Japońska ślicznotka – Tachihara

To było ponad trzydzieści lat temu. Miałem siedemnaście lat, gdy ujrzałem ją po raz pierwszy. Spacerowałem w sobotni poranek po zielonogórskim Parku Tysiąclecia. Zauważyłem ją kątem oka i natychmiast wzbudziła mój zachwyt. Nie zachowałem się wówczas elegancko. Zamiast obejrzeć się dyskretnie, zerknąć tylko, ja po prostu przystanąłem, odwróciłem się i z rozdziawioną gębą zacząłem się na nią gapić.

W końcu odważyłem się podejść i zagadnąć, oczywiście nie ją, lecz mężczyznę, który się nią zajmował. Właśnie od niego dowiedziałem się, że piękność u jego boku, to pochodząca z Japonii Tachihara. Od tego dnia zacząłem marzyć, by spędzić z nią resztę życia. Na spełnienie marzenia przyszło mi czekać dwadzieścia lat. W końcu jednak dostałem to, czegom chciał – przecudnej urody drewnianą kamerę fotograficzną marki Tachihara.

Tachihara była gwiazdkowym prezentem od żony, która wciąż wysłuchiwała moich westchnień i opowieści o tym aparacie. Pieniądze na ten zakup musiała ciułać latami, bo taki sprzęt, choć używany, nie jest tani. Po intensywnym dochodzeniu ustaliłem, że podarek dla mnie kosztował, razem z wysyłką, równowartość 800 dolarów amerykańskich

Jako pasjonat fotografii srebrowej prędzej czy później dojrzałbym do zakupu wielkoformatowej kamery fotograficznej. Wbrew pozorom firm wytwarzających sprzęt wielkoformatowy wcale nie jest mniej niż tych masowo produkujących wcześniej analogowe, a potem cyfrowe lustrzanki małoobrazkowe. Mógłbym się zdecydować na doskonałą kamerę Ebony z wytwórni działającej do 2016 r., albo na któryś z produktów z zakładów wciąż istniejących – florenckiego Silvestri’ego, monachijskiego Linhofa, szwajcarskiego Sinara czy Cambo z podamsterdamskiego miasteczka Kampen.

Istnieje mnóstwo aparatów wielkoformatowych i to w różnych wielkościach, z odmiennymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi, o rozmaitych walorach estetycznych. Sporo z nich ma lepsze parametry techniczne i większe możliwości fotograficzne niż Tachihara. U mnie jednak przeważyło młodzieńcze oczarowanie. Fotografując nią czasem łapię się na tym, że brakuje mi takiego, czy innego rozwiązania. Jednak jakoś daję sobie radę z ograniczeniami i nie rozglądam się za niczym lepszym. Należę bowiem do tej grupy fotografów-sentymentalistów, dla których używane aparaty są czymś więcej niż tylko narzędziami.

Nazwa mojej ulubionej kamery wielkoformatowej była umieszczana na wszystkich egzemplarzach opuszczających malutką manufakturę założoną przez Masao Tachiharę (rocznik 1913). Młody Japończyk najpierw, w okresie międzywojennym, pracował w zakładach Konishiroku Camera Corporation (obecnie Konica), a potem rzucił tę robotę, by samemu projektować, budować i sprzedawać aparaty. Chciał, aby jego produkty były dobre jakościowo i piękne, a zarazem by nie były bardzo drogie.

Wystarczy raz spojrzeć na Tachiharę by zrozumieć, że jest czymś więcej niż narzędziem fotografa. Jeśli nie za dzieło sztuki, to z pewnością można ją uznać za majstersztyk rzemieślniczego rękodzieła. Precyzja wykonania, dbałość o szczegóły i dobór materiałów są w Tachiharach wyjątkowe.

Od chwili założenia firmy (1933) dbał o to jej właściciel, Masao Tachihara, a potem jego syn, Michio Tachihara (1939–2015). Przez cały okres działalności, a więc do roku 2013, ich malutka manufaktura mieściła się w tokijskiej dzielnicy Kita i zatrudniała pięciu rzemieślników. Budowali oni, poza jednym wyjątkiem (średnioformatowa Tachihara Shirom 6×9 cm), wyłącznie wielkoformatowe kamery fotograficzne w rozmiarach: 4×5, 5×7, 8×10, 11×14 (w calach).

Model 4×5, cieszył się największym zainteresowaniem nabywców. Spowodowane to było stosunkowo niską ceną, niewielkimi rozmiarami i niską wagą. Model ten nazwano z angielska „Hope”, jednak użytkownicy rzadko posługują się tą nazwą, przeważnie ograniczając się do podania nazwiska producenta i rozmiaru kamery.

Tachihara Hope 4×5 jest bardzo poręczna, bowiem można ją złożyć do transportu do rozmiarów 21x21x8 cm. Ze względu na prostopadłościenny kształt i lśniące metalowe okucia bywa nazywana szkatułką na kosztowności. Jest też jedną z najlżejszych kamer wielkoformatowych, waży zaledwie 1,7 kg. Dla porównania, małoobrazkowy cyfrowy Nikon D5 waży 1,4 kg. Na fotografii widoczne są dwa gwintowane gniazda statywowe. Wykorzystuje się je w zależności od wielkości stosowanych obiektywów i ich ogniskowej. Mocowania ulokowanego bliżej tyłu kamery używa się zwykle przy fotografowaniu niedużymi obiektywami szerokokątnymi, gdy przedni standard jest wysunięty w niewielkim zakresie. Mocowania przedniego używa się podczas fotografowania przy używaniu większych i cięższych teleobiektywów, gdy przedni standard kamery jest mocno wysunięty.

Wszystkie Tachihary wykonywane były ręcznie z drewna wiśniowego pozyskiwanego ze starych sadów w górach Hidaka na wyspie Hokkaido. Surowe warunki atmosferyczne panujące w tamtym regionie (częste opady śniegu, jego długotrwałe zaleganie, mrozy) sprawiały, że drewno wiśniowe (odmiana Shuri Zakura) zyskiwało bardzo wysoką trwałość. Drzewa przeznaczone na kamery były selekcjonowane także ze względu na wiek, według Masao Tachihary nadawały się tylko egzemplarze minimum trzystuletnie. Po wycince drewno było sezonowane, czyli suszone na wolnym powietrzu, od dwóch do czterech lat. Dopiero po tym czasie drewno cięto, po czym raz jeszcze suszono, tym razem przez miesiąc. Z suchego już materiału wycinano trzydzieści elementów i składano je w drewniany korpus kamery, w który wcierano wielowarstwową politurę, która po wyschnięciu stawała się lśniąca i bardzo twarda. Dodatkowo chroniła drewno przed warunkami atmosferycznymi, zabrudzeniami oraz uszkodzeniami mechanicznymi.

Prócz naturalnego koloru wiśniowego drewna Tachihary były dostępne również w politurze palisandrowej (black rose) lub mahoniowej (mahogany rose).

Decydując się na zakup Tachihary można było wybrać jeden z dwóch rodzajów okuć i mechanizmów metalowych – mosiężny i chromowany. Elementy metalowe zamawiano u sprawdzonego dostawcy i zawsze każdą partię weryfikowano pod względem jakościowym.

Miechy kamer Tachihara wykonywano początkowo z owczej skóry pokrywanej czarnym lub czerwonym jedwabiem. Z czasem zrezygnowano ze skóry na rzecz bardziej odpornego na warunki atmosferyczne nylonu. Był zamontowany na stałe, co stanowi słabszą stronę kamery, bowiem utrudnia jego wymianę w razie uszkodzenia, jak również uniemożliwia korzystanie z obiektywów o bardzo szerokich kątach widzenia. Najmniejsza odległość na jaką można wysunąć miech kamery to 65 mm, zaś największa – 330 mm. Ogranicza to możliwości korzystania z obiektywów do ogniskowych zawierających się w zakresie 70–300 mm.

Konstrukcja Tachihary umożliwia przesuwanie przedniego standardu (czyli tego, w którym mocowana jest płytka z obiektywem) w pionie (shift), pochylanie go, co nazywa się też pokłonem (tilt) oraz obracanie (swing). Tylny standard, czyli ten w którym zamocowana jest matówka można pochylać i obracać, brakuje mu jednak możliwości przesuwania w pionie.

Choć zakres ruchów obu płaszczyzn Tachihary nie jest imponujący, to ich kombinacja pozwala na dość swobodne manipulowanie zarówno perspektywą, jak i głębią ostrości. Dokładne wartości prezentują się następująco: swing przód – 17°, swing tył – 23°, tilt przód – 30° w każdą stronę, tilt tył – 40° i 30°, shift przód – 70 mm. Zakres tych ruchów, jak również możliwości wyciągu miecha wystarczają do większości zastosowań fotograficznych, jednak niektórzy z fotografów potrzebują do swojej działalności dłuższego wyciągu oraz większej swobody manewrowania standardami. Ci zmuszeni są do korzystania z innych kamer wielkoformatowych.

Niestety, aby fotografować Tachiharą nie wystarczy sam aparat. Konieczne jest dokupienie obiektywu o ogniskowej właściwej dla rodzaju fotografii, jaką uprawiamy. Za standardową ogniskową dla rozmiaru filmu 4×5 cala uważa się tę zbliżoną do 150 mm. Dobrze, by obiektyw zaopatrzony był w migawkę, która znacząco ułatwia wykonywanie zdjęć. Obiektyw i migawkę trzeba zamocować w metalowej płytce o wymiarach 96mm x 98mm. I dopiero przez tę płytkę łączy się obiektyw z czołówką aparatu.

Niezbędne jest też posiadanie przynajmniej jednej (a najlepiej kilku) kaset na materiał światłoczuły (filmy arkuszowe, papier światłoczuły, szklane negatywy etc.). No i rzecz jasna, wspomniany wyżej materiał światłoczuły. Nadal są produkowane i dostępne w handlu najróżniejsze jego odmiany. Wybór zależy jedynie od zasobności portfela fotografa i jego potrzeb warsztatowych. Przydałby się też solidny statyw, by zdjęcia z Tachihary wychodziły nieporuszone.

Nadto wskazane są:
– lupa do precyzyjnego nastawiana ostrości, co robi się na matówce;
– narzuta z tkaniny, którą fotografujący nakrywa się, aby odciąć się od zewnętrznego światła podczas ustawiania ostrości i komponowania kadru. Choć to mało profesjonalne, można zastąpić ją na przykład kurtką;
– mała poziomica do sprawdzania ustawień standardów;
– mechaniczny wężyk spustowy mocowany do migawki, pozwala na fotografowanie bez wprawiania kamery w drgania;
– światłomierz do dokładnego określenia parametrów naświetlania, w razie potrzeby można to zrobić używając dowolnego aparatu fotograficznego (analogowego lub cyfrowego) posiadającego wbudowany światłomierz i wyświetlającego w dowolny sposób poprawne wartości ekspozycji.

Produkcja Tachihar dobiegła końca w roku 2013. W tym właśnie roku Pan Michio Tachihara przeszedł na emeryturę. Przez ostatni rok pracy nie przyjmował już nowych zleceń, a jedynie kończył te złożone z wyprzedzeniem. Pracował sam, bowiem starsi pracownicy już wcześniej odeszli na emerytury, a młodych chętnych do pracy i dobrze wyszkolonych rzemieślników nie znalazł. Nie będzie już zatem nowych Tachihar, jednak jeszcze przez długie lata można będzie kupić egzemplarze używane, zarówno w komisach fotograficznych, jak i na internetowych portalach aukcyjnych. Chętnych na nie wciąż nie brakuje.

I nic dziwnego, bo przyjemność fotografowania kamerami wielkoformatowymi jest ogromna. Jest to zupełnie inne odczucie niż to towarzyszące używaniu lustrzanek. Tachiharą i podobnymi jej sprzętami fotografuje się powoli. Mierzenie światła, komponowanie kadru, regulacja ostrości, ustawianie parametrów ekspozycji, sprawdzanie wypoziomowania kamery, montowanie materiału światłoczułego za matówką – wszystko to naprawdę długo trwa. Jeśli jednak fotografowanie sprawia komuś przyjemność, to dlaczego miałby ograniczać sobie czas jej trwania?

Użytkownicy Tachihar zaobserwowali jeszcze jedną cechę fotografowania tymi kamerami – nigdy nie robi się tego w samotności, no chyba że jest się na pustkowiu. Charakterystyczny wygląd i uroda aparatu zawsze przyciągają gapiów. Fotografa zwykle otacza wianuszek uśmiechniętych i rozgadanych ludzi. Co śmielsi proszą, by pokazać im, co widać pod czarną narzutką i zewsząd padają pytania o aparat.

A Wy macie jakieś pytania odnośnie Tachihary? Śmiało, chętnie na wszystkie odpowiem.

Każdego roku manufaktura Michio Tachihary wypuszczała łącznie około 500–700 ręcznie robionych kamer w różnych rozmiarach. Każdą wykonywano z najwyższą starannością i każdej nadawano indywidualny numer seryjny. Jak widać na przykładzie mojej kamery, numery nanoszono odręcznie, a każdy składał się z dwóch części. Pierwsza określała rok powstania kamery, a druga jej kolejność powstania w danym roku. Moja Tachihara była dwudziestą czwartą zbudowaną w roku 1998. Wartość rocznej sprzedaży firma Tachihara Professional Technical Camera Co. Inc. w szczytowym okresie określała na ok. 48 milionów jenów, co przy obecnym kursie tej waluty wyniosłoby nieco ponad 1,6 milionów złotych. Całkiem przyzwoity wynik na pięcioosobowy warsztacik, prawda?

Krzysztof Eszet

Krzysztof Eszet – z wykształcenia historyk, z pasji pisarz, bloger, fotograf. Laureat licznych konkursów zarówno literackich jak i fotograficznych. Miłośnik starych fotografii i tradycyjnych technik fotograficznych. Opowieści o nich przygotował specjalnie dla MyViMu.

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora