Kaprys panny Land

Jesienią 1943 roku pogoda w Santa Fe była piękna, jak to w Nowym Meksyku. Skwapliwie korzystał z tego Edwin Herbert Land, który zdecydował się przerwać pracę i dołączyć do swojej rodziny przebywającej tu na urlopie. Rześkość jednego z poranków sprawiła, że 44-letni amerykański wynalazca i założyciel firmy Polaroid postanowił wybrać się na spacer po okolicy i zabrać ze sobą trzyletnią córeczkę Jenny. Szczęśliwy ojciec w jednej dłoni ściskał ciepłą łapkę dziewczynki, a w drugiej pasek niezawodnego aparatu fotograficznego Rolleiflex. Zwykle nie fotografował zbyt wiele, jednak tego dnia postanowił uwiecznić na zdjęciu beztroskie chwile spędzane z dzieckiem. A potem, już po powrocie do domu, z ust Jenny padło pytanie, które dało początek mitowi założycielskiemu fotografii natychmiastowej, albo – jak ją nazwał Edwin Land – „prawdziwie apokryficznej historii”: Dlaczego nie mogę już teraz zobaczyć zdjęcia?

Spróbujcie sami odpowiedzieć na nie, ale tak przystępnie, aby sprawę zrozumiało trzyletnie dziecko! Niełatwe, prawda? Może zatem pan Land uznał, że łatwiejsze będzie stworzenie takiego aparatu, który generowałby fotografie dostępne natychmiast po ich wykonaniu, bez tego całego noszenia filmów do laboratorium, albo samodzielnego wywoływania ich w ciemni fotograficznej. Potrzeba jest matką wynalazków, a tu potrzeba była bardzo wyraźna. Który bowiem ojciec nie chce spełniać kaprysów swoich ukochanych córek?!

Czy przytoczone wyżej słowa padły wówczas w dokładnie takim brzmieniu, nie mamy pewności, bowiem Edwin Land wielokrotnie przytaczał je w rozmaitych formach. Jennifer Land DuBois zaś nigdy publicznie nie wypowiedziała się na ten temat. Jakkolwiek brzmiałoby owo słynne pytanie, nie ma wątpliwości, że stało się ważnym impulsem. Najpierw pchnął on firmę Landa w nowym kierunku, a potem zmienił oblicze światowej fotografii, wyodrębniając w niej nowy dział – fotografię natychmiastową. Zainspirowany dziecięcą niecierpliwością umysł wynalazcy natychmiast zaczął pracować na wysokich obrotach, nie zważając na urlopowy czas. Jenny musiała zadowolić się towarzystwem mamy, bowiem tata wyruszył na kilkugodzinny spacer. W trakcie wędrówki godnej greckich perypatetyków w głowie pana Edwina ułożyła się większość elementów układanki tworzących nowy wynalazek – aparat do fotografii natychmiastowej i proces chemiczny pozwalający uzyskać zdjęcia bez odwiedzania ciemni. Wiele lat później, w rozmowie ze Stevem Jobsem, twórcą Apple’a, Land tak opowiadał o narodzinach pomysłu: Widziałem, jaki ma być aparat Polaroida. Był dla mnie tak realny, jakby leżał przede mną, jeszcze zanim go zbudowałem. Aparat, film i chemia stały się dla mnie tak oczywiste, że z wielkim podekscytowaniem pospieszyłem na spotkanie z Donaldem Brownem (przypadkiem też był wówczas w Santa Fe), rzecznikiem patentowym naszej firmy, by szczegółowo opisać mu mój pomysł.

Edwin H. Land z córką (fot. Meroë Marston Morse; Polaroid Corporation Records; Baker Library, Harvard Business School).
Zdjęcie wykonano w 1945 roku w ramach testowania technologii fotografii natychmiastowej. Jak widać pierwsze zdjęcia natychmiastowe – później obiegowo nazywane polaroidami – nie były ani kolorowe, ani czarno-białe. Początkowo udawało się uzyskiwać jedynie obrazy w tonacji sepiowej.

Nim gotowy aparat do fotografii natychmiastowej zaprezentowano publicznie, zapoznała się z nim żona wynalazcy. Zależało mu bowiem na tym, by obsługa jego produktów była łatwa i zrozumiała dla klientów nieobeznanych szerzej z techniką. Test wypadł pomyślnie i pierwszy publiczny pokaz aparatu Landa odbył się 21 lutego 1947 roku. Zaprezentował go sam wynalazca na spotkaniu Optical Society of America w Nowym Jorku. Wszyscy byli pod wrażeniem łatwości obsługi sprzętu, a przede wszystkim zaskoczeni bardzo krótkim czasem uzyskiwania odbitki. Była ona gotowa już po kilkudziesięciu sekundach od zwolnienia migawki i zainicjowania procesu chemicznego. Nazajutrz gazety okrzyknęły wynalazek Edwina Landa mianem rewolucyjnego. Jednak zasłużył on na to określenie dopiero, kiedy skierowano go do produkcji seryjnej i kiedy trafił do sklepów i zyskał uznanie konsumentów. Pierwsza seria aparatu nazwanego Land Camera Model 95 liczyła zaledwie 60 egzemplarzy. Pracownicy działu marketingu Polaroida takie właśnie przewidywali początkowe zapotrzebowanie rynku. Szybko okazało się, że mocno je nie doszacowali.

Reklama pierwszego aparatu Polaroida zamieszczona w numerze „Boston Post” z 26 listopada 1948 roku.
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia 1948 roku do bostońskiego domu towarowego Jordan Marsh trafiło 57 sztuk Land Camera Model 95 oraz spory zapas specjalnych filmów natychmiastowych. Wszystkie aparaty sprzedały się już pierwszego dnia! A z nimi cały zapas filmów.

Zainteresowanie natychmiastowymi aparatami Polaroida było ogromne a ich sprzedaż błyskawicznie rosła. Ankietowani przez pracowników firmy użytkownicy podkreślali, że dzięki temu, że mogą zobaczyć zdjęcie już minutę po zrobieniu, wreszcie wiedzą czy wyszło dobrze, czy trzeba je powtórzyć. Nie ma więc rozczarowania często towarzyszącego odbieraniu z laboratorium zwykłych filmów fotograficznych, gdy nie raz okazywało się, że cały film został źle naświetlony. A przecież niektórych ujęć nie da się powtórzyć. Nabywcy doceniali też prostotę obsługi oraz stosunkowo niską cenę – 89 dolarów i 50 centów. Po pierwszym roku obecności aparatów Polaroida na rynku wartość ich sprzedaży przekroczyła 5 milionów dolarów.

Aparat Land Camera Model 95 gotowy do fotografowania (fot. Eugene Ilchenko /Creative Commons).
Aparat był dość ciężki, ważył 1,9 kg, ponieważ jego korpus odlewano z aluminium. Przygotowany do fotografowania był duży, więc aby ułatwić użytkownikom transport, składany był do formy zgrabnego prostopadłościanu o rozmiarach 260x40x210 mm. Pierwsza wersja wyposażona była w trójelementowy (tryplet) obiektyw o ogniskowej 135 mm. Zakres przysłon zawierał się między f / 11 a f / 45. Najkrótszy czas otwarcia migawki wbudowanej we frontowej części aparatu wynosił 1/160 sekundy a najdłuższy 1/8 sekundy

Filmy używane w Modelu 95 były zwojowe i składały się z dwóch zrolowanych długich taśm. Jedna z nich pełniła rolę negatywu, a druga pozytywu. Po wykonaniu zdjęcia fragment taśmy z kadrem należało przeciągnąć między stalowymi rolkami wbudowanymi w tylną ściankę aparatu. Rolki miażdżyły przymocowany do jednej z taśm miniaturowy pojemnik zawierający chemikalia, a następnie rozprowadzały je na taśmach. Rozpoczynał się wówczas proces wywoływania i utrwalania negatywu oraz dyfuzji obrazu na warstwę pozytywową. Po minucie proces był zakończony i użytkownik mógł ręcznie oddzielić pozytyw od negatywu – fotografia była gotowa! Na filmie mieściło się osiem ujęć o rozmiarach 3 ¼ x4 ¼ cali, czyli 8,25×10,79 cm. Nie wszystkim podobało się brązowe zabarwienie zdjęć uzyskiwanych z tych filmów, więc firma prowadziła intensywne prace nad uzyskaniem neutralnych barwowo, czarno-białych obrazów. Udało się je uzyskać już w roku 1950. Kolejnym krokiem była barwna fotografia natychmiastowa, jednak droga do niej była dużo trudniejsza i poszukiwania właściwego rozwiązania trwały aż do roku 1963. Wtedy właśnie zademonstrowano ładunki Polacolor.

Rozwijały się także aparaty Polaroida. W roku 1954 na rynek trafiła nieco ulepszona wersja pierwszego aparatu natychmiastowego – Model 95A, a trzy lata później Model 95B. Produkowano je do 1961 roku i łącznie powstało ponad 1,5 miliona egzemplarzy pierwszych trzech wersji. Wkrótce opracowano jeszcze nowsze modele, które również były kupowane chętnie, nie tylko ze względu na atrakcyjną cenę, ale i z powodu radykalnego uproszczenia obsługi. W piętnaście lat po debiucie Modelu 95, dyrektor marketingu firmy raportował, że połowa gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych nabyła aparaty natychmiastowe Polaroida!

Po aparaty do fotografii natychmiastowej sięgały nie tylko gospodynie domowe i wujkowie uwieczniający rodzinne imprezy. Landowi zależało, by technologia Polaroida stała się także narzędziem pracy artystów, zatem, by sprostać ich oczekiwaniom, zatrudnił już 1949 r. w charakterze doradcy-testera najsłynniejszego chyba amerykańskiego fotografa-pejzażystę, a prywatnie swojego przyjaciela, Ansela Adamsa. Jak później opowiadała pracowniczka działu marketingu Polaroida Barbara Hitchcock, Adams pracował z aparatami, filmami, wszystkimi wynalazkami, testował każdą rzecz wychodzącą z laboratoriów. Ze swoich spostrzeżeń sporządzał wielostronicowe notatki, które później wykorzystywano do ulepszenia produktów Polaroida. A przy okazji zachęcał do współpracy innych fotografów. Dzięki nawiązaniu szerokiej współpracy z artystami można było pokazać, że materiały do fotografii natychmiastowej nie muszą być tylko gadżetem dla mas, ale mogą mieć świetną jakość. W gronie użytkowników produktów Landa znaleźli się z czasem twórcy największego formatu, m.in. Phillipe Halsman, Mary Ellen Mark, Robert Mapplethorpe, Robert Rauschenberg, Margaret Bourke-White, Andy Warhol. W ten sposób pragnienie trzyletniej panny Land, wyrażone w 1943 r. w formie pozornie naiwnego pytania, wpłynęło na sztukę w II połowie XX wieku.

Krzysztof Eszet

Krzysztof Eszet – z wykształcenia historyk, z pasji pisarz, bloger, fotograf. Laureat licznych konkursów zarówno literackich jak i fotograficznych. Miłośnik starych fotografii i tradycyjnych technik fotograficznych. Opowieści o nich przygotował specjalnie dla MyViMu.

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora