11 kwietnia 2017

Quo vadis, Adidas? Czyli o przedmiotach używanych w rekonstrukcji historycznej

Zyskujące coraz większą popularność wydarzenia rekonstrukcji historycznej, powoli stają się dla Polskiego grona kolekcjonerskiego naturalnym następstwem bądź uzupełnieniem jego dotychczasowych zainteresowań. Jednakże nadal mniej oczywistą kwestią pozostaje używanie odpowiednich rekwizytów podczas odgrywania wydarzeń z przeszłości. Czy użycie do tego typu odtwórstwa oryginalnych przedmiotów to najlepsza decyzja, czy może wręcz przeciwnie – ostateczność?

Coraz częściej możemy zetknąć się z organizowanymi przez miłośników historii odtworzeniami konkretnych wydarzeń z przeszłości. Jest to w Polsce najbardziej znana forma rekonstrukcji minionych czasów – zapewne z powodu mocnej pozycji, jaką zajmują wydarzenia historyczne w świadomości społecznej: mocno w niej zakorzenione, funkcjonujące jako element spajający naród i świadczący o jego sile. Równolegle, podczas specjalnie organizowanych widowisk, odtwarzane mogą być także sceny z życia codziennego, gdzie najczęściej pokazuje się tradycyjne metody wytwarzania przedmiotów użytkowych. Zazwyczaj będzie to cały szereg sposobów  na produkcję narzędzi walki (broni białej lub miotającej, jak np. łuk), a także ubrań, skórzanych akcesoriów czy innych niezbędnych przedmiotów. Najmniej znaną szerszej publiczności, lecz z pewnością nie najmniej popularną wśród samych odtwórców, jest rekonstrukcja polegająca na spotkaniach pasjonatów organizowanych głównie po to, by przez jakiś czas wspólnie spróbować żyć w sposób, w jaki żyło się kiedyś, co polega na wchodzeniu w ściśle historyczne role na jeden lub kilka dni. Mogą to być polowe wyprawy, podczas których śpi się w szałasie czy w stogu siana – co zależy od charakteru danego odtwórstwa, lecz zawsze posiada jeden cel: adekwatne dopasowanie się do prawdy historycznej. Rekonstrukcja odwołująca się do bitew obecnie zdaje się być najbardziej popularna głównie z powodu jej widowiskowego charakteru. Przykładem niech będzie Bitwa pod Grunwaldem i trwające rokrocznie obchody tego wydarzenia. Jest ona jedną z ważniejszych potyczek w dziejach Polski odtwarzaną tak pieczołowicie i efektownie, że przyciąga ok. 100 tys. widzów z całego kraju oraz z zagranicy, tym samym poszerzając ich świadomość historyczną, a także uświadamiając, że życie swoją pasją może być niezwykle rozwijające i sprawiać wiele satysfakcji. Chociaż głównym punktem imprezy jest wielka inscenizacja bitwy, to w trakcie obchodów Dni Grunwaldu odbywają się liczne turnieje i pokazy rycerskie, łucznicze, sportowe oraz koncerty – co obecnie zajmuje łącznie cztery pełne dni.

Do każdego rodzaju rekonstrukcji – bitew czy życia codziennego, potrzeba całej masy rekwizytów, które najlepiej odwzorowywałyby stan ówczesnej wiedzy technicznej oraz odpowiedni styl epoki. Z pewnością więc nie przejdą żadne współczesne przedmioty, wyglądające zupełnie inaczej, a mające jedynie spełniać określoną funkcję. Za przykład niech posłuży jedna z popularniejszych filmowych wpadek – w scenie naszego rodzimego i kultowego „Quo Vadis”, podczas porwania Ligii przez Winicjusza, jeden z Rzymian-statystów na nogach miał… adidasy! Mało kto jest w stanie nie pozostawić uszczypliwego komentarza w przypadku takiego niedopatrzenia!

Rzymski żołnierz w adidasach! Taka wpadka na pewno nie przejdzie niezauważona.

Aby na pierwszy rzut oka nie zostać posądzonym o brak „historycznej autentyczności”, przerabia się dostępne na rynku wyposażenie tak, by chociaż powierzchownie przypominało to należące do armii lub innej grupy społecznej, której sprzęt chcemy skompletować. Często jest to dość przystępny cenowo oraz najprostszy sposób. Najpopularniejszą z takich praktyk zdaje się być farbowanie mundurów, lecz w większości grup odchodzi się od takich działań, starając się tym samym o jak najwyższą jakość wszystkich elementów rekonstrukcji, z rzetelnym umundurowaniem włącznie. A jak wygląda organizacja jakichkolwiek wydarzeń rekonstruktorskich, gdy praktycznie wszystkie elementy składające się na spójną całość, muszą godnie i możliwie autentycznie reprezentować odtwarzany wycinek historii? Dla niektórych może wydawać się to wyzwaniem tak dużym, że aż niemożliwym do podjęcia, ale w rzeczywistości to właśnie dopiero tutaj rozpościera się pole do popisu umożliwiające zaprezentowanie wszystkich pasji osób związanych z kręgami historycznymi – od znajomości najdrobniejszych niuansów z przeszłości, aż po wszelkie rzemiosło historyczne. Cały przekrój takiej wiedzy potrzebny jest, by końcowa konstrukcja (czyli samo wydarzenie) była stabilna. Bez tego typu interdyscyplinarnego podejścia nie można by w żaden sensowny sposób podjąć próby zaprezentowania realiów przeszłości.

Wychodzą z podziemia!

Rekonstrukcja bitwy pod Łomiankami. Foto: Paweł Olszak.

O ile o istnieniu ruchu kolekcjonerskiego wiadomo dość powszechnie, o tyle grono osób będących czynnie zaangażowanych w historyczne rękodzielnictwo, stopniowo zostaje szerzej zauważane. Dzieje się to między innymi dzięki wykorzystywaniu ich wytworów podczas publicznych prezentacji rozmaitego rodzaju (rekonstrukcje, ale i spektakle teatralne czy muzealne ekspozycje). Dziś wyraźne zwrócenie uwagi na coraz większą obecność rękodzieła wokół nas i jego rolę jest łatwiejsze dzięki powszechności Internetu oraz mediów społecznościowych. W sieci funkcjonuje wiele sklepów oferujących rękodzieło (w Polsce do największych należą serwisy Pakamera oraz Decobazaar, zajmujące się głównie sprzedażą przedmiotów handmade, czyli robionych ręcznie, i związanych z designem), zaś historycznych rękodzielników możemy znaleźć tłumnie na Facebooku (np. Mateusz Sulowski Swords, który zajmuje się mieczami, oraz Lorifactor – Historical Replicas  – polski sklep posiadający szeroki asortyment replik używanych w rekonstrukcji od XIII do XVIII w.). Od wielu lat dogodne miejsce w wirtualnej rzeczywistości stanowią blogi, zapewne dzięki dawanej przez nie swobodzie, polegającej na niewymuszonym tempie publikacji wpisów (np. Domowa kostiumologia). Rękodzielnicy wychodzą ze swoich pracowni właśnie po to, by współtworzyć dawną rzeczywistość i dzielić się pięknem swojego niecodziennego wytwórstwa, które nadal w dużej mierze postrzegane jest jako niekalkulująca się, niedzisiejsza, a nawet dziwaczna pasja. Wiele przedmiotów do dziś nie ujrzałoby światła dziennego, gdyby nie zostały pokazane w Internecie. W końcu dochodzimy również do stwierdzenia, że niewiele przedmiotów cieszy się stałym powodzeniem na rynku, chociaż oczywiście zdarzają się wyjątki od reguły, jak np. krajki kupowane nie tylko przez zapalonych rekonstruktorów.

Podkolorowane zdjęcie z przeszłości? Nie! Rekonstrukcja historyczna!

Oprócz wirtualnych „miejsc wystawienniczych”, świeży odbiór historii zapewniają właśnie rekonstrukcje „na żywo”, które odpowiednio przygotowane, mogą pretendować do miana sztuki (nie bójmy się tego słowa!). Przykładem takowych są m.in. rekonstrukcja Bitwy pod Łomiankami, inscenizacja szarży ułańskiej pod Krojantami, czy bitwy wojów na Festiwalu Słowian i Wikingów. Bez wątpienia ich organizacja jest niebywałym wyzwaniem – nie tylko ze względu na ubiór i resztę niezbędnego wyposażenia, ale również dlatego, że wymagają wielu logistycznych i strategicznych przygotowań: w końcu są to imprezy, które zorganizować trzeba jak każde inne masowe wydarzenia. Gdy już uda się odnaleźć pokrewne dusze poświęcające serce temu samemu okresowi, pouzupełniać zespół o brakujących wytwórców-odtwórców, następnym i chyba najcięższym krokiem jest zadbanie o odbiorców. W jaki sposób zachęca się dziś ludzi, by wychylili na chwilę głowy spod ciepłych koców, przestali patrzeć w świecące ekrany i fizycznie udali się w miejsce, gdzie czas czuje i ceni się w zupełnie inny sposób? Ponieważ nierzadko zdarza się, że inscenizacje, o których jest mowa, są ubarwieniem obchodów różnych rocznic historycznych, niektóre z nich w pewnej mierze stałą publikę mają już zapewnioną. Ale jak znajduje się odbiorców pozostałych, mniejszych wydarzeń? Zazwyczaj wystarcza drobna reklama. Ludzi ciągnie wszędzie tam, gdzie można obejrzeć coś na żywo. Temat często bywa mniej istotny. Odczucie samych „realiów przeszłych wydarzeń” na własnej skórze może być wystarczającą przynętą i nagrodą dla przybywających.

Swoje racje, wspólne komplikacje

O ile kwestia publiki jest w istocie dość trudna, to największą zagwozdką dla każdego, kto choć raz brał udział w działaniach rekonstruktorskich jest kwestia związana z używanymi podczas nich przedmiotami. Chociaż kolekcjonerzy i rzemieślnicy mają zapewne nieco inny punkt widzenia, obie grupy łączy jeden cel: pielęgnowanie pamięci o dawnym wytwórstwie. Wiadomym jest, że nie każda epoka oferuje do dziś na tyle bogate zasoby broni, ubrań, czy akcesoriów, aby można było inscenizować wydarzenia z ich użyciem wedle naszego widzimisię, chociaż naturalnie niektórych rzeczy w dalszym ciągu jest w obiegu względnie dużo. Oryginalnych przedmiotów możemy użyć, gdy nie są one unikatowymi egzemplarzami, tj. gdy są do dziś na tyle dostępne, że zakupienie ich nie sprawi większego problemu. Przykładowo, jest to wyposażenie, które stosunkowo niedawno wyszło z użycia, jak chociażby elementy umundurowania. Jednak nie zawsze taka praktyka jest możliwa: zazwyczaj materiały, z których je wykonano, nie nadają się do użytku. Tracą one swoje właściwości i mogą nie działać tak, jak byśmy chcieli. Przykładem niech będą stare armaty, które co prawda wykorzystuje się podczas rekonstrukcji, ale jeśli chce się oddawać z nich strzały, to wtedy korzysta się ze współczesnych egzemplarzy. Dlaczego? Sprawa jest prosta: autentyki, ze względu na niszczenie materiał, mogłyby po prostu wybuchnąć.

Przygotowania do inscenizacji historycznej to nie bułka z masłem! Foto: Łukasz Węglewski.

Czy jakakolwiek określona ilość historycznych przedmiotów będących w obiegu pozwala na traktowanie ich nie jako dziedzictwa kulturalnego dla kolejnych stuleci, lecz jako tych, które w jakiś sposób zużyć się muszą? Z kolekcjonerskiego punktu widzenia używanie podczas odtwórstwa oryginałów będzie zazwyczaj postrzegane jako nieodpowiedzialne. I nie chodzi tu nawet o pojedyncze okazy, których z pewnością ruszać nie wolno. Zupełnie inaczej spojrzymy na to zagadnienie, gdy uświadomimy sobie, że posiadane w tym momencie nawet w ogromnych ilościach konkretne modele wyposażenia, ciągle używane zwyczajnie niszczeją. A nie sposób udać się w teren łudząc się, że wszystko, co w pocie czoła kompletowaliśmy, przyniesiemy z powrotem do domu w nienaruszonym stanie. Z drugiej, tej rzemieślniczej strony, może również pojawić się pytanie o sens używania wszelkich oryginalnych przedmiotów, stawiane jednak w nieco odmiennym świetle: czy to właśnie nie rzemieślnik powinien być tym, który pracuje dla dobra inscenizacyjnego odtwórstwa? Przecież wytwory dzisiejszego mistrzowskiego fachu tworzone są w dużej mierze po to, by ujrzeć światło dzienne podczas owych rekonstrukcji. Skoro każdy przedmiot, który decydujemy się wystawić na ich żywioł, mniej lub bardziej jest zagrożony, to czy z założenia nie powinno się wykorzystywać wyłącznie tych, które są współcześnie wytworzone?

Chociaż istnieje pewna różnica pomiędzy tymi dwoma punktami wyjściowymi, ostatecznie obie grupy pasjonatów mają wiele wspólnego w swych dążeniach. Pewne rzeczy, do których doszliśmy i które wywalczyliśmy, nie mogą zostać tak po prostu zapomniane. Wszystkie te działania są ważne nie tylko z racji tego, że wynikają z pasji, ale również dlatego, że przypominają o tym, co przeszliśmy jako naród, oraz co udało nam się przetrwać. Siłą rzeczy, owi pasjonaci znają również swoje wąskie grona, a co za tym idzie mają wzajemny dostęp do posiadanych zasobów. Takie korelacje pozwalają na budowanie wiarygodnych kolekcji i swobodny przepływ wiedzy. Często tylko dzięki podejmowaniu współpracy możliwe jest zaprezentowanie realiów minionych wydarzeń najpełniej, jak się da.

Zapytajmy na koniec czysto hipotetycznie: jaki sens ma użycie przedmiotów wytworzonych przez współczesnych rzemieślników, jeśli posiadamy te oryginalne? Oprócz tego, że niemożliwym jest przygotowanie całych odtwórczych historii tylko przy pomocy rzeczy niebędących współczesnymi, korzystanie z przedmiotów wytworzonych współcześnie podczas tego rodzaju wydarzeń wydaje się być po prostu bardziej profesjonalnym podejściem do tematu. W większości grup rekonstruktorskich nie wykorzystuje się oryginałów, co wynika przede wszystkim z szacunku do historii i dziedzictwa kulturowego. W konsekwencji, wszelkie repliki zaczynają powoli funkcjonować jako „dobro konieczne” – wzbogacając swoim bytem świat sztuki, jak i świadomość społeczną.

Maja Kaczyńska

Jedna myśl nt. „Quo vadis, Adidas? Czyli o przedmiotach używanych w rekonstrukcji historycznej

  1. Jurgen

    To ja sobie pozwolę na kilka słów komentarza. Autorka artykułu pominęła w nim chba najważniejeszy aspekt (z punktu widzenia tematu artykułu) życia rekonstruktorskiego. Pomijam fakt iż znów jesteśmy (my rekonstruktorzy), facetami ganiającymi po polu w mundurach i strzelającymi do siebie. Pomijam fakt, że każdy ortodoksyjny rekonstruktor (przynajmniej ten ze stażem i mający juz swoje lata), który sie nabiegał i nastrzelał, większość czasu spędza na czytaniu książek, relacji i wspomnień historycznych oraz na pogłębianiu swojej wiedzy na forach tematycznych. Pomijam wreszcie fakt iż wielu doświadczonych rekonstruktorów pisze i publikuje fachowe artykuły. Tak więc, powracając do głównej myśli, nie wspomniano w artykule o tak zwanych „Żywych Dioramach”. Dlaczego to takie ważne? Ano żywe dioramy (termin prawdopodobnie zapożyczony z modelarstwa) przedstawiaja jakiś wycinek życia w przeszłości z konkretnym tłem. Są to żywe scenki rodzajowe, które są mniej widowiskowe niż inscenizacje bitew, mniej dynamiczne, ale też są świetną okazją dla wielu grup rekonstruktorskich do przedstawienia swojego dorobku w kwestii posiadanego sprzętu. I tutaj właśnie jest pies pogrzebany… Trudno oczekiwać aby na posterunku żandarmerii polowej leżały same kopie. Oczywiście można i tak, ale, jaka to frajda dla publiki? Myślę że żadna, a i dla rekonstruktorów żaden powód do dumy. Oryginalne czasopisma, dokumenty, mapy, telefony. polowe. Oryginalny sprzęt łącznosći, optyka, lampy i latarnie, naczynia i wiele, wiele innych. Jak by wygladała żywa diorama szpitala polowego z kopiami narzędzi chirurgicznych? To właśnie oryginałay, na żywych dioramach powoduja ochy i achy publiki. Ktoś powie że używanie takich zabytków w warunkach polowych to profanacja. Proszę pamietać że rekonstruktorzy sami je pozyskują, sami wydają na nie swoje pieniądze i napewno ostatnią rzeczą jaką chcą widzieć jest zniszczenie wyżej wymienionych przedmiotów. Mamy swoje metody na to zeby je chronić, konserwować, dbać o nie aby służyły jak najdłużej. Nawiązując do artykułu, używanie w polu oryginałów jest coraz rzadsze, ogranicza sie w zasadzie do przedmiotów które trudno zniszczyc jak na przykład hełmy. Tutaj stawia się na kopie. Ale w przypadku prezentacji grupowyego dorobku, jakimi są żywe dioramy czy na przykład żywe lekcji historii prowadzone przez rekonstruktorów w szkołach, tam gdzie można pokazać oryginały, zawsze pokazuje sie oryginały. Chciałbym jeszcze na koniec dodać ze czasami zamiennikami dla oryginałow są przedmioty pochodzące z innego okresu ale wykonane i wygladające dokładnie tak samo jak oryginały. Mimo iż nimi nie są , są zabytkami, są przedmiotami historycznymi i posiadaja wartość niewiele mniejszą niz oryginały. Czasami używa się ich bo zdobycie czegos takiego jest o wiele łatwiejsze niż pierwowzoru, czasem rolę gra cena, a czasem właśnie uzywa sie takich zamienników aby ochronic cenniejsze oryginały.

Możliwość komentowania jest wyłączona.