ZBIERAMY PRL – 20 LAT MINĘŁO…

Medale, odznaczenia, monety czy książki z okresu PRL zbierane są od dawna. Jako przedmioty kolekcjonerskie posiadają solidną, wyrobioną już pozycję w świecie zbieraczy. Tymczasem od jakiegoś czasu doceniamy także walory pewnej stylistyki, obecnej prawie we wszystkich dziedzinach sztuki, kultury i techniki PRL. Obiekty pochodzące, wydawałoby się z nieodległego tak bardzo czasu, obecnie wpisywane są nie tylko na listy zabytków, ale są też przedmiotem pożądania coraz liczniejszej rzeszy kolekcjonerów. Jak śpiewała pewna kapela: „urodziłem się 20 lat po wojnie”,  kiedy to prawie nikt przecież nie myślał o zbieraniu pamiątek z nią związanych.

Tekst: Damian Czerniewicz

Co raz częściej, w naszych zbiorach spotkać można krzesła, biżuterię, opakowania, etykiety czy fajansowe kubki z nieznanych, pokątnych manufaktur okazjonalnych, pamiątkowych kufli. Wszystkie należą do grupy rzeczy do niedawna stosowanych w powszednim życiu. Moda na przedmioty użytkowe czy też sztukę użytkową “tamtych lat” przyszła do nas jak zwykle ze świata. Na wstępie warto przypomnieć, że zaledwie dziesięć lat temu np. fotografia artystyczna pochodząca z lat 60. XX stulecia, jeszcze nie budziła u nas specjalnego zainteresowania. Jednakże już w 2006 roku, w jednym z krajowych antykwariatów, zdjęcie słynnego polskiego fotografika, Edwarda Hartwiga, pochodzące z 1967 roku a przedstawiające modelki Mody Polskiej, ubrane w stroje o geometrycznych wzorach, typowych dla tamtego wzornictwa, oraz zaprojektowanych przez malarza Henryka Berlewiego, sprzedano za rekordową sumę 11 tys. zł przy cenie wywoławczej 3 tys. zł ! Czy sztuka użytkowa tamtych lat zostanie w końcu odkryta i doceniona przez nasz rynek kolekcjonerski, tak jak dobra, polska fotografia? Które z przedmiotów mają szansę na antykwaryczny awans? Może stanie się nią ceramika z lat 50. i 60. minionego stulecia zdobiona w charakterystyczne dla wczesnego PRL “picassowskie” wzory? Szeroko dzisiaj dostępna na jarmarkach staroci, kosztuje wciąż niewiele, bo 40 – 200 zł, a nawet taniej. Pomalutku te same przedmioty wchodzą już na profesjonalne i wciąż mało popularne szerzej aukcje, gdzie ceny wywoławcze kształtuję się już w granicach 800 – 1800 zł. Plakaty utrzymane w duchu tamtych czasów, autorstwa wybitnych malarzy, nadal jeszcze można upolować za 150 – 300 zł, ale w nielicznych antykwariatach bibliofilskich, oferujących te dobra, ceny 600 – 800 zł lub wyższe stanowią normę. Meble zaprojektowane w tamtych czasach przez wielkich artystów, wciąż budzą jeśli nie znikome, to stosunkowo pobłażliwe zainteresowanie, nierzadko trafiając po prostu na śmietnik. Tam “odkrywane” na nowo przez pana Gienka lub innego szperacza z sinym nosem, wędrują do tajemniczych prywatnych odbiorców.

Wydaje się, iż to ostatnia chwila, aby tanio stworzyć wybitną, ciekawą kolekcję sztuki użytkowej zaprojektowanej w cenionym w okresie Polski Ludowej, Instytucie Wzornictwa Przemysłowego lub w słynnej już spółdzielni “Ład”. Także dlatego, iż dobrze się komponują w dzisiejszych wnętrzach. Najczęściej osiągalne na wspomnianych targach staroci, ale także komisach meblowych czy przy pomocy prasowych ogłoszeń w lokalnych dziennikach. Są także już i handlarze, importerzy z “nosem” przywożący je ostatnio, obok strażackich hełmów z okresu monarchii naddunajskiej, prosto z Czech. Kolekcjonerzy z długim stażem, zbierają przede wszystkim uznaną antykwarycznie ceramikę z Ćmielowa lub fajans z Włocławka. Nawet te nadal kupują po okazyjnych cenach, zaopatrując się najczęściej na jarmarkach staroci. Poszukiwana ceramika, to także unikatowe formy z wytwórni Steatyt w Katowicach. Tymczasem rośnie zainteresowanie masowo niegdyś produkowanymi “picassowskimi” formami także prosto z Włocławka, które nawet oferowane są już na aukcjach. Na rynku ceramiki wciąż brakuje projektów tzw. autorskich, np. unikatowej ceramiki Heleny i Lecha Grześkiewiczów, której na pewno warto szukać, gdyż ma już ona wartość muzealną i do dziś jest nierozpoznana przez szersze grono zbieraczy. Wspomniane meble na razie budzą różne zainteresowanie. Zupełnie niedoceniane kolekcjonersko są unikatowe wszak, polskie produkcje z lat 50. i 60., autorstwa wybitnych artystów, jak np. słynne z podręczników historii sztuki foteliki “Sarenka”, zaprojektowane przez Władysława Wincze i Olgierda Szlekysa. Za wcześnie jeszcze także na to, aby kolekcjonowano legendarne meble “Kowalskich”, gdyż masowo produkowane, wciąż kojarzą się z socjalistyczną biedą. Ale niebawem…

Ceny wciąż są niskie także dla tego, gdyż niewiele osób zna nazwiska projektantów tych przedmiotów, nierzadko najwybitniejszych polskich artystów. Wyrobieni kolekcjonerzy chcą je kupować jak najtaniej, bez niepotrzebnego rozgłosu, który może wywołać niechcianą modę i wzrost cen. Dobre unikatowe meble z tych lat kosztują od kilkuset złotych do najwyżej 2 – 3 tys. Ostatnimi czasy, pewien uznany antykwariat odwiedza co najmniej dziesięć osób miesięcznie i pyta o te właśnie projekty. Są nimi także zegary, radioodbiorniki, lampy z oryginalnymi szkłami. Poszukiwane są pełne komplety do kawy lub herbaty w idealnym stanie czy oryginalne tkaniny zasłonowe w znane nam już “picassowskie” wzory. Niedawno zdarzyło się, iż osoba dekorująca wnętrze, złożyła zamówienie na tego typu zasłony i na jedno tylko okno, deklarując, że gotowa jest za nie zapłacić do 3 tys. zł. Jednym z popularniejszych tematów kolekcjonerskich są dla odmiany zabawki. Te poszukiwane i zbierane są od dawna. Zaprojektowane przez wielkich artystów, np. Kazimierza Mikulskiego czy Kazimierza Podsadeckiego, emanują niezaprzeczalnie wyjątkową magią tamtych przedszkoli i świątecznych choinek…

Jak intrygujące może być zbieranie PRL’u, uświadomić nam może sam Ośrodek Wzornictwa Nowoczesnego z Muzeum Narodowego w Warszawie. Ośrodek, który powstał jeszcze w 1979 roku obecnie posiada wielką kolekcję sztuki użytkowej z czasów PRL. Eksponaty pozyskuje przede wszystkim dzięki… darowiznom. Kupuje także, ale od samych projektantów, ich rodzin oraz na coraz częściej organizowanych tematycznych aukcjach, co przy ograniczonym budżecie placówki państwowej stanowi niezaprzeczalny dowód na to, że nawet na komercyjnych aukcjach, ceny nadal są przystępne. W ten właśnie sposób, od rodziny wybitnego artysty Jana Kurzątkowskiego, kupiono zaprojektowane przez niego po wojnie ciekawe meble. Prywatni właściciele i użytkownicy tego rodzaju mebli, rzadko oferują przedmioty powojennej proweniencji samemu muzeum, gdyż wiedza  na temat ich wartości jest niewielka. Ośrodek  Wzornictwa ma w przygotowaniu kilka kolejnych wystaw, m.in. dotyczących historii wzornictwa polskiego w oddalającym się coraz bardziej XX wieku. Po takich wystawach na pewno pojawi się nowa fala zainteresowania tymi przedmiotami, co być może będzie miało wpływ także na ceny. Tymczasem wielka wystawa prezentowana niegdyś w Zachęcie: „Szare w kolorze 1956 – 1970” wywołała pierwsze zainteresowanie sztuką użytkową z tego okresu. Na wystawie zaprezentowano, pochodzącą z prywatnej kolekcji oryginalną ceramikę barów mlecznych, serwisy z napisem „Społem” czy słynny z biur i urzędów wiatraczek “Zefir”. Dzięki tej właśnie wystawie, z oddalającego się 2000 roku, przedmioty tego rodzaju pojawiły się na jarmarkach staroci i trafiły do antykwariatów. Zaczęto je wykorzystywać także jako wystrój w modnych knajpach większych ośrodków miejskich w kraju.

Znaczenie edukacyjne dla kolekcjonerów mają także katalogi muzealnych zbiorów. Opłaca się w odpowiednim momencie znaleźć na własnej półce „Ceramikę drugiej połowy XX wieku” – katalog zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie opracowany przez Bożenę Kostuch. Lektura katalogu zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu – „Ceramika i szkło polskie XX wieku” ułatwi kolekcjonerom dotarcie do spuścizny po największych projektantach z lat 50. i 60. Podstawową lekturą są prace prof. Ireny Huml, która jako pierwsza dokumentowała sztukę użytkową. Wydaną w 1978 roku monografię „Polska sztuka stosowana XX wieku” można “trafić” już za 40 – 60 zł. Ważne jest rozeznanie w wytwórczości tego okresu. Warto odnajdywać i kupować oryginalne katalogi ofertowe domów towarowych z tamtych lat, takich jak PDT lub MHD, traktujące o sprzętach codziennego użytku. Modne wówczas wzory radiowych skrzynek czy ciekawsze telewizory, prezentowane w wyjątkowy dla tego okresu sposób, mogą pomóc w wyrobieniu sobie podejścia to tematu zakupów. Katalogi odzieżowe firmy “Cora” lub “Mody Polskiej” same w sobie także stanowią nową klasę kolekcjonerską. Dzięki takim wydawnictwom wiadomo, czego szukać i jak rzadkie są to przedmioty. Kompetentni kolekcjonerzy jak zawsze, w ten sposób zyskują. Znajdując np. muzealnej klasy powojenne projekty mebli czy intrygujące dodatki galanteryjne do krótkich serii damskich ubrań. Jednakże wraz z zapotrzebowaniem na przedmioty związane z PRL pojawiły się także muzea gromadzące pamiątki z tamtego okresu. Z jednej strony dobre dla wyrobienia sobie opinii na temat poszukiwanego eksponatu, z drugiej strony nieźle  “czyszczące” tworzący się rynek kolekcjonerski. Jak wiemy, jest ich sporo, już od pewnego czasu działających także w necie, mniej lub bardziej podobnych do muzeów dot. Polski Ludowej. Na stronach prezentowane są mandaty, kartki, znaczki pocztowe, kartki pocztowe, talony, paszporty, legitymacje partyjne oraz coraz wartościowsze, jako lokata wolnych środków – plakaty propagandowe. Można tam również wygrzebać trochę nagrań dźwiękowych z różnych okresów, filmów, bajek, czołówek powszechnych wówczas programów TV. Inną jeszcze ekspozycję prezentuje realna Galeria Sztuki Socrealizmu, która mieści się w kompleksie Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Stylistykę PRL ma również eksponować Warszawskie Muzeum Komunizmu o roboczej nazwie “SocLand”, które ciekawe eksponaty pozyskuje wprost od mieszkańców stolicy. Muzeum posiada obecnie wirtualną kolekcję eksponatów związanych z “komunizmem o ludzkiej twarzy”. Co ciekawe, o powstanie takiego muzeum zabiegali nietuzinkowi członkowie powołanej do tego celu fundacji, działającej na jego rzecz: Krystyna Zachwatowicz, Andrzej Wajda czy Jacek Fedorowicz. Muzeum powstanie podobno, pod placem Defilad na wprost Pałacu Kultury i Nauki.

Na drugim końcu, na swoją realną antykwaryczną świetność w postaci rzetelnych zbiorów tematycznych, wciąż czekają elektryczne młynki do kawy, gofrownice, elektroluksy czy sokowirówki i metalowe syfony. Telefony wrzutowe wykończone tzw. młotkową farbą, łatwiej poddają się kolekcjonerskiemu wyborowi, stanowiąc tak już sentymentalny, jak kolejny, techniczny zabytek uzupełniający zbiory aparatów telefonicznych, nie od dzisiaj stanowiących przedmiot zbieractwa techniki zabytkowej. Wciąż jeszcze nie mają takiego szczęścia wykończone w ten sam, charakterystyczny sposób lampy biurkowe, dziurkacze, czy radzieckie kamery filmowe na taśmę 8 mm oraz masa innych przedmiotów użytkowych, pochodzących dokładnie z lat 50. ub. wieku. Razem, stanowiłyby pierwszą w kraju, wyjątkową “zabitą na sino młotkiem” kolekcję , która w końcu jeśli “gniotsa nie łamiotsa”, to przekazana następnym pokoleniom powędrowałaby przez czas, jako dowód na pewną, niebywałą w designerskim świecie “estetykę totalitarną produktów niezniszczalnych”?

eksponaty pochodzą ze zbiorów muzealnych kustoszy: azja_70, tomek112, gal2002,

redakcja MyViMu