Kolekcjoner na kozetce, czyli o psychologii kolekcjonowania

Jedno z archeologicznych odkryć na terenie południowej Afryki dowodzi, że ponad 100 tys. lat temu ludzie zbierali kryształy – nie miały one praktycznego zastosowania i nie pochodziły z obszaru, na którym zostały znalezione. Oznacza to, że zostały przyniesione przez osadników, którzy uznali je za wartościowe. Kolekcjonowanie jest w naszej naturze od dawna – ale jakie konkretnie stoją za nim powody? 

Zaczyna się od dwóch 

To, co nas interesuje, to moment zwrotny, w którym od “zwykłego” posiadania rzeczy przechodzimy do budowania kolekcji. Jedno z ostatnich badań sugeruje prostą odpowiedź – jesteśmy bardziej skłonni do zaczęcia kolekcji, jeśli posiadamy dwie (lub więcej) rzeczy tego samego rodzaju. Potwierdza to eksperyment, w którym grupie studentów przedstawiono wybór: mogą otrzymać magnes na lodówkę lub długopis. Uczestników badania podzielono na tych, którzy 1) posiadają już trzy magnesy, 2) posiadają tylko jeden, 3) nie posiadają żadnego. Zdecydowana większość z pierwszej grupy wybrała kolejny magnes, podczas gdy u pozostałych decyzja ta była o wiele mniej powtarzalna. 

Zachowanie to wiąże się z potrzebą uzasadnienia posiadania kilku takich samych rzeczy. Jeśli nabyliśmy jeden przedmiot, który nam się spodobał i dostarcza nam radości, jego obecność w naszym życiu jest usprawiedliwiona. Sytuacja zmienia się, gdy trafia w nasze ręce druga tego typu rzecz. Czujemy się wówczas niekomfortowo, stojąc pomiędzy zbytkiem a zaczątkiem kolekcji. Zgromadzenie trzeciego, czwartego, piątego przedmiotu nadaje już sens – oraz cel – ich posiadania. 

Ten mechanizm działania wiąże się ze zbieraniem przedmiotów kolekcjonerskich i jest wykorzystywany przez firmy je produkujące. Przykładem mogą tu być figurki Funko Pop!. Jeśli posiadamy jedną, bo szczególnie lubimy danego bohatera, możemy nigdy nie rozwinąć kolekcji. Jednak przy drugiej i kolejnej figurce, pokusa ta znacząco rośnie. Możemy w ten sposób szukać również odpowiedzi na pytanie, co skłania ludzi do tworzenia kolekcji codziennych i obiektywnie “nieatrakcyjnych” przedmiotów, takich jak zbiory ponad 120 tys. papierowych serwetek, czy 20 tys. gumek do mazania. Jest prawdopodobne, że zaczęło się od dwóch.

W poszukiwaniu przedmiotu – oraz więzi, ucieczki, prestiżu

Podświadomych i świadomych mechanizmów oraz decyzji, które popychają nas w kierunku kolekcjonowania, jest więcej i nie muszą się wzajemnie wykluczać. Wspólnym mianownikiem jest często dreszczyk emocji, który wiąże się z poszukiwaniem. Kolekcjonowanie jest bowiem zjawiskiem w swojej naturze paradoksalnym – niech chodzi tak naprawdę o ukończenie kolekcji, a sam proces szukania i satysfakcji płynącej ze zdobycia nowego obiektu. Satysfakcja rośnie, gdy w nasze ręce trafi przedmiot rzadki, wyjątkowo trudny do zdobycia, albo gdy uda nam się go nabyć po wyjątkowo okazyjnej cenie. W obu przypadkach możemy liczyć na podziw i uznanie ze strony innych kolekcjonerów, z którymi dzielimy nasze zainteresowania, co dodatkowo wzmacnia nasze podekscytowanie i uczucie spełnienia.

Ten element więzi z innymi kolekcjonerami może stanowić główny powód, dla którego angażujemy się w zbieranie przedmiotów. Stajemy się częścią wspólnoty ludzi, którzy myślą podobnie do nas. Kolekcjonerzy dyskutują w internecie, gdzie mogą wymienić się doświadczeniami i zdobyczami, spotykają się na targach i konwentach, budują przyjaźnie i zyskują tak cenne poczucie przynależności. Zdarza się, że to dzięki temu angażujemy się coraz bardziej w naszą kolekcję – choć zamiłowanie do przedmiotów było pierwsze, to bycie częścią wspólnoty jest tym, w czym odnajdujemy radość i co motywuje nas do dalszego działania. 

Kolekcjonowanie, we wspólnocie czy bez niej, to też często forma eskapizmu, ucieczki od szarej codzienności i jej problemów. Kolekcja staje się bezpieczną przystanią, a nawet rodzajem terapii, w której poprzez porządkowanie i organizację zyskujemy poczucie kontroli. Można uciekać “od”, ale również “do” – w psychologicznym interpretacjach często zwraca się uwagę na kolekcjonowanie jako powrót do dzieciństwa. Wybieramy otaczanie się przedmiotami, które łączą nas z młodością, zbierając na przykład modele kolejek. Kolekcjonujemy z poczucia nostalgii za minionymi czasami, w myśl utartej zasady “dawniej było lepiej”.

Poza emocjonalnymi powodami kolekcjonowania, są też te bardziej pragmatyczne. Kolekcja może stanowić inwestycję – jej celem jest zysk i prestiż. Przed oczami stają nam tu przede wszystkim kolekcjonerzy sztuki, ale taka motywacja kryje się za każdym, kto zbiera z przekonaniem, że przedmioty (osobno lub dopiero jako kompletna kolekcja) zyskają wartość większą niż w czasie zakupu, tym samym przynosząc kolekcjonerowi korzyści finansowe. 

Pomiędzy powodami emocjonalnymi i pragmatycznymi, plasuje się kolekcjonowanie jako czynność przynosząca intelektualną satysfakcję i poszerzanie wiedzy w interesującym nas temacie. Zbieramy starocie, antyki, pamiątki historyczne. Dzięki temu możemy poczuć się bliżej historii, pasjonujących nas postaci czy dziejów, działając jednocześnie z poczuciem, że nasza kolekcja ma wymierną wartość, którą możemy spieniężyć lub która stanie się naszym dziedzictwem, przekazanym przyszłym pokoleniom. Podobne motywacje mogą stać za kolekcjami specjalistów w swojej dziedzinie: bibliotekarzy, numizmatyków, biologów, lekarzy, którzy pogłębiają w ten sposób swoją wiedzę i znajdują satysfakcję w zdobywaniu przedmiotów, o których znaczeniu i wartości ma pojęcie tylko wąskie grono ekspertów. 

U zmierzchu kolekcji 

Interesujące są nie tylko powody, dla których kolekcjonujemy, ale też te, które sprawiają, że przestajemy. Choć kolekcjonowanie bywa stałym elementem życia, aż po jego kres, przypadki porzucenia kolekcji nie są rzadkością. I w tym wypadku powody można pogrupować w pewne reguły, wydaje się jednak, że decyzje o zaprzestaniu kolekcji są mocniej zindywidualizowane i uzależnione od czynników zewnętrznych i okoliczności, w których kolekcjoner się znajduje. 

Za przykład weźmy kolekcjonera, który gromadził przedmioty związane z Coca-Colą. Przy każdej okazji od rodziny i przyjaciół otrzymywał prezenty, które miały zasilić jego kolekcję. W większości były to jednak współczesne reprodukcje, kopie czy podróbki. Z perspektywy kolekcji nie miały żadnej wartości, a ich ilość stawała się coraz bardziej przytłaczająca. W tej sytuacji łatwiejszym od wyjaśnienia i odrzucenia prezentów, okazało się zaprzestanie kolekcjonowania. Sama kolekcja – o ile nie ulegnie zniszczeniu – trwa jednak nadal. Mamy wtedy do czynienia z tzw. martwą kolekcją, której “śmierć” następuje w momencie, gdy przestaje być rozwijania. Upływający czas nie odbierze statusu kolekcji, sprawi natomiast, że jej właściciel powoli przestanie być kolekcjonerem. Nawet jeśli stale eksponuje swoje obiekty, to aktywna czynność poszukiwania i nabywania jest nieodzowna.

Koniec kolekcji może nastąpić wraz z przeświadczeniem, że temat został wyczerpany – w danej kategorii wedle naszej wiedzy nie pozostaje nic więcej, tracimy zatem kluczowy element kolekcjonowania, jakim jest poszukiwanie. W tej sytuacji jednak kolekcjonerzy często znajdują nowy obszar, który zyskuje ich zainteresowanie, a więc kończą jedną kolekcję, aby zacząć inną.

Do decyzji o porzuceniu kolekcji często przyczyniają się zmiany życiowe. Może to być przewartościowanie priorytetów związane z pojawieniem się partnera czy rodziny. Kolekcja pochłania czas, miejsce, oraz środki finansowe, które potrzebujemy przekierować na inne cele. Brak akceptacji ze strony najbliższych również bywa decydującym czynnikiem, zwłaszcza gdy nasza kolekcja zostaje uznana za zbyt infantylną lub nierozsądną. Wreszcie, bywamy skuszeni propozycją nie odrzucenia – sprzedażą kolekcji za kwotę, która potrafi rozwiązać wszystkie problemy finansowe. 

Możemy też dotrzeć do punktu, w którym zaczynamy tracić kontrolę nad naszą kolekcją. Wycofanie się w odpowiednim momencie jest wówczas właściwą reakcją, są jednak przypadki, w których przekraczamy granicę, zza której powrót jest bardzo ciężki.

Po ciemnej stronie kolekcjonowania

Główną różnicą między kolekcjonowaniem, ale syllogomanią, czyli kompulsywnym zbieraniem rzeczy, jest kontrola nad swoim zachowaniem. Wciąż nie jest jasne, co prowadzi do zbieractwa – za każdym przypadkiem stoi reakcja będąca wynikiem indywidualnych doświadczeń. 

Jednym z nich może być przeżyta trauma lub utrata kogoś bliskiego. Posiadane przez nas rzeczy stają się murem, który oddziela nas od świata i innych. Poczucie bezpieczeństwa staje się ściśle związane z przedmiotami, które nas otaczają. Wyrzucenie choćby jednego z nich stanowiłoby zagrożenie dla tego bezpieczeństwa. Często powtarzającym się motywem jest również obawa przed popełnieniem błędu, w tej sytuacji polegającym na wyrzuceniu czegoś, co może jeszcze się przydać. Nie ma znaczenia czy dana rzecz działa, czy nie. Podjęcie decyzji odnośnie tego, co nadaje się do wyrzucenia, wydaje się zbyt trudne, wręcz niemożliwe. Jedynym wyjściem staje się zachowanie wszystkiego.

Zbieractwo może być zakorzenione w doświadczeniach dzieciństwa. Tendencje do zbieractwa mogą przejawiać się u osób, które wychowały się w niedostatku, spowodowanym trudnościami finansowymi. Brak własnych rzeczy lub doświadczenie utraty przedmiotów sprawia, że mamy do nich bardziej emocjonalny stosunek i nie potrafimy się ich pozbyć.

Emocjonalna więź z przedmiotami jest wspólnym mianownikiem dla kolekcjonerów i kompulsywnych zbieraczy, należy jednak podkreślić istotną różnicę: kolekcjoner celowo organizuje i dba o porządek swoich zbiorów, podczas gdy nałogowy zbieracz żyje w chaosie rzeczy, które zawłaszczają przestrzeń i nie jest zainteresowany ich usystematyzowaniem. Mimo to zbieracze często myślą o sobie jako o kolekcjonerach – jest to próba usprawiedliwienia swojego działania, a kolekcjonerstwo, choć odmienne, jest najbliższym zbieractwu działaniem. 

Katarzyna Lachowicz

Zdjęcia: Unsplash

Podziel się tym artykułem!

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora