Archiwa kategorii: Ciekawostki kolekcjonerskie

28 czerwca 2016

Czym zdobywano Dziki Zachód? Tymczasem w Polsce…

Rozpoczynając cykl opowieści dotyczących Dzikiego Zachodu obiecałem czytelnikom podróż na inny kontynent, w miejsca usytuowane daleko od ziem polskich. Tym razem w ramach tegoż cyklu, śledząc historię rewolweru, nieco przewrotnie proponuję, aby na chwilę wrócić do naszej Ojczyzny z czasów drugiej połowy XIX wieku. Jak dobrze wiemy, mówienie wówczas o Polsce byłoby nieco nieprecyzyjne, gdyż nie posiadaliśmy własnej państwowości, a nasze ziemie były rozdzielone pomiędzy trzech zaborców. Nie było też na naszych ziemiach kowbojów, albowiem panowały na nich zupełnie inne stosunki polityczne, społeczne i gospodarcze. Ale i tu używano rewolwerów, a więc byli też rewolwerowcy… i to nawet wśród pań!

Powstańcy z 1863 roku na ilustracji pochodzącej z książki pt. „Szymona Kobylińskiego gawędy o broni i mundurze”. Trzy z sześciu postaci posiadają rewolwery!

Powstańcy z 1863 roku na ilustracji pochodzącej z książki pt. „Szymona Kobylińskiego gawędy o broni i mundurze”. Trzy z sześciu postaci posiadają rewolwery!

Czytaj dalej

26 kwietnia 2016

1/6, czyli jak zmieścić kolekcję mundurów na jednej półce

Mundur ma swój niezaprzeczalny czar. Jednoznacznie wskazuje na przynależność jego właściciela do określonej służby, a dystynkcje i odznaki uzewnętrzniają specjalne umiejętności i zasługi. Społeczne zaufanie do człowieka noszącego mundur było wielokrotnie badane i potwierdzane przez proste eksperymenty psychologiczne. Siłą rzeczy mundur jest także obiektem pożądania kolekcjonerów. Paradoksalnie najważniejszy element, który jednoznacznie robi ze zwykłego człowieka żołnierza, marynarza, lotnika czy funkcjonariusza służb bezpieczeństwa, jest przedmiotem stosunkowo nietrwałym. Broń i elementy oporządzenia potrafią przeczekać długie lata na swojego szczęśliwego znalazcę i to nie zawsze w sprzyjających okolicznościach. Mundur z kolei jest bardziej wymagający i nawet w magazynie potrzebuje odpowiednich warunków. Znamy liczne opowieści poszukiwaczy o tym, jak to cudem wydobyty z mroków ziemi wrześniowy żołnierski płaszcz, z pozoru w dobrym stanie, nagle na oczach uszczęśliwionego odkrywcy zamienia się w proch pozostawiając na pocieszenie jedynie guziki. Z tego powodu oryginalne mundury, niezależnie od epoki z jakiej pochodzą, są bardzo wartościowymi artefaktami. Kosztownym nabytkiem jest nawet dobrej jakości replika od renomowanego producenta. Nawet gdy przezwyciężymy już wszystkie możliwe trudności i zdobędziemy upragniony oryginał lub zakupimy wymarzoną replikę, to pozostaje nam problem ekspozycji. Chowanie eksponatu w głębokiej szafie nie ma sensu. Więc może manekin? Świetne rozwiązanie. A co jeśli nasze zamiłowanie do munduru jest niczym apetyt i rośnie w miarę jedzenia? Mieszkanie czy dom ma ograniczony metraż a tu każdy nowy eksponat ma wymiary dorosłego domownika. Przecież nie zmieścimy ich na półce. Ale może jednak znajdzie się jakieś rozwiązanie? W przypadku oryginałów nie ma absolutnie żadnego innego wyjścia. Jednak jeżeli zadowolimy się replikami, to rozwiązaniem jest zmniejszenie swoich aspiracji kolekcjonerskich. I nie chodzi tu o ilość tylko o… wielkość. Kolekcjonerskie aspiracje co do wielkości należy bowiem zmniejszyć dokładnie sześciokrotnie.

Manekin jest doskonałą formą ekspozycji ale zajmuje tyle miejsca co dorosły domownik. Foto: autor.

Manekin jest doskonałą formą ekspozycji, ale zajmuje tyle miejsca co dorosły domownik. Foto: autor.

Czytaj dalej

25 lutego 2016

007 – licencja na kolekcjonowanie

every bond

Przeszło dwa miesiące temu na blogu ukazał się artykuł na temat kolekcjonowania pamiątek związanych z sagą filmową „Gwiezdne Wojny”. Jak wiemy, po lekturze tekstu oraz z autopsji, producenci filmów bardzo dbają o rzesze swoich fanów. Nawet jeżeli ktoś nie śledzi bieżących wydarzeń filmowych, liczne materiały promocyjne w księgarniach czy supermarketach jednoznacznie informują, że w kinie „grają coś nowego”. Gwiezdna saga rozgrywa się na oczach całego wszechświata, więc oczywistą rzeczą jest, że promocja, jak i sprzedaż gadżetów ma międzygalaktyczny zasięg. Zupełnie inaczej mają się sprawy gdy rzecz dotyczy tajnego agenta. Mam na myśli tego o nazwisku Bond… James Bond. Gromadzenie eksponatów związanych z taką postacią oczywiście musi być związane z pozyskaniem poufnych informacji oraz szybkimi i odważnymi działaniami. Dziennikarstwo śledcze nie należy do moich specjalności, jednak mimo to, narażając się na liczne niebezpieczeństwa, postaram się uchylić Państwu rąbka tajemnicy. Saga o agencie 007 ma już pięćdziesiąt trzy lata, i co za tym idzie, niektóre bondowskie gadżety też są już wiekowe, zaś ich wartość na giełdach i aukcjach wzrasta z każdą nową odsłoną przygód Bonda. W porównaniu ze „Star Wars” oferta dla fanów wydaje się skromna, ale nie dajmy się zwieść pozorom. O ile fan jest równie wnikliwy i skuteczny jak Bond, to z pewnością natrafi na asortyment obejmujący przedmioty od okolicznościowych pudełek z zapałkami, poprzez ubrania i przedmioty codziennego użytku do broni palnej włącznie.

Czytaj dalej

11 lutego 2016

Fałszerstwa – historia prawdziwa

monalisa

Jak często przechadzając się po targu staroci do głowy wpada nam myśl, że być może patrzymy właśnie na coś niezwykle cennego, co przez przypadek zostało zapomniane i czeka na ponowne odkrycie? Nie oszukujmy się, każdy pasjonat patrząc na reprodukcje Witkacego leżące na straganie pomyślał kiedyś „a może to prawdziwy Witkacy”? Jednak fakty są bezlitosne – otaczają nas podróbki i falsyfikaty, niezależnie od tego czy wybieramy akurat część garderoby czy ozdobę na ścianę. Patrząc na techniki fałszerzy widać jak łatwo można dokonać delikatnej modyfikacji wizerunku posiadanych przez siebie rzeźb czy obrazów. I to akurat takiej by z czegoś całkiem nowego zrobił się wiekowy zabytek.

Czytaj dalej

28 stycznia 2016

Wypadki chodzą po… dziełach sztuki!

paolo porpora

Pożar, kradzież, zaginięcie, umyślne uszkodzenia… Dzieła sztuki narażone są na szereg różnorodnych niebezpieczeństw. Zdarza się, że przytrafiające się incydenty przekraczają niekiedy najśmielsze wyobrażenia agentów ubezpieczeniowych i potrafią przechytrzyć uważnych kustoszy. Stosunkowo niedawno pewien młody człowiek był sprawcą, jak i uczestnikiem głośnego upadku – zapewne najkosztowniejszego w swoim życiu – na obraz pędzla siedemnastowiecznego włoskiego mistrza Paolo Porpory. Dzieło zdołano odrestaurować, jednak zdarzają się sytuacje w wyniku których eksponat zostaje bezpowrotnie zniszczony. Historia sztuki obfituje w potknięcia, dźgnięcia i destrukcje, których ofiarą padały nawet najsłynniejsze dzieła. Na szczęście, w większości przypadków dochodziło do odwracalnych uszkodzeń, a same zdarzenia funkcjonują dziś w obiegu już tylko jako zabawne anegdoty.

Czytaj dalej

20 stycznia 2016

Co nam wolno? Problematyka ograniczeń prawnych w kolekcjonowaniu broni – cz. 2 ostatnia

Uwaga – czytasz drugą część artykułu. Pierwszą znajdziesz tutaj.

Broń palna

Mamy tu do czynienia z o wiele bardziej drażliwą materią a grunt naszych rozważań staje się bardziej grząski. Musimy więc bardzo sztywno trzymać się wyznaczonych nam ścieżek, a ewentualne wątpliwości dla własnego dobra rozstrzygać na swoją niekorzyść. Przykładem tego jest już sama definicja broni palnej zawarta w ustawie. W art. 7 ustawy czytamy:

1. W rozumieniu ustawy bronią palną jest każda przenośna broń lufowa, która miota, jest przeznaczona do miotania lub może być przystosowana do miotania jednego lub większej liczby pocisków lub substancji w wyniku działania materiału miotającego.

1a. W rozumieniu ustawy za dający się przystosować do miotania jednego lub większej liczby pocisków lub substancji w wyniku działania materiału miotającego uznaje się przedmiot, który ze względu na swoją budowę lub materiał, z którego jest wykonany, może być łatwo przerobiony w celu miotania.

Z naszego kolekcjonerskiego punktu widzenia ustęp 1a mówi w zasadzie tyle co: „pozamiatane”. Dysponując wiedzą fachową w zakresie budowy broni palnej stwierdzam, że w najbliższym skupie złomu jestem w stanie zebrać około 100 kg półfabrykatów, które przy pomocy podstawowych narzędzi ślusarskich można przystosować do owego miotania tych czy innych pocisków. Należałoby zatem pozamykać personel wszystkich skupów złomu, nie mówiąc o kolekcjonerach militariów. Pomimo drobnych „kwiatków” ustawa o broni i amunicji jest dokumentem racjonalnym z punktu widzenia zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa i porządku publicznego więc absolutnie nie będziemy go krytykowali. Skupimy się zatem na tym co nam wolno bez żadnych wątpliwości, tak abyśmy uzmysłowili sobie, że musimy sztywno trzymać się zasad i litery prawa.

Czytaj dalej

5 stycznia 2016

Z życia kolekcjonera – prywatne zbiory w instytucjach muzealnych

690_1000

Wraz z początkiem grudnia 2015 r. w warszawskim Muzeum Historii Polski zakończyła się wystawa poświęcona zagadnieniom rozwoju cywilizacyjnego i społecznego polskich miast na przełomie XIX i XX w. „Ziemia obiecana. Miasto i nowoczesność” od września prezentowała zwiedzającym najprężniej rozwijające się ośrodki miejskie tamtych czasów, jakimi były: Warszawa, Łódź, Poznań, Kraków, Lwów i Żyrardów, nie pomijając zagadnień z dziedziny demografii, urbanistyki, higieny czy rodzącej się kultury masowej i konsumpcyjnej. Na ekspozycji można było znaleźć bogaty materiał ikonograficzny, któremu towarzyszyły różnorodne artefakty z epoki. Wśród wielu przedmiotów, pochodzących zarówno ze zbiorów muzealnych, jak i prywatnych, znalazły się… eksponaty z kolekcji Museum Tomatorum! Jak to się stało? Oddajmy głos Tomatorowi:

Czytaj dalej

30 grudnia 2015

Czym zdobywano Dziki Zachód? cz.4 (ostatnia)

Panowie Smith & Wesson przewiercają bęben na wylot. Pan Colt nie może.

Amunicja scalona, a więc mówiąc potocznie znane nam dzisiaj naboje do broni palnej, pojawiła się w podobnej do współczesnej postaci około połowy XIX wieku. Pierwsze rewolwery na amunicję scaloną w USA wyprodukowała firma Smith & Wesson. Były to małe rewolwery Model 1 o łamanym, otwieranym do góry szkielecie. Rewolwerowy bęben przewiercony „na wylot” tak, aby można było do niego wsunąć od tyłu naboje został opatentowany w roku 1855 przez innego rusznikarza Pana Rollina White. Sprzedał on licencję firmie Smith & Wesson za sumę 25 centów od każdej wyprodukowanej jednostki broni. Smaczku tej historii dodaje fakt, że White pracował wcześniej w zakładzie… Colta. Tam tez wykonał prototyp przelotowego bębna wykorzystując bęben Colta odrzucony z produkcji i przeznaczony na złom! White z całą stanowczością bronił swojego patentu. W przypadku zakładu Allena zachował się nawet bardzo perfidnie. Poczekał mianowicie aż wyprodukuje on 7500 sztuk po czym wytoczył mu proces. Wyprodukowane jednostki broni przepadły oczywiście na rzecz powoda.

Nowa broń jest ciekawa, ale na początku nie zdobywa popularności. Podczas Wojny Secesyjnej królują niepodzielnie rewolwery rozdzielnego ładowania. Naboje scalone na większą skalę są stosowane do broni długiej. Małe smith-wessony trafiają do cholew butów, za pazuchę, do mankietów, z tyłu za pas i w inne dziwne miejsca jako back side gun, czyli broń ostatniej szansy żołnierzy obydwu stron. Obok nich trafiają tam nie mniej popularne jednostrzałowe pistoleciki i pistolety na amunicję scaloną, jak np. Harmond Bulldog. Po Wojnie Secesyjnej White bezskutecznie walczył w Kongresie o przedłużenie czasu obowiązywania praw patentowych. Przeciwko temu lobbował między innymi prezydent Ullyses S. Grand argumentując, że obostrzenia patentowe uniemożliwiły praktyczne wykorzystanie wynalazku podczas wojniy domowej. Ostatecznie prawa patentowe wygasły w 1871 roku. Do tego czasu Colt nadal produkował rewolwery rozdzielnego ładowania. Znamiennym jest fakt, że obostrzenia licencyjne nie dotyczyły rzemieślników – rusznikarzy. Zachowało się wiele jednostek indywidualnie przerabianej broni. Zwykle nie grzeszą one urodą ale z pewnością ich walory użytkowe w nowej postaci były bez zarzutu.

foto 13

Colt Dragoon model 3 przerobiony w epoce na amunicję scaloną przez rzemieślnika. Źródło: www.icollector.com

Czytaj dalej

24 grudnia 2015

Co nam wolno? Problematyka ograniczeń prawnych w kolekcjonowaniu broni, cz. 1

Zbieranie broni to jedna z ciekawszych form kolekcjonerstwa. Eksponaty, zdobyte wielkim trudem i kosztem, są źródłem naszej satysfakcji i wzbudzają podziw otoczenia. Arsenały stanowią integralną część wielu sławnych ekspozycji muzealnych. Broń jest obecnie kolekcjonowana nie tylko aby „cieszyć oko”, ale też aby być użytą jako funkcjonalny rekwizyt w rekonstrukcjach historycznych – oczywiście w sposób nie narażający na niebezpieczeństwo uczestników oraz widzów tych wspaniałych spektakli.

Czytaj dalej

18 grudnia 2015

Krótki skrót mijającego tygodnia (18.12)

O żydowskich sztetlach w sieci

sztetl

Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie uruchomił kolejny ciekawy portal internetowy będący zwieńczeniem projektu „Shtetl Routes. Obiekty żydowskiego dziedzictwa kulturowego w turystyce transgranicznej”. Tym razem jest on poświęcony 60 małym żydowskim miasteczkom, dawnym sztetlom, znajdującym się na pograniczu Polski, Ukrainy i Białorusi. Oprócz opisów miasteczek takich jak Sejny, Tykocin, Włodawa, Kazimierz Dolny czy Bełz, na stronie znajdziemy również 15 trójwymiarowych makiet, mapy, opisy tras turystycznych, nagrania wspomnień mieszkańców oraz wiele innych informacji o tym jak wyglądało życie w sztetlach. Twórcy portalu mają nadzieję, że zachęci on do rozwoju turystyki kulturowej w przedstawionych miejscowościach oraz do poznawania ich wielokulturowych tradycji.

Czytaj dalej