„Jak Jaskinię na Kamieniu od nowa odkrywałem” cz.7

Podejście siódme.

 

W dniu 27 czerwca idziemy z Juniorem do jaskini, mając nadzieję że zakończymy jej eksplorację sukcesem.

Jest ładny, słoneczny dzień, po półgodzinnym marszu dochodzimy na miejsce.

Nasz optymizm pryska po próbie przejścia w okolice jaskini. Cały teren przed wejściami zarośnięty jest zielskiem sięgającym po pachy a miejscami ponad głowę. W dodatku rozmiękłą ziemię pokrywa spora warstwa wody pozostałej po ostatnich ulewnych deszczach.

Uznajemy że od frontu nie ma szans aby się przedostać więc cofamy się do drogi prowadzącej na teren kościoła i próbujemy przejść bokiem.

Sytuacja się powtarza, przedzieramy się przez zielsko jak w tropikalnej dżungli, a z niego atakują nas miliony wygłodzonych komarów, tylko czekających tutaj na taką okazję do uczty, jaką stwarzamy im swoją obecnością.

Przechodzimy jakieś 50 metrów i po dotarciu do podmokłego terenu którego bez gumiaków nie można przejść suchą nogą, znów dajemy za wygraną.

Wycofujemy się wydeptaną wcześniej ścieżką, napastowani bez przerwy przez komary i postanawiamy pójść ostatnią z możliwych tras dojścia do jaskini – przejść przez plac kościelny, obejść kościół od tyłu i zejść do podstawy skalistego wzgórza, skąd blisko juz do celu. Tak też robimy i bez problemów docieramy do wejścia czwartego, płosząc przy tym przebywającego w pobliżu samca bażanta, który z łoskotem skrzydeł, nagle wzbija się w powietrze i odlatuje.

Po drodze mijamy wyschnięte wcześniej źródełko koło jaskini, które ku naszemu zdziwieniu zamieniło się w całkiem spore bajorko porośnięte rzęsą wodną.

Wciąż napastowani przez komary, przebieramy się przed jaskinią, zakładamy czołówki i jako pierwszy wchodzę do środka jaskini. Po przebyciu około trzech metrów od wejścia widzę coś czego nie spodziewałem się zobaczyć – cała widoczna powierzchnia dna jaskini zalana jest wodą!

W najdalszych miejscach korytarza, oceniam jej głębokość na około 30 centymetrów, co oznacza,że w niżej położonej najdalszej sali do której miałem zamiar dzisiaj dotrzeć, woda musi mieć co najmniej metr głebokości!

Robię zdjęcia i wołam Juniora żeby też to zobaczył, potem wychodzimy na zewnątrz i kierujemy się do wejścia pierwszego.

Tutaj wchodzę już sam i sytuacja się powtarza – tam gdzie zimą czołgaliśmy się po prawie suchym, zmarzniętym podłożu jaskini, stoi teraz gruba warstwa wody.

Eksploracja jaskini jest w takich warunkach niemożliwa, więc wychodzę na zewnątrz, przebieramy się spowrotem i wracamy.

Kiedy woda opadnie, umożliwiając wejście do jaskini, nie potrafię określić. Jedno jest pewne – wybieranie się do jaskini w ciągu najbliższego miesiąca nie ma sensu.

Jeśli deszcze będą padać tak często jak w maju i czerwcu, obawiam się ze wejście do jaskini będzie możliwe dopiero zimą.

 

 

Ciąg dalszy nastąpi…

 

Jurand