26 grudnia 2017

„My już od Lublina do Was idziemy” Pierwszy Samodzielny Morski Batalion Zapasowy

Marynarze! Pamiętajcie, że jesteście pierwszą jednostką morską w wyzwolonej Ojczyźnie. Bądźcie pilni, aby to pierwszeństwo utrzymać. Gorliwa nasza praca będzie cegiełką pod fundament silnej, niepodległej, demokratycznej Polski.

kmdr Karol Kopiec

 

W świetle ogromnego wysiłku bojowego Polskiej Marynarki Wojennej walczącej podczas drugiej wojny światowej u boku Royal Navy historia Pierwszego Samodzielnego Morskiego Batalionu Zapasowego jest właściwie znikomym epizodem. Warto jednak ten epizod przypomnieć, gdyż właśnie z uwagi na swoją znikomość jest on skazany na zapomnienie.

Marynarze Batalionu na terenie Stoczni Gdańskiej. Źródło: Rosarchiv


Podczas gdy marynarze polscy dzielnie walczyli u boku aliantów z odległych od Ojczyzny portów brytyjskich, terytorium Polski było sukcesywnie zajmowane przez Armię Czerwoną i utworzone na terenie ZSRR jednostki Ludowego Wojska Polskiego. Przyszłość całego kraju wyglądała równie niepewnie jak rzeczywistość dnia codziennego każdego obywatela. Jaka będzie teraz Polska? W jakich granicach? Jaki rząd? Czy będziemy siedemnastą republiką ZSRR? Te pytania nurtowały rodaków w kraju i na emigracji.

Powrót Polski nad morze w nowych warunkach geopolitycznych oznaczał przesunięcie granicy państwa ku zachodowi, a co za tym idzie, uzyskanie szerszego dostępu do morza. W sierpniu 1944 roku PKWN podjął decyzję, aby wchodzące w jego skład resorty przystąpiły do organizowania i przygotowania grup operacyjnych, które miały przejmować, zabezpieczać i uruchamiać gospodarkę narodową na terenach położonych za Wisłą, a także na zachodzie i północy kraju. Koniecznością zatem stało się powołanie w ramach Ludowego Wojska Polskiego nowego rodzaju sił zbrojnych – Marynarki Wojennej – celem przejęcia infrastruktury morskiej i zapewnienia załóg przyszłych okrętów. Konieczność ta wynikała zarówno z potrzeb praktycznych, jak i z wymowy propagandowej. Powrót polskich marynarzy wraz z okrętami z Zachodu w zaistniałej sytuacji był dosyć problematyczny.

Jeden z marynarzy Batalionu. Źródło: Polska Kronika Filmowa

Lublin

Zadanie to, jak się okazało, nie było łatwe. Większość z pozostałych w kraju marynarzy znajdowała się w obozach jenieckich, bądź też na terenie okupowanym przez hitlerowskie Niemcy. Nieliczni znajdujący się w szeregach LWP byli rozproszeni po różnych jednostkach. Wyszkoleni marynarze byli cenionymi specjalistami, więc ściąganie ich z frontowych pododdziałów było dużym problemem. Zadanie utworzenia pierwszej jednostki morskich specjalistów otrzymał od Naczelnego Dowódcy WP generała broni Michała Roli–Żymierskiego komandor podporucznik Karol Kopiec.

Warto zatrzymać się chwilę przy tej arcyciekawej postaci. Był to wówczas jedyny oficer Marynarki Wojennej II RP służący w LWP. Komandor Kopiec w latach 1937–1939 pracował w Generalnym Komisariacie Rządu w Gdańsku jako szef Wydziału Morskiego w II Oddziale – wywiad. 19 marca 1938 r. otrzymał awans na stopień komandora podporucznika. W sierpniu 1939 roku zgłosił się do Kierownictwa Marynarki Wojennej, z którym po wybuchu wojny ewakuował się na Wołyń. W maju 1944 roku wstąpił do I Armii Wojska Polskiego, gdzie został przyjęty w stopniu majora jako cenzor. Kolejno był szefem Departamentu Uzupełnień, Organizatorem i dowódcą Batalionu Morskiego. W lutym 1946 roku skierowano go do dyspozycji szefa Departamentu Personalnego MON w stopniu komandora W marcu 1946 roku przeniesiony został do rezerwy. Dla nowej władzy był „obcy klasowo” a ponadto ciążyło na nim piętno służby w wojskowym kontrwywiadzie – „dwójce”.

Zastępcą dowódcy batalionu do spraw morskich został kapitan marynarki Władysław Trzciński – także przedwojenny polski oficer MW. Siłą rzeczy w kadrze nie mogło zabraknąć oficerów-specjalistów „Polaków urodzonych w Związku Radzieckim”. Należeli do nich: ppor. Henryk Malinowski – zastępca do spraw polityczno–wychowawczych, uprzednio korespondent gazety Armii Polskiej i kmdr ppor. Tadeusz Klimczak – zastępca dowódcy batalionu do spraw lądowych, marynarz floty Oceanu Spokojnego. Oficerowie ci stanowili dowództwo formującej się jednostki. Sztabem batalionu kierował kolejny oficer radziecki polskiego pochodzenia por. Robert Mietelica – były oficer radzieckiej floty handlowej Oceanu Spokojnego. Podlegały mu kancelaria, ewidencja i oddział wyszkolenia. Kwatermistrzostwem zajmował się początkowo por. Zacharow, ale niestety poległ on w walce z… nałogiem alkoholowym. Zastąpił go porucznik Jan Dobrenko.

Bosman Czesław Opiłka. Do Batalionu trafił jeszcze w Lublinie. Podoficer Flotylli Pińskiej o specjalności gazo-miner i uczestnik Ruchu Oporu był dla jednostki cennym nabytkiem. Wydalony z marynarki po wojnie na fali stalinowskich represji. Źródło: Zbiory rodzinne Bożeny i Tadeusza Glazów.

Miejsce powstania jednostki podkreśla przywołane na wstępie tło i okoliczności – Majdanek. Nazwa ta wzbudza dzisiaj jednoznaczne uczucia, ale wówczas w przeludnionym Lublinie jakikolwiek dach nad głową stanowił komfort. Żołnierze ludowego Wojska Polskiego w ZSRR dzielili dole i niedole (częściej niedole) żołnierzy Armii Czerwonej, w której sprawy bytowe człowieka nie były przedmiotem większej troski i zapewniały mu przetrwanie na dosyć niskim poziomie zapewnienia życiowych potrzeb. Jednostki polskie często były kwaterowane i szkolone latem w namiotach a zimą w ziemiankach. Tak fatalne warunki towarzyszyły między innymi polskim kursantom-lotnikom skierowanym na kursy w głąb ZSRR.

Marynarzy wcielano początkowo do 9. pułku zapasowego, którego dowódcą był komandor (wówczas major) Kopiec. Zapasowe jednostki Ludowego Wojska Polskiego formowane były w celu zapewnienia rozwijającemu się wojsku rezerw wyszkolonych żołnierzy, których następnie kierowano do nowo formowanych jednostek i jednostek istniejących. Podobnie jak pozostałe jednostki LWP tak i pułk miał problemy z poborem i uzyskaniem zakładanego stanu. Optymistycznie zakładano, że pobór na wyzwolonych ziemiach pozwoli na zebranie około dwóch tysięcy marynarzy. Ostatecznie 9. pułk zapasowy osiągnął wprawdzie siedem tysięcy ludzi, ale marynarzy wśród poborowych odnaleziono niewielu. Komandor Kopiec formując jednostkę zbierał do wyodrębnionych pododdziałów marynarzy i lotników. Tych pierwszych udało się zebrać około setki. Tym samym nie spełniły się zamierzenia utworzenia Zapasowego Pułku Morskiego. Pierwsza w jednostka marynarzy powstała ostatecznie jako Zapasowy Batalion Morski na mocy Rozkazu Naczelnego Dowódcy Wojska Polskiego nr 86 z dnia 29 października 1944 roku.

Do batalionu starano się kierować głównie nielicznych pozostałych w kraju na terenach zajętych przez Armię Czerwoną marynarzy i osoby o przeszkoleniu żeglarskim. Nowo powstająca jednostka miała składać się z dowództwa, sztabu szefostwa służb, kwatermistrzostwa, kompanii morskich specjalistów pokładowych (trzy plutony po 48 ludzi: ster-sygnalistów, artylerzystów, minerów-torpedystów), kompanii morskich specjalistów technicznych (trzy plutony po 48 ludzi: maszynistów, motorzystów, i elektryków), kompanii desantowej (cztery plutony po 48 ludzi: ckm, minersko-saperskiego, łączności i artyleryjskiego z działami 76 i 45 mm) oraz z plutonu oficerskiego, chemicznego, administracyjnego i żandarmerii. Etatowy stan batalionu wynosił 43 oficerów stałych, 60 oficerów zmiennych, 101 podoficerów stałych, 51 szeregowych stałych i 618 zmiennych. Razem batalion miał liczyć 873 marynarzy. Stan batalionu pod koniec listopada wynosił około 300 ludzi.

W dniu 23 listopada 1944 r. jednostkę przeniesiono do koszar byłego 8 pułku piechoty w Lublinie. Nie obyło się przy tym bez incydentu. Budynek był zajęty przez kilkudziesięciu żołnierzy określonych przez kmdr Kopca jako „maruderzy” (radzieccy?), którzy mimo ustaleń nie chcieli opuścić koszar. Podczas siłowej interwencji zginął od postrzału marynarz Wojtkowiak. Inaczej to wydarzenie relacjonuje we wspomnieniach kmdr Doroszewski, wówczas podporucznik – oficer polityczny. Twierdzi on, że marynarz został postrzelony podczas próby opuszczenia koszar bez przepustki przez wartownika polskiego wystawionego przez Oficerską Szkołę Polityczno-Wychowawczą. Trudno dzisiaj stwierdzić, czy kmdr Kopca zawiodła pamięć, czy też raczej kmdr Doroszewski jak przystało na oficera politycznego we wspomnieniach wziął na sumienie własnej jednostki zbrodniczy wybryk sojusznika.

Szkolenie rozpoczęto w dniu 4 grudnia 1944 r. Warunki szkolenia oraz warunki bytowe marynarzy były niezwykle trudne. Podczas formowania jednostki w Majdanku marynarze w zasadzie żyli w warunkach identycznych jak jego wcześniejsi lokatorzy – więźniowie. Za spanie służyły marynarzom kilkupiętrowe obozowe prycze wyścielone słomą. Brakowało koców a o pościeli trudno było marzyć. Podobnie było ze środkami higieny osobistej. Można się jedynie domyślać, że zakwaterowanym w takich warunkach wiernie towarzyszyły wszy i pluskwy. Warunki w lubelskich koszarach nie były wiele lepsze. Brakowało kompletnego umundurowania i ciepłej bielizny. Marynarze nie otrzymali umundurowania marynarki wojennej. Używano mundurów piechoty, a nawet ubrań cywilnych. Bosmanmat Antoni Golinowski jako jedyny przybył do jednostki z cudem zachowanym mundurem marynarza II RP. Okoliczność ta zapewniała mu obligatoryjne miejsce w pierwszym szeregu maszerującego na niedzielną sumę pododdziału. Jeżeli chodzi o wyżywienie, to komandor Trzciński wspomina o kaszy i rybie, natomiast komandor Kopiec w swoich wspomnieniach opisał problemy z przydziałem mięsa w postaci żywca, który trzeba było skutecznie zapędzić do jednostki, utrzymać na miejscu, dokonać uboju i własnoręcznie podzielić tusze. „Kolumnę transportową” jednostki stanowiła wiecznie psująca się furgonetka, furmanka i leciwa, lecz użyteczna dla dowódcy, dwucylindrowa osobowa Tatra. Były także problemy z wyposażeniem kursantów w ołówki i zeszyty. Nie było pomocy naukowych takich jak schematy, wykresy i inne, które ułatwiałyby młodym marynarzom poznawanie urządzeń i uzbrojenia. We własnym zakresie wykonane zostały schematy podstawowych urządzeń, mechanizmów i uzbrojenia okrętowego. Praktyczną naukę kompania techniczna odbywała w lubelskiej elektrowni, w fabryce drożdży, w cukrowni a nawet w cegielni. Kompania pokładowa poznawała natomiast zasady semafora ręcznego, flagi sygnałowe, wiązała węzły, teoretycznie poznawała okręt .

Ciężkie warunki bytowe w Lublinie mały negatywny wpływ na dyscyplinę jednostki. W Armii Czerwonej za sprawy te byli odpowiedzialni oficerowie pionu polityczno–wychowawczego. W batalionie, jak w każdej jednostce Ludowego Wojska Polskiego, pojawili się oni w końcu listopada 1944 r. Pierwszym był wspomniany podporucznik Henryk Malinowski. Oficerami politycznymi w Batalionie zostali między innymi bracia Leon i Władysław Doroszewscy – byli partyzanci BCh i AL, weterani Lasów Parczewskich, Lasów Janowskich i Puszczy Solskiej. Z pewnością byli to zaprawieni w bojach, zaufani ludzie nowej władzy. Władysław Doroszewski był ponadto przed wojną matem nadterminowym w przedwojennej Marynarce Wojennej. O poziomie wyszkolenia oficerów politycznych tamtego czasu świadczy najlepiej szczere wyznanie Leona Doroszewskiego, który trafiwszy po przeszkoleniu do Batalionu… nie bardzo wiedział, co ma robić. Oczywiście tworzyć aktyw. Bosman Ładoś uświadamiany politycznie wraz z gronem starszych podoficerów przez młodego i gniewnego oficera skwitował krótko: „Co ty, synu, przyszedłeś nas uczyć? Ja te rzeczy znałem pierwej niż ty się urodziłeś”. Dla podniesienia morale jednostkę odwiedził generał Marian Spychalski.

Niezwłocznie po wyzwoleniu Łodzi udał się tam kwatermistrz z ekipą ludzi celem zdobycia umundurowania. Niestety gotowych mundurów nie odnaleziono. Zdobyto jednak zapas materiału na mundury i na miejscu, w Łodzi zorganizowano ich uszycie pod okiem st. bosmana Stefańskiego. Z zachowanych zdjęć wynika, że posłużono się wykrojami mundurów niemieckich, co nie stanowiło jednak większego problemu, gdyż mundury praktycznie wszystkich marynarek wojennych świata mają zbliżony wygląd. Zaopatrzone w polskie dystynkcje i orły jednoznacznie identyfikowały narodowość jednostki. Od tej pory batalion był już jednolicie umundurowany, jednakże do zajęć codziennych i ćwiczeń używano nadal mundurów wojsk lądowych.

Znawcy przedmiotu bez problemu rozpoznają niemiecki krój sortów mundurowych zdobytych w Łodzi. Orły, dystynkcje i broń strzelecka nie pozostawiają jednak dalszych wątpliwości. Źródło: Polska Kronika Filmowa

Włocławek

W styczniu 1945 roku ruszyła ofensywa Armii Radzieckiej. Przebieg działań wskazywał na możliwość rychłego wyzwolenia Wybrzeża. W związku z takim biegiem wydarzeń marszałek Żymierski wydał rozkaz przygotowania batalionu do drogi i ogólne wytyczne dotyczące objęcia obiektów portowych w Gdyni i w Gdańsku. Po trzydniowym postoju w Warszawie batalion wyruszył do Włocławka.

Warunki bytowe marynarzy we Włocławku zmieniły się diametralnie. Włocławek nie ucierpiał w wyniku działań wojennych, w związku z tym działała w nim cała miejska infrastruktura.Pierwsza na miejsce przybyła samochodami kompania techniczna. Następnie przybyły koleją kompanie pokładowa i desantowa, i w ugrupowaniu marszowym, ze śpiewem na ustach wyruszyły do byłych koszar 14. pułku piechoty. Batalion rozpoczął intensywne szkolenie. Szczególnie intensywnie ćwiczyła kompania desantowa. Zdobyto kilka poniemieckich łodzi, do których we własnym zakresie dorobiono wiosła. Można było zacząć „zaprawę morską”. W końcu wszystko nabrało właściwej, marynarskiej formy. Odprawy wart zaczęto przeprowadzać regulaminowo, łącznie z trębaczem. Marynarzy zakwaterowano w ogrzewanych pomieszczeniach z prawdziwymi łóżkami. Poprawiła się także sytuacja z umundurowaniem jednostki. Otrzymano wówczas umundurowanie z magazynów poniemieckich w Łodzi, które we własnym zakresie „spolszczono” poprzez właściwe obszycia.

Pewnego dnia dwie kompanie marynarzy wyruszyły w trybie alarmowym poszukując grupy uzbrojonej grupy Niemców, którzy według informacji przekazanej dowódcy jednostki mieli terroryzować okoliczną ludność. Przeszukano wyznaczone rejony, ale nikogo podejrzanego nie zatrzymano.

Defilada w Warszawie w lutym 1945 r. Źródło: Polska Kronika Filmowa

Bardzo symbolicznym wydarzeniem w życiu batalionu była defilada w Warszawie w dniu 25 lutego 1945 r. Ze składu jednostki wyodrębniono kompanię reprezentacyjną, która w nowych marynarskich mundurach wzięła udział w defiladzie jako ostatni w kolejności pododdział pieszy. Niemiecki krój marynarskich czapek wzbudził czujność oficerów politycznych i zapewne z tego powodu marynarze wystąpili w czarnych beretach z orłem – kuricą. Widok marynarzy wywołał szczery entuzjazm społeczeństwa, co widać na zdjęciach kroniki filmowej z tego okresu.

Pobyt we Włocławku dobrze wykorzystano do dalszego szkolenia oraz podniesienia spójności i karności jednostki. Dobre warunki bytowe, właściwe wyżywienie, jednolite marynarskie umundurowanie oraz perspektywa rychłego objęcia służby na polskim Wybrzeżu z pewnością podniosła morale marynarzy.

Czapka podoficera Kriegsmarine przerobiona na polską poprzez przyczepienie orzełka MW i wyszycie na daszku sznurkiem galonu młodszego oficera. Żródło: dzieki uprzejmości Pana Jerzego Gondzika.

Gdańsk

2 kwietnia 1945 roku o godzinie 5.00, kiedy w Trójmieście nie ucichły jeszcze odgłosy walki, dowódca batalionu zarządził odprawę, na której wydał rozkaz zmiany miejsca postoju:

  • miejscem postoju jest dopiero co zdobyty Gdańsk, do którego batalion wyjeżdża natychmiast;
  • batalion wysyła do Gdyni Odział Detaszowany w sile 56 ludzi pod dowództwem majora Tarnowskiego i kapitana Trzcińskiego;
  • do zlikwidowania spraw gospodarczych we Włocławku zostaje grupa ludzi pod dowództwem kapitana Branieckiego i podporucznika Owczyńskiego. Do grupy tej dołączono chorych, którzy nie mogli udać się natychmiast drogę.

2 kwietnia 1945 r. Batalion wyruszył w ostatni etap swojej drogi ku Morzu Bałtyckiemu. Następnego dnia Batalion przybył do Gdańska. Miasto płonęło. W północnej części trwały jeszcze walki. Radziecki komendant garnizonu Gdańsk generał Mikulski zostawił komandorowi Kopcowi wolną rękę co do miejsca zakwaterowania Batalionu. Korzystając z tego przyzwolenia dowódca wybrał na miejsce postoju jednostki blok administracyjny na terenie zespołu ówczesnych gdańskich stoczni. Miejsce to zapewniało jak najdogodniejszą ochronę całego kompleksu. W Gdańsku marynarze poczuli się nareszcie u siebie, ale czekała ich ciężka praca. Dwie kompanie: desantowa i pokładowa musiały zabezpieczyć służbę wartowniczą na terenie całego kompleksu. Dodajmy, że działania bojowe jeszcze trwały, a porzucone obiekty były wymarzonym miejscem do ukrywania się niemieckich niedobitków oraz były atrakcyjne dla poszukujących „trofiejszczyzny” żołnierzy radzieckich. Prawdziwą plagą były wybuchające często pożary. Spisujący w latach sześćdziesiątych swoje wspomnienia oficerowie jednostki piszą o „niemieckich sabotażystach”. Dzisiaj wiadomo, że ogień w Gdańsku, podobnie jak na pozostałych przyłączonych do Polski ziemiach zachodnich i północnych, był ulubioną formą wyrażania radości przez radzieckich żołnierzy.

W nocy z 6 na 7 kwietnia kompania szturmowa pod dowództwem por. Jereczka zostaje wyznaczona do udziału w szturmie na Westerplatte. Do szturmu nie dochodzi z uwagi na kapitulację Niemców. W dniu 7 kwietnia 1945 r. na nowym miejscu postoju marynarzy odwiedziła delegacja KRN z Bolesławem Bierutem na czele.

Szczere chęci dowódcy Batalionu i wielki wysiłek marynarzy w zachowanie odzyskanych obiektów był daremny wobec zmiany decyzji radzieckich władz miasta. Batalion rzetelnie realizując swoje obowiązki przeszkadzał Armii Radzieckiej w realizowanym systematycznie rabunku infrastruktury przemysłowej na zdobytych terenach. Ponadto, zgodnie z zawartymi pomiędzy aliantami umowami, mienie znajdujące się na byłych terenach niemieckich stanowiło zdobycz Związku Radzieckiego. Jednostkę w dniu 10 kwietnia przekwaterowano do Nowego Portu powierzając jej ochronę mniej ważnych obiektów. Oddane do dyspozycji Batalionu koszary były kompletnie zrujnowane. Marynarze własnym wysiłkiem doprowadzili je do stanu używalności. Zorganizowano nawet własny agregat prądotwórczy. Z sytuacją marynarzy zapoznał się podczas wizyty marszałek Rola-Żymierski. Zwrócił uwagę na okropne zniszczenia przejętych obiektów i jednocześnie był pod wrażeniem zaradności i twardej postawy marynarzy. Komandor Kopiec w swoich wspomnieniach wielokrotnie przywołuje ofiarną i ciężką pracę marynarzy, podoficerów i oficerów.

Gdynia

W dniu 3 kwietnia 1945 r. o godzinie 8.30 oddział detaszowany Batalionu przybył do Gdyni. Marynarze zabezpieczyli teren stoczni gdyńskiej i zgodnie z rozkazem komendanta miasta Gdyni płk Sergiejenki pełnili służbę przeciwdesantową na odcinku hotel Riwiera Polska – chłodnia gdyńska. Niemcy bronili się jeszcze na Oksywiu i ich ruchy były doskonale widoczne z drugiej strony kanału portowego. Dwa dni później Armia Radziecka zdobyła Oksywie. Marynarze Batalionu pojawili się tam wkrótce po ustaniu walk. Ludność Oksywia z wielkim zdziwieniem, lecz serdecznie witała nowych przybyszy. Jeden z mieszkańców krzyknął: „Jezus Maria! Polscy marynarze już tu są! Skąd wyście się tu wzięli?” „My już od Lublina do Was idziemy” – odpowiedział jeden z marynarzy.

Ciekawe zdjęcie wykonane na Oksywiu krótko po wojnie. Zwracają uwagę: poniemiecka bluza mata (pierwszy z lewej), różne kroje umundurowania kadry i odznaka lotnika na mundurze bosmanmata (pierwszy z prawej). Źródło: Zbiory rodzinne Bożeny i Tadeusza Glazów.

Przybycie na Oksywie dla wielu z nich było dużym wzruszeniem, albowiem wśród nich znajdowali się także ci, którzy byli w 1939 roku jego obrońcami. Na miejscu oddział detaszowany zabezpieczył teren Warsztatów Remontowych Marynarki Wojennej. W porównaniu ze stanem przedwojennym zastano nowe obiekty portowej infrastruktury zbudowane przez Niemców. Skala zniszczeń była oczywiście duża. Dla starych marynarzy przykry widok stanowił słynny przed wojną żyrandol sali balowej kasyna oficerskiego leżący w ciepłych jeszcze zgliszczach budynku. Działania wojenne nadal trwały. Co jakiś czas na Oksywie padały pociski z okrętów niemieckich. Podnóże Kępy Oksywskiej było na odcinku Osiedle Paged – Obłuże – Pogórze silnie zaminowane. Życie ulegało jednak stopniowej normalizacji.

W taki sposób Batalion stał się zalążkiem Marynarki Wojennej w powojennej rzeczywistości. W koszarach Nowego Portu powstała Kadra Marynarki Wojennej. Oddział Detaszowany przekształcił się w Oddział Okrętów Pomocniczych i Przystani. Kompania marynarzy przywracająca do użytku dawne koszary Marynarki Wojennej na Oksywiu stała się pierwszym Kursem Specjalistów Morskich. Przybywali nowi ludzie. Powoływano rekrutów jak i napływali ochotnicy – marynarze z obozów jenieckich. Akces do służby zgłosiło wielu przedwojennych oficerów. Jednostka zaczęła się rozrastać, więc znowu pojawiły się kłopoty z zaopatrzeniem. I znowu ciężka, ofiarna praca połączona z zaradnością dowódcy rozwiązywała piętrzące się problemy.

W dniu 31 sierpnia 1945 roku Batalion przekształcono w Szkolny Pułk Marynarki Wojennej. Pierwszy Samodzielny Morski Batalion Zapasowy nie był jednostką bojową. Zgodnie ze swoją nazwą i przeznaczeniem zbierał, grupował i w ograniczonym zakresie szkolił specjalistów morskich, którzy mieli być właściwie wykorzystani dopiero w utworzonych jednostkach Marynarki Wojennej i na okrętach wojennych. Zapadł jednak głęboko w marynarskiej pamięci i na wiele lat stał się legendą.

Batalion defiluje w Gdyni. Źródło: ocalicodzapmnienia.eu

Podsumowując wspomnienia o Batalionie warto zatrzymać się przy pewnym drobnym, ale symbolicznym epizodzie, jaki rozegrał się w oksywskim porcie. Pracowite ręce marynarzy oddziału detaszowanego przywróciły sprawność jedynej niezniszczonej jednostce pływającej , jaką odnaleziono – polskiemu przedwojennemu, drewnianemu kutrowi Pilot V. W dniu 8 kwietnia 1945 roku niepozorny ORP Korsarz, bo tak nazwano jednostkę, z dumą podniósł polską banderę. Mały drewniany kuter pierwszy wypłynął na wody Zatoki Gdańskiej jako symbol determinacji tych, którym udało się dotrzeć do celu.

ORP Korsarz. Źródło: www.magnum-x.pl

Piotr Lejman

 

Bibliografia:

Duda D. Pierwsze kadry morskie Rzeczypospolitej [w:] Nautologia nr 149, Gdynia 2012

Doroszewski L. Moja służba w 1 Samodzielnym Morskim Batalionie Zapasowym [w:] Biuletyn Historyczny nr 9, Wydawnictwo Muzeum Marynarki Wojennej, Gdynia 1985

Komornicki S. Regularne Jednostki ludowego Wojska Polskiego w latach 1943-1945. Krótki informator Historyczny cz. II piechota. Dodatek do Wojskowego Przeglądu Historycznego nr 4/64,Warszawa 1964

Kopiec K. Początki ludowej Marynarki Wojennej [w:] Biuletyn Historyczny nr 6, wyd. Wydział Historyczny Zarządu Politycznego Marynarki Wojennej, Gdynia 1975

Miazga Z. Zdarzyło się. Lublin 1944, Wydawnictwo L-Print, Lublin 2004

Nawrot D. Historia korpusu oficerskiego Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej. Post scriptum [w:] Zeszyty Naukowe Akademii Marynarki Wojennej rok LII nr 1 (184), Gdynia 2011

Pertek J. Od „Korsarza” do nowego „Wichra”, Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1959

Piątkowski W., Liczewski H. Powstanie i rozwój ośrodków szkoleniowych w Marynarce Wojennej [w:] Rocznik Ośrodka Nauk Społecznych i Wojskowych Marynarki Wojennej nr 5, Gdynia 1970

Pogoda W. Powstanie i organizacja Marynarki Wojennej PRL [w:] Z dziejów oręża polskiego na morzu, wyd. Zarząd Polityczny Marynarki Wojennej, Gdynia 1965 s. 176

Przybylski J. 40 lat ludowej Marynarki Wojennej [w:] Biuletyn Historyczny nr 9, Wydawnictwo Muzeum Marynarki Wojennej, Gdynia 1985

Trzciński W. Z dziejów Morskiego Batalionu Zapasowego [w:] Biuletyn Historyczny nr 6 Wydawnictwo Muzeum Marynarki Wojennej, Gdynia 1975

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *