30 grudnia 2016

Krótki przegląd mijającego tygodnia (30.12)

Koń jaki jest, każdy widzi!

Legendarny rumak Marengo, którego dwieście lat temu podczas wielu zwycięskich bitew dosiadał sam cesarz Napoleon Bonaparte… ożyje! Szkielet konia, po latach tułaczki między muzealnymi magazynami, trafi ostatecznie na stałą ekspozycję w Narodowym Muzeum Armii w Chelsea (Londyn, Anglia), poświęconą Bitwie pod Waterloo. Podczas słynnej klęski w 1815 r. tej czystej krwi koń arabski miał już ponad 20 lat. Zaraz po przegranej został porzucony przez Napoleona i trafił w ręce angielskiego podpułkownika Johna Juliusa Angersteina, u którego spędził jeszcze 16 spokojnych lat życia. Po śmierci jego zwłokami zajął się londyński szpital (informacja taka widnieje na maleńkiej blaszce umieszczonej na jednej z kości), który przekazał szkielet Royal United Services Institute (RUSI) do celów badawczych. Kości trafiły następnie do tamtejszego muzeum, gdzie do 1865 r. stanowiły jedną z jego głównych atrakcji. Już wówczas brakowało zawieruszonej gdzieś skóry Marengo (z charakterystycznym wypalonym oznaczeniem w postaci korony cesarskiej nad literą “N”) oraz dwóch kopyt. Jedno z nich zostało przerobione na pudełko tabaki i ofiarowane na pamiątkę ppłk. Angersteinowi. Drugie, w postaci srebrnego kałamarza, trafiło do zbiorów Muzeum Kawalerii w Londynie. W 1960 r. szkielet wraz z innymi pamiątkami bitwy pod Waterloo otrzymało Narodowe Muzeum Armii. Aktualnie kości rumaka są poddawane konserwacji. Ponownie złożony i odświeżony szkielet stanie się głównym elementem wystawy, której otwarcie szykowane jest na nadchodzącą wiosnę.

Wałbrzych odkryciami stoi – perły na Zamku Książ

Po głośnych, chociaż bezskutecznych, poszukiwaniach złotego pociągu, Wałbrzych zdecydowanie nie ma zamiaru schodzić z afisza. Tym razem zaskakuje cennym (i realnym!) odkryciem. Wszystko za sprawą Michała Banasia, pracownika Instytutu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, który w korytarzu, będącym niegdyś częścią jednego z wejść do podziemi pod zamkiem Książ, odnalazł… perły! Niestety nie jest to legendarny siedmiometrowy sznur pereł księżnej Daisy von Pless, a perły jaskiniowe “będące formami krasu podziemnego, powstającymi na dnie jaskini w zagłębieniach wypełnionych wodą pozostającą w ruchu”. W Polsce występowanie tego rodzaju tworów przyrody stwierdzono dotąd w zaledwie kilku jaskiniach (m.in. w Jaskini Raj w Górach Świętokrzyskich, Jaskini Niedźwiedziej w Sudetach, czy w Szczelinie Chochołowskiej w Tatrach Zachodnich), które objęto ścisłą ochroną prawną. Perły na zamku Książ są tu zjawiskiem wyjątkowym ze względu na częściową ingerencję człowieka. “Do miejsca tego od dziesiątek lat nikt nie zaglądał i w tym czasie kawałki rumoszu skalnego, który powstał przy drążeniu podziemi w czasie II wojny światowej, zaczęły obrastać naciekami węglanu wapnia” – wyjaśnia Michał Banaś. I chociaż w Europie z pereł jaskiniowych produkuje się często na masową skalę turystyczne pamiątki, to ilość tych książęcych do tego celu może okazać się niewystarczająca, Perły mogą stać się jednak główną atrakcją planowanej podziemnej trasy pod zamkiem Książ. Na tarasie północnym jeszcze przed wakacjami pojawią się dwie klatki schodowe o głębokości 12 m, które zostaną udostępnione zwiedzającym w sierpniu 2017 r.

Musee – nowe technologie w służbie archeologii

Materiały archeologiczne doczekają się specjalistycznej platformy informatycznej służącej ich dokładnej analizie, badaniom i opracowaniu. Projekt zakłada realizację szybkiej inwentaryzacji i wizualizacji znalezisk w 3D. Wirtualne narzędzie Musee ma stać się katalogiem zabytków archeologicznych z całego świata, ich swoistą biblioteką. Pomysłodawcy projektu, Wojciech i Jan Filipowiak z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN oraz z firmy informatycznej Pixel Legend w Szczecinie, pragną połączyć przeszłość z przyszłością, naukę z pasją, archeologię z informatyką. Planują stworzyć platformę umożliwiającą naukowcom prowadzenie badań porównawczych – powiązanie skanu zabytku z historycznym i geograficznym kontekstem. „Sam zabytek mówi badaczom bardzo mało; jest prawie bezwartościowy, kiedy brakuje informacji o miejscu jego znalezienia. Dzięki naszej aplikacji możliwe będzie osadzenie trójwymiarowego skanu na mapie, zobaczenie warstw wykopu i przestrzennego rozrzutu zabytków. Ułatwi to konsultacje z naukowcami, którzy są oddaleni od miejsca wykopu. Dzięki okularom 3D będą mogli zobaczyć rzeczywisty obraz miejsca badań” – wyjaśnia Wojciech Filipowiak. W planach jest również realizacja wirtualnych gablot muzealnych, których eksponaty z każdej strony będzie można dokładnie obejrzeć. Platforma ma służyć nie tylko muzealnym i naukowym palcówkom ale również pasjonatom historii i kolekcjonerom, którzy aktywnie będą mogli uczestniczyć w budowaniu globalnego katalogu. “Dziś brzmi to jak wizja z filmu science fiction, ale dla nas to niedaleka przyszłość” – powiedział Jan Filipowiak. Trzymamy za słowo!

Gorąca troska o zabytkowe piece

Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu podjęło się akcji ratowania zabytkowych pieców kaflowych szczęśliwie zachowanych w kamienicach i domach z terenów dawnych Prus. Przez lata piece ogrzewały domy mieszkańców Elbląga i okolic, zaś dziś bardzo często lądują na wysypiskach. Elbląscy muzealnicy zapragnęli zachować po nich chociaż wspomnienia, w czym pomóc mają fotografie. Jak dotąd udało się zinwentaryzować i wykonać szczegółową dokumentację blisko 50 pieców. Sporą część tej kolekcji stanowią proste konstrukcje z okresu międzywojnia, ale pojawiają się również prawdziwe perełki. Wśród nich znalazł się piec z wizerunkiem niemieckiego cesarza i króla Prus Fryderyka III Hohenzollerna oraz sentencją o treści „Lerne leiden, ohne zu Klagen” („Uczmy się cierpieć bez narzekania”). Na uwagę zasługuje również przedwojenny secesyjny piec z wytwórni Stegmanna, eklektyczne grzejniki zdominowane przez manierystyczne i barokowe ornamenty, obiekt z lat 90. XX w. wykonany w podberlińskim zakładzie Veltem czy piec, którego front został pokryty malaturą. Większość z obiektów ma się świetnie i wciąż (szczególnie w podelbląskich miejscowościach) spełnia swoją funkcję. Koordynatorzy projektu apelują jednak do tych osób, które planują zmianę ogrzewania, aby przed wymianą instalacji powiadomili o tym Muzeum. Każdy piec wart jest uwagi i wykonania stosownej dokumentacji, a co ciekawsze sztuki mają nawet szanse na ocalenie i wizytę w Muzeum. „Mamy nadzieję, że z waszą pomocą uda nam się udokumentować ich obecność zanim znikną na zawsze.” – mówi Joanna Fonferek, kustosz do spraw ceramiki elbląskiego Muzeum.

Zakupy po polsku, czyli o tym jak kupić bezcenną kolekcję

Stało się. Słynna kolekcja Książąt Czartoryskich oficjalnie została własnością narodu polskiego. Wczoraj (29.12 br.) Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego podpisał z księciem Adamem Czartoryskim i Fundacją Książąt Czartoryskich umowę zakupu zbiorów i związanych z nimi nieruchomości, a także roszczeń wobec dóbr kultury wchodzących w skład kolekcji, które zostały utracone podczas II wojny światowej. Tysiące międzynarodowej klasy dzieł, takich jak “Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci, “Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” autorstwa Rembrandta, „Polonia – Rok 1863” Jana Matejki, czy rysunki Renoir’a oraz grafiki Dürera, wzbogaciło polskie zbiory. Kolekcja liczy łącznie 86 tys. obiektów muzealnych (poza ogólnie znanymi dziełami sztuki są to m.in. buławy hetmańskie, trofea wiedeńskie, pamiątki po Tadeuszu Kościuszce, generale Kniaziewiczu, maska pośmiertna Chopina) oraz 250 tys. obiektów bibliotecznych – książek, starodruków i rękopisów. Wśród nich znajdują się szczególnie cenne dla dziedzictwa kulturowego Polski obiekty, takie jak: akt unii polsko-litewskiej w Horodle (1413), akt hołdu pruskiego (1525) czy rękopisy „Kronik” Jana Długosza. I chociaż cena (100 mln euro) za jaką książę Czartoryski zgodził się sprzedać rodzinne zbiory jest znacząco niższa od rzeczywistej wartości kolekcji, nie da się ukryć, że były właściciel przyjmując propozycję rządu polskiego wpisał się w długą i piękną tradycję zasług rodu Czartoryskich dla Rzeczypospolitej. Kolekcja mająca dotąd jedynie status depozytu prywatnej fundacji, zostanie objęta pełną ochroną prawną, której była pozbawiona. Teraz możliwe będzie również jej zaprezentowanie w całości. Niezwłocznie przekazana Muzeum Narodowemu w Krakowie stanie się własnością całego społeczeństwa polskiego.

Pełną relację z zakupu kolekcji Czartoryskich możecie obejrzeć poniżej: