połowę tej sumy pokryła Fundacja PZU. „Tak się historia układała, że polska kultura ponosiła olbrzymie straty; dobrze, że przy wsparciu polskich firm udaje się nam odzyskiwać cenne dobra” – powiedział minister kultury Piotr Gliński. Rękopis został wykonany w latach ok. 1470-1500 we Florencji dla rodziny Guccich. To kodeks o wymiarach 12 x 8 cm na pergaminie, o 303 kartach zapisanych po łacinie ciemnobrązowym atramentem. Bogato ilustrowany, zawiera pięć barwnych miniatur oraz 12 dużych barwnych i złoconych inicjałów figuralnych.
Do Polski trafił zapewne wraz z przyjazdem dworu królowej Bony Sworzy, ok. roku 1518. Jak znalazł się w rękach Jakuba Wargockiego – przemyskiego wójta, finansisty, z zawodu zaś… krawca? Nie wiadomo. Możliwe, że handlowiec otrzymał go w wyniku rozliczeń finansowych. Po latach rękopis znalazł się w Bibliotece Radziwiłłów w Nieświeżu, z której zniknął na przełomie XVIII i XIX w. Jesienią 2016 r., po niemal 200 latach od zaginięcia, „Godzinki” pojawiły się w Londynie. Szczęśliwie zwróciła na nie uwagę Fundacja Dziedzictwa Kulturowego. „To pierwszy od kilkudziesięciu lat powrót do Polski tak cennego rękopisu renesansowego. Dzieło zostało już zdigitalizowane i od piątku dostępne jest w cyfrowej Bibliotece Narodowej Polona.pl.” – powiedział Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej. Czytaj dalej