10 lutego 2017

Krótki przegląd mijającego tygodnia (10.02)

Cenny renesansowy rękopis wraca do kraju!

„Officium Beatae Mariae Virginis secundum usum Romanum” lub tak zwane „Godzinki” Jakuba Wargockiego, czyli pięknie iluminowany, renesansowy rękopis z końca XV wieku, po długich latach powrócił do Polski. Wszystko za sprawą Biblioteki Narodowej, która kupiła rękopis na aukcji dzieł sztuki zorganizowanej przez jeden z londyńskich domów aukcyjnych. Jak na luksusową książkę przystało, jej cena okazała się zaporowa – wyniosła bowiem około pół miliona złotych. Na szczęście połowę tej sumy pokryła Fundacja PZU. „Tak się historia układała, że polska kultura ponosiła olbrzymie straty; dobrze, że przy wsparciu polskich firm udaje się nam odzyskiwać cenne dobra” – powiedział minister kultury Piotr Gliński. Rękopis został wykonany w latach ok. 1470-1500 we Florencji dla rodziny Guccich. To kodeks o wymiarach 12 x 8 cm na pergaminie, o 303 kartach zapisanych po łacinie ciemnobrązowym atramentem. Bogato ilustrowany, zawiera pięć barwnych miniatur oraz 12 dużych barwnych i złoconych inicjałów figuralnych.
Do Polski trafił zapewne wraz z przyjazdem dworu królowej Bony Sworzy, ok. roku 1518. Jak znalazł się w rękach Jakuba Wargockiego – przemyskiego wójta, finansisty, z zawodu zaś… krawca? Nie wiadomo. Możliwe, że handlowiec otrzymał go w wyniku rozliczeń finansowych. Po latach rękopis znalazł się w Bibliotece Radziwiłłów w Nieświeżu, z której zniknął na przełomie XVIII i XIX w. Jesienią 2016 r., po niemal 200 latach od zaginięcia, „Godzinki” pojawiły się w Londynie. Szczęśliwie zwróciła na nie uwagę Fundacja Dziedzictwa Kulturowego. „To pierwszy od kilkudziesięciu lat powrót do Polski tak cennego rękopisu renesansowego. Dzieło zostało już zdigitalizowane i od piątku dostępne jest w cyfrowej Bibliotece Narodowej Polona.pl.” – powiedział Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej.

Cyfrowe dzieła sztuki, czyli prezent od Metropolitan Museum of Art

Metropolitan Museum of Art, jedno z największych muzeów na świecie, znów wychodzi na przeciw oczekiwaniom współczesnych odbiorców. Już rok temu nowojorska placówka udostępniła publicznie blisko 450 darmowych albumów o sztuce do ściągnięcia w formacie PDF. Dziś w ramach inicjatywy „Open Access” MET przygotowało dla internautów kolejną niespodziankę. Do sieci trafiło 375 tysięcy wysokiej jakości zdjęć przedstawiających znajdujące się w zbiorach muzeum dzieła sztuki. Wszystkie zostały umieszczone na platformie domeny publicznej Creative Commons na licencji CC0. Oznacza to, że zdigitalizowane fotografie nie są ograniczone prawami autorskimi i można je odtąd dowolnie wykorzystywać. Metropolitan Museum of Art podpisało porozumienie o współpracy z serwisami Wikimedia Commons, Artstor, The Digital Public Library of America, Art Resource oraz Pinterest. Ma być przy tym przykładem i inspiracją dla innych placówek, które w przyszłości planują udostępnianie swoich zbiorów w domenach publicznych. “Obszerny i różnorodny zbiór muzeum, obejmujący 5000 lat dziedzictwa kultury światowej, powinien służyć potrzebom widza, oferując mu nowe źródło wiedzy oraz kreatywności.” – powiedział Thomas P. Campbell, dyrektor MET. Muzeum ma w planie zdigitalizowanie i umieszczenie w domenie publicznej jeszcze około miliona druków, plakatów, pocztówek i grafik.

Ludzie listy piszą… Kościuszko na pocztowym znaczku

W ubiegłą sobotę (4.02 br.) do obiegu trafił znaczek pocztowy z wizerunkiem Tadeusza Kościuszki. Okolicznościowy znaczek został wyemitowany przez Pocztę Polską w nakładzie 160 tys. w arkuszach po 16 sztuk. Jego autorem jest Jarosław Ochendzan, znany już w filatelistycznym środowisku z projektów takich jak 200. Rocznica Bitwy Narodów (2013), czy 100. rocznica urodzin Erwina Axera (01.2017). Ochendzan posłużył się przy tym portretem autorstwa nieznanego artysty, który umieścił na tle przedstawiającym fragment obrazu “Bitwa pod Racławicami” Aleksandra Orłowskiego. Wydanie jest dostępne w punktach stacjonarnych Poczty oraz w jej sklepie internetowym.
Na wyjątkowych znaczkach się jednak nie skończy bowiem polski parlament rok 2017 ustanowił właśnie Rokiem Tadeusza Kościuszki. To właśnie teraz przypada 200. rocznica śmierci narodowego bohatera – Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej, bojownika o niepodległość Polski i Stanów Zjednoczonych, “najprawdziwszego syna wolności” – jak nazywał go Thomas Jefferson. Z tej okazji w całym kraju zaplanowane zostały różnego rodzaju wydarzenia. Swoistym “centrum dowodzenia” ma być Kraków, w którym Komitet Kopca Kościuszki przygotował jedne z najbardziej uroczystych obchodów. Swoim oficjalnym patronatem objęło je samo UNESCO.

Wirtualna rzeczywistość na ratunek starożytności

Zabytki niszczeją, popadają w ruinę, znikają. Czasami tego procesu nie można powstrzymać, a jedynym ratunkiem na zachowanie choć odrobiny wspomnień o nich wydaje się wirtualna rzeczywistość. Nowoczesna technologia jest doskonale wykorzystywana przez australijski archeologiczny start-up Lithodomos VR, który zajmuje się cyfrowym rekonstruowaniem budowli starożytnego świata. Na ten cel grupa pozyskała ostatnio 697 tysięcy dolarów (około 2,8 miliona złotych). Podpisała też kontrakty, w ramach których ma zająć się pracą nad rekonstrukcjami dla Hiszpanii, instalacjami muzealnymi czy filmem VR na Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie. Zainteresowanie pracami firmy jest ogromne bowiem już dała się poznać m.in. dzięki rekonstrukcji znajdującego się w Paryżu Arènes de Lutèce – rzymskiego amfiteatru pochodzącego z I wieku, oraz specjalnej aplikacji dla Jerozolimy („Ancient Jerusalem VR”). Start-up posiada własny zespół archeologów, projektantów modeli komputerowych oraz dystrybutorów treści. „Nasza obsesja na temat archeologicznej dokładności jest czymś, co nas wyróżnia.” – powiedział Simon Young, założyciel oraz CEO Lithodomos VR – „Początkowo byliśmy zaledwie małym pomysłem, ale w kilka miesięcy staliśmy się produkującą oraz dystrybuującą treści VR firmą, składającą się z 9 członków. Od początku mieliśmy jeden cel – przywrócić starożytny świat do życia z pomocą wirtualnej rzeczywistości. Ta runda finansowania jest kolejnym krokiem w jego kierunku.”

Rzymski wrak ze śmierdzącą niespodzianką

Wygląda na to, że dna mórz i oceanów nigdy nie przestaną zaskakiwać. Tym razem niespodziankę przygotowało Morze Śródziemne, w którego zachodniej części, nieopodal archipelagu Baleary (autonomiczna prowincja Hiszpanii), odnaleziono wrak starożytnej galery z czasów republiki rzymskiej (lata 509-30 p.n.e.). Chociaż na ślad statku natknięto się już jesienią ubiegłego roku, dopiero teraz naukowcy przedstawili pierwsze wyniki badań i fakty dotyczące odnalezionego obiektu. To prawdopodobnie najlepiej zachowany wrak odkryty w archipelagu oraz na Morzu Śródziemnym. Zatonął z ładunkiem pomiędzy III a IV w. p.n.e. na wodach otaczających Cabrerę, archipelag na południu od Majorki. Na swoim niewielkim, bo mającym 15 m długości i 10 m szerokości, pokładzie miał ponad 2 tysiące smukłych glinianych amfor, które niegdyś służyły do transportu i przechowywania wina, oliwy, czy miodu. Tym razem odkryto w nich… sos rybny. Garum, bo o nim mowa, był bardzo popularny w starożytnym Rzymie. Przyrządzano go ze sfermentowanych ryb i chociaż okropnie śmierdział – Rzymianie za nim przepadali. Wrak spoczywa na głębokości 70 metrów w rezerwacie przyrody, gdzie obowiązuje zakaz nurkowania. Ponieważ władze obawiają się podwodnych złodziei, teren ma być patrolowany. Statek ochrzczono mianem Cabrera XIV.