17 kwietnia 2018

Drugie życie przedmiotów, czyli kilka słów o modzie na design z PRL

Dla jednych smutne wspomnienie szarego marazmu epoki Polskiej Republiki Ludowej, dla drugich dowód światowego poziomu polskiego wzornictwa. Meble, przedmioty użytkowe, dekoracje aranżacyjne, design. Dlaczego niektórzy nie oddaliby za nie przysłowiowego złamanego grosza, a inni płacą ogromne sumy pieniędzy? Co takiego mają w sobie przedmioty z okresu PRL, że kolekcjonerzy, największe muzea na świecie, a nawet ludzie zupełnie niezwiązani ze wzornictwem pragną mieć je w swoim posiadaniu? Skąd ta wszechobecna dzisiaj moda na poszukiwanie pamiątek i tworzenie ich replik we współczesnym wydaniu? Design epoki PRL przeżywa właśnie prawdziwą reaktywację.

Po śmierci Stalina w 1953 r. Polska zaczęła otwierać się na zachodnie trendy. “Odwilż” umożliwiła krajowi zaczerpnięcie nowego oddechu i przyniosła powiew świeżości skutkujący otwieraniem się na nowoczesne wzornictwo, nowe materiały, technologie i wyposażenie wnętrz. W konsekwencji odrzucono realizm socjalistyczny, utarte schematy i tradycyjne, ciężkie formy. Pożegnano przeszłość, rozpoczęto nową epokę. W domach pojawiły się dekoracyjne tkaniny, awangardowa ceramika użytkowa (w tym tzw. “pikasy”), atrakcyjna oświetleniówka, lekkie, proste i funkcjonalne komplety wypoczynkowe, prasowane szkło, a przede wszystkim kolory, żywe kolory. Dzięki nim wnętrza stawały się atrakcyjne, oryginalne i nowoczesne (również z dzisiejszej perspektywy). ”Nowoczesność” stała się słowem-kluczem. Gwarantowała optymizm i otwartość.

W sztuce tamtych czasów królował surrealizm, ekspresjonizm i abstrakcja. Świat zachwycał się malarstwem Pabla Picassa, rzeźbami Henry’ego Moora i modernistyczną architekturą Le Corbusiera. Echo ówczesnej sztuki, pomimo żelaznej kurtyny, odbijało się na polskim wzornictwie. W jego opływowych kształtach, wyszukanych barwach i finezji form. Charakterystyczna dla sprzętów tego okresu była wysoka jakość (mimo niedoborów materiałów), precyzja wykonania i ergonomia. Drogie i niedostępne surowce takie jak plastik czy aluminium (kto by dzisiaj pomyślał, że plastiku mogłoby zabraknąć?), zastępowane były drewnem, metalem oraz szkłem. Trudne czasy, w których na sklepowych półkach brakowało podstawowych produktów żywnościowych, okazały się jednocześnie czasami narodzin dobrego polskiego designu. W fabrykach i zakładach produkcyjnych w latach 50. zaczęło zatrudniać się coraz więcej młodych ludzi, w tym często uzdolnionych przedwojennych artystów, którzy nie byli zawodowymi projektantami. Produkcja, choć często anonimowa (bo dla marki firmy, dla wspólnoty, dla państwa) napędzała polską gospodarkę. W Warszawie powstał, jako jeden z pierwszych w Europie, Instytut Wzornictwa Przemysłowego pod dyrekcją prof. Wandy Telakowskiej.

Lata 50., 60. i 70. XX w. charakteryzowały się zatem ciekawym wzornictwem, przemyślaną i spójną stylistyką wnętrz. Magazyny typu “Ty i Ja” prezentowały interesujące mieszkania Polaków podkreślając ich międzynarodowy, światowy wręcz poziom. Fotelami RM58 z 1958 r. wg projektu Romana Modzelewskiego zachwycał się sam Le Corbusier, a taborety Władysława Wołkowskiego w 1975 r. trafiły na belgijski dwór królewski! Polskie wzornictwo, produkowane i eksportowane na europejski rynek (m.in. do Skandynawii, Niemiec, Wielkiej Brytanii) niczym nie ustępowało zachodnim trendom.

Nic więc dziwnego, że dziś młodzi ludzie, pozbawieni negatywnych wspomnień o tych często niełatwych czasach, dostrzegają we wzornictwie okresu Polskiej Republiki Ludowej powiew egzotyki, wykwintny minimalizm i dobry design. Tak jak w przypadku ubioru – kolejne pokolenie chętnie sięga do mody dziadków i młodości rodziców. To rodzaj dynamicznego świadectwa minionego i mijającego czasu, pewna “trwałość pamięci” kolejnych pokoleń.

Przesyt bliźniaczo do siebie podobnych mebli z sieciówek oraz przedmiotów produkowanych na masową skalę, które po roku czy dwóch zazwyczaj nadają się do wymiany, popycha do poszukiwań nowych, a przy tym prostych, trwałych i sprawdzonych rozwiązań o artystycznym rodowodzie. Dziś, w plastikowym świecie, gdzie technologia zastępuje pracę człowieka, produkty z naturalnych materiałów są na wagę złota. Obecne pokolenie szanuje design, w retro i estetyce epoki PRL widzi podstawę do kreowania rzeczywistości wokół siebie. Jednocześnie proste wzornictwo z lat 50., 60., czy 70. XX w. pasuje do stylu życia współczesnego człowieka. Społeczeństwo wychowane w cyfrowej i skomputeryzowanej epoce tęskni do analogowego świata – świata, który stara się wskrzeszać w nowoczesnych aranżacjach.

Ale jednocześnie szuka też przedmiotów, które świadczyć będą o czasach, które już przeminęły, które przywołają wspomnienia. Choćby te o zbożowej kawie czy kompocie wiśniowym podawanym w porcelitowych, prostych kubkach barowych. Pierwsze sztuki powstawały dla “Społem”, szpitali miejskich, Polskich Kolei Państwowych i placówek oświatowych. Forma a nawet czcionka tych kultowych kubków są współcześnie powtarzane w masowej produkcji naczyń proponowanych w sklepach. Unikatową wartość mają jednak te produkowane od 1969 r. przez Zakłady Porcelany Stołowej Lubiana – jedne z najbardziej rozpoznawalnych symboli późnej epoki PRL. To obowiązkowa pozycja każdego kolekcjonera.

Nostalgię przywołują też regały i komody na nóżkach, lekkie stoliki „jamniki” i „nerki”, meblościanka Kowalskich (tzw. SYSTEM MK, proj. Bogusława i Czesław Kowalscy), “Muszelki” Teresy Kruszewskiej – krzesła produkowane przez Spółdzielnię Artystów Ład (1956 r.). Prawdziwym fenomenem są dziś jednak ponadczasowe, zgrabne i zachwycające w swej prostocie fotele 366 Józefa Mariana Chierowskiego. Ich egzemplarze w latach 60. i 70. (produkcja trwała aż do połowy lat 80.) ubiegłego wieku trafiły do milionów polskich domów. Te, które nie lądują dzisiaj na internetowych aukcjach (a lądują i osiągają zawrotne sumy!) są bez sentymentów wyrzucane na śmietnik, pojawiają się na wystawkach i ogłoszeniach typu “oddam za darmo”. Ci, którzy świadomi są faktycznej wartości przedmiotów, polują na takie “perełki”, odnawiając je i wystawiając na wspomniane aukcje. Tam niechciane fotele ze śmietnika zyskują nowe życie. Zostają poddawane designerskiemu liftingowi.

Podobnie jak w przypadku kultowych kubków barowych fotel Chierowskiego również znajduje dziś swoje współczesne odpowiedniki. Produkcja fotela została wznowiona w 2014 r. na wyłącznej licencji do praw autorskich przez 366 Concept Design & Lifestyle (Agata Górka i Maciej Cypryk). Zainteresowani mogą do tego dokupić stylistycznie nawiązujący stolik, lampy, fotele bujane, sofę oraz podnóżek. A skoro mamy już stylizowane na kultowe fotele wraz całym wypoczynkowym zestawem, może zaopatrzymy się w równie kultowy serwis do kawy Goplana projektu Wincentego Potackiego (porcelana Ćmielów)? Kto by przypuszczał, że te barwne, smukłe w formie i uzupełnione złoceniami filiżanki, dzbanki i talerzyki, narodziły się w “brzydkim” okresie Polski Ludowej? Są tak nowoczesne, że mogłyby powstać dziś!

Dzięki swojej popularności i zainteresowaniu kolekcjonerów wzornictwo z okresu PRL stało się, obok malarstwa, rzeźby, czy antyków, pełnoprawnym elementem rynku sztuki. W Polsce coraz prężniej rozwija się handel nim. Niegdyś obiekty produkowane na ogromną skalę, produkowane z ideą “dużo, tanio i szybko” (co nie znaczy, że byle jak!), później niechciane, uważane za tandetny, nieciekawy spadek znienawidzonego systemu, a w konsekwencji wyrzucane – dziś są unikatem i przedmiotem pożądania. Na internetowych aukcjach, garażowych wyprzedażach, targach staroci i w antykwariatach osiągają często zawrotne sumy. Powstają profesjonalne sklepy internetowe, wirtualne galerie i portale, rozwija się branża, która chętnie podejmuje się dokumentacji, wyceny oraz sprzedaży wybranych artefaktów. Wciąż oczywiście można dostać PRL-owskie perełki w dobrej cenie, jednak szanse na znalezienie wyjątkowych przedmiotów za grosze z każdym dniem spadają. Dziś ćmielowskie figurki, ceramika z Chodzieży, “pikasy” i zgrabne meble to często nie tylko wspaniały akcent aranżacyjny, ale również świetna inwestycja! Dobry design z biegiem lat staje się coraz bardziej wartościowy, doceniany i pożądany. Przedmioty z przeszłości mają być lokatą na przyszłość. Obiekty jeszcze kilka lat temu warte zaledwie kilka złotych dziś mogą kosztować nawet tysiąc razy więcej!

Oczywiście obiekt obiektowi nierówny. Dla niewprawionego pasjonata czy początkującego kolekcjonera sama etykieta “PRL” może okazać się zgubna. Na rynku oferowanych jest też bowiem całe mnóstwo bezwartościowych przedmiotów. Ważna jest podstawowa wiedza – choćby ta czy mamy do czynienia z porcelaną, porcelitem, fajansem czy kamionką. Czy forma, kształt i dekoracja odpowiadają danej epoce, w którym obiekt powstał? Na jakie lata produkcji wskazuje sygnatura? Czy nie jest jedynie podróbką? Pytań jest tym więcej im bardziej zależy nam na dobrym i wartościowym egzemplarzu. Źródłem wiedzy może być internet – liczne bazy danych, specjalistyczne portale,blogi a nawet portale aukcyjne i ogłoszeniowe dostarczają podstawowych informacji. Często na podstawie samych zdjęć jesteśmy w stanie rozpoznać, czy przedmiot, który mamy w posiadaniu, to ten sam oferowany na portalu sprzedażowym i poznać jego szacunkową wartość. Dla wyjątkowych znalezisk warto podjąć też trochę wysiłku – zrobić kwerendę biblioteczną, zajrzeć do archiwalnych dokumentów, katalogów firmowych producenta (np. te wydawane na okoliczności targów międzynarodowych), publikacji, katalogów wystaw, monografii, biografii, specjalistycznych tekstów. To żmudna praca, ale z pewnością opłacalna. Cierpliwość i wiedza na temat przedmiotu i jego historii uchroni przed niebezpieczeństwem kupowania falsyfikatów i rzeczy mało wartościowych. Od tego niebezpieczeństwa siłą rzeczy chroni również wiedza i rekomendacja eksperta oraz zakupy u sprawdzonych sprzedawców i z wiarygodnych źródeł.

Rynek rządzi się swoimi prawami i, tak jak w przypadku sztuki tzw. wysokiej, również wzornictwo przyjmuje określone “must have”, które decyduje o jego wartości. Jeżeli projekt był dobry (przede wszystkim!), projektant lub marka firmy znane a nakład i długość serii, czyli liczba wyprodukowanych sztuk, niewysoka – możemy zyskać pewność, że mamy do czynienia z “unikatem” o dużej wartości. Serie limitowane zdecydowanie podbijają stawkę, powodzeniem cieszą się też wzory testowe i prototypy masowo produkowanych obiektów. Te możemy jeszcze znaleźć w likwidowanych fabrykach, antykwariatach oraz na aukcjach rzemiosła, ale nie jest to łatwe zadanie. Im projekt jest bardziej znany i kojarzony, tym cena produktu rośnie. O wartości decyduje również stan zachowania danego przedmiotu. Jeżeli obiekt jest uszkodzony, uszczerbiony, klejony – jego cena rynkowa drastycznie spada. Zazwyczaj przestaje mieć wartość kolekcjonerską, czeka go już wyłącznie pełnienie funkcji ozdoby wnętrza. Warto o tym pamiętać dokładnie oglądając obiekt podczas stacjonarnych zakupów lub doczytując internetową ofertę “drobnym druczkiem”. Uczciwy sprzedawca nie zapomni zamieścić wszystkich szczegółów odnośnie stanu przedmiotu.

Vintage i retro króluje i trafia na salony. To tęsknota za dobrym wzornictwem, za odmasowieniem. Meble, urządzenia i gadżety z okresu PRL stają się w polskich domach głównymi akcentami aranżacyjnymi. Mają stanowić formę wyróżnienia się i indywidualizmu, tworząc charakterystyczne i oryginalne wnętrza. Czasami stają się też początkiem nowej pasji… pasji kolekcjonowania.

Paradoksalne, ale moda na polski design przyszła „z Zachodu”. Internet uzmysłowił młodym ludziom, że na śmietnikach leży, niczym nie ustępujący zachodniemu, tzw. “mid-century modern design”, za który amerykańscy czy japońscy kolekcjonerzy są gotowi płacić ogromne pieniądze. Design, który w swoich zbiorach pragną mieć największe muzea sztuki na świecie.

Celina Łozowska

Źródła:
Bochińska B., Zacznij kochać dizajn. Jak kolekcjonować polską sztukę użytkową, Warszawa 2016 r.,
Czyńska M., Dom polski. Meblościanka z pikasami, Wołowiec 2017 r.
Kossak J., W poszukiwaniu stylu epoki. Współczesne przemiany cywilizacyjno-techniczne a nowe formy w sztuce i architekturze, Warszawa 1963 r.

Za pomoc w zilustrowaniu artykułu dziękujemy:
Marcie Sytniewskiej z bloga wnętrzarskiego CozaMebel
cozamebel.pl, facebook.com/CozaMebel
Maćkowi Pawlikowskiemu z pracowni renowacji mebli Hogofogo Redesign
hogofogo.pl, www.facebook.com/hogofogoredesign

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *