Krótki przegląd mijającego tygodnia (02.05)

Jedyna taka mumia na świecie

Miał być kapłan Hor-Dżehuti, jest kobieta w ciąży. Badania radiologiczne starożytnej mumii, której sarkofag znaleziono (rzekomo!) w grobowcach królewskich w Tebach w Górnym Egipcie przyniosły nowe informacje na temat zmarłej osoby. Bliższe badanie wykazało, że to nie jak przypuszczano zmarły kapłan (bo trumna została wykonana dla kapłana Hor-Dżehutiego, żyjącego w I w. p.n.e.) ale kobieta zmarła między 20 a 30 rokiem życia wraz z płodem w wieku pomiędzy 26tym a 30tym tygodniem ciąży. Odkrycie jest jedynym znanym przypadkiem zabalsamowanej ciężarnej kobiety.
Kobieta pochodziła z elity społeczności tebańskiej i została starannie zmumifikowana, owinięta w tkaniny i wyposażona w bogaty zestaw amuletów. Trumna została jednak częściowo obrabowana przez handlarzy starożytności w XIX wieku. Nie wiadomo, jakie inne przedmioty znajdowały się wewnątrz. Przybyła do Warszawy w 1826 r. Jej znaleziska w królewskich grobowcach w Tebach wciąż nie można jednak udowodnić. Być może to legenda, która miała tylko podnieść cenę zabytku na rynku antykwarycznym w XIX w. Z powodu tych jeszcze niewyjaśnionych kwestii badacze nazywają mumię Tajemniczą Damą. Można ją oglądać w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Gigantyczna moneta z bestiami królowej

W czwartek, 29 kwietnia brytyjska mennica państwowa Royal Mint zaprezentowała największą w swojej historii (1135 lat) złotą monetę! Ma średnicę 20 cm, waży 10 kg, ma nominał 10 tys. funtów i wykonana jest w całości ze złota. Jej wyprodukowanie zajęło 400 godzin, z czego cztery dni trwało samo polerowanie. Rekordowa moneta jest zwieńczeniem kolekcjonerskiej serii Bestie Królowej. W ramach tej serii od 2017 roku wyemitowano 10 monet – o różnej wielkości i nominałach – przedstawiających mityczne stworzenia, których posągi tworzyły szpaler honorowy w Opactwie Westminsterskim w trakcie koronacji Elżbiety II w 1953 roku. W czwartek Royal Mint wyemitowała ostatnią z serii monet, na której umieszczono wszystkie 10 stworzeń. Wybito ją w dziewięciu rozmiarach i nominałach, przy czym wszystkie oprócz jednej, najmniejszej wersji są limitowanymi edycjami. Smutna wiadomość dla kolekcjonerów jest taka, że tą największą rekordową wykonano tylko w jednym egzemplarzu, który już został sprzedany. Anonimowy nabywca zapłacił za nią sześciocyfrową sumę.

Pamiątki po pilotach dywizjonu 305

fot. Wikipedia

Królestwo Niderlandów, a dokładniej instytucja Recovery & Identyfication Unit wchodząca w skład krajowych Wojsk Lądowych, przekazało Polsce pamiątki po polskich pilotach z czasów II wojny światowej. Przedmioty, we wtorek 27 kwietnia trafiły do Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie. Zostały wydobyte podczas akcji poszukiwawczej szczątków bombowca Vickers Wellington IC nr R1322 SM-F z 305. Dywizjonu Bombowego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego „Ziemi Wielkopolskiej” na Jeziorze IJsselmeer w Holandii w 2016 roku. Z historią samolotu polskiego dywizjonu wiąże się zadanie zbombardowania śródmieścia Bremy. Jednostka wystartowała 8 maja 1941 roku z lotniska RAF Syerstone, Notts w Wielkiej Brytanii. Jako jedyna tej nocy nie powróciła z misji. Samolot został zestrzelony 9 maja 1941 roku o godzinie 00.48 nad Morzem Północnym. Jego elementy, w tym m.in. niekompletny karabin Vickers. 303, radio, rakietnica czy elementy kokpitu już są prezentowane na muzealnej wystawie. Teraz, z woli rodzin poległych pilotów, na wystawę trafią również ich osobiste przedmioty m.in. zegarek sierż. Jana Piotra Dormana, słuchawki do pilotki RAF plutonowego Henryka Sikorskiego, skórzany portfel z brytyjskimi monetami, zegarek Brytyjskiego Ministerstwa Sił Powietrznych. Upamiętnienie lotników samolotu Vickers Wellington jest celem projektu badawczego realizowanego od 2017 roku przez Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie.

Kolorowy mnich odnaleziony pod warstwami tynku

fot. Wikipedia

Podczas prac budowlanych prowadzonych w klasztorze podominikańskim w Sejnach (woj. podlaskie) odnaleziono XVII wieczną polichromię przedstawiającą wizerunek anonimowego mnicha. Dominikanie przybyli do Sejn w 1603 roku. Szesnaście lat później rozpoczęli – zakończoną po 1690 roku – budowę klasztoru. Obok pracy apostolskiej i duszpasterskiej, zakonnicy prowadzili nowicjat oraz najpierw parafialną, a później klasztorną szkółkę z internatem. W 1796 roku otworzyli też szkołę średnią. Odnalezione malowidło pochodzi najprawdopodobniej z pierwszych lat działalności zakonników. Prowadzone dziś wewnątrz dawnej świątyni działania związane są z adaptacją obiektu na cele muzealno-wystawiennicze. W obiekcie ma powstać Muzeum Kresów Rzeczpospolitej Obojga Narodów, którego otwarcie zaplanowano na wrzesień 2022 r.

Obraz mistrza trafi pod młotek

fot. artinfo

Obraz “Le Pont de Trinquetaille” z 1888 r. autorstwa Vincenta van Gogha już niebawem trafi pod aukcyjny młotek. Dokładnie 13 maja wyjątkowy obraz pojawi się na aukcji w nowojorskiej filii Domu Aukcyjnego Christie’s. Obraz o wymiarach 64 x 79 cm powstał na rok przed samobójstwem artysty w wieku 37 lat. Jest to jeden z niewielu krajobrazów z czasu pobytu w Arles i przedstawia uliczną scenę przedstawiającą most Trinquetaille. Po śmierci artysty dzieło przeszło w ręce wdowy po bracie van Gogha, Theo. Ostatni raz pojawiło się na aukcji w nowojorskiej filii Christie’s w 2004 roku i zostało sprzedane za cenę 11,2 miliona dolarów, poniżej dolnej estymacji. Wcześniej, w 1999 roku, obraz ten został sprzedany dużo drożej, bo za 15,4 miliona dolarów. Ostatni raz był pokazany publicznie w 2016 roku w Muzeum Muncha w Oslo na wystawie poświęconej van Goghowi i Edvardowi Munchowi, która następnie została przeniesiona do Muzeum van Gogha w Amsterdamie. Dom aukcyjny szacuje, że teraz dzieło może osiągnąć cenę 25–35 mln dolarów.

Podziel się tym artykułem!

Jedna odpowiedź do “Krótki przegląd mijającego tygodnia (02.05)”

  1. Pozwolę sobie na kilka uzupełnień i uwag do informacji o samolocie z 305 Dywizjonu.
    Opisywana maszyna została zestrzelony w nocy 8/9 maja 1941 przez Bf-110 z 4./NJG1 (pilot Oberfeldwebel Hans Rasper).
    Akcja wydobycia szczątków we wrześniu/październiku 2016 nie była banalna, ponieważ „Wellington” spadł do Ijsemeer z ładunkiem czterech pięćsetfuntowych bomb burzących.
    Na filmie (https://www.youtube.com/watch?v=HZ8fsV7_7Vs) pokazane jest kontrolowany wybuch jednej z wydobytych bomb (zakopano ją i zdetonowano w specjalnej strefie koło miejscowości Assen).
    Tak przy okazji – koszt wydobycia wraku wyniósł ponad 1 mln Euro i został w całości pokryty przez Holendrów. Z tego co wiem, żadna z polskich instytucji, mających za zadanie realizację „polityki historycznej & ochronę pamięci” nie dołożyły ani grosza (proszę o korektę, jeśli się mylę). Reprezentanci polskich władz i Sił Powietrznych uczestniczyli jedynie w odsłonięciu pomnika także ufundowanego przez Holendrów oraz w pogrzebie szczątków lotników odnalezionych we wraku).
    Nie rozumiem natomiast, dlaczego artykuł zilustrowano zdjęciem „Wellingtona Mk II” ze 104 Dywizjonu RAF? Gdyby to chociaż był „Wellington Mk Ic”, którego dotyczy temat (niechby z innego Dywizjonu niż 305), byłoby to jeszcze jakoś uzasadnione… I nie jest to drobiazg – samoloty wersji „Mk Ic” oraz „Mk II” znacznie różniły się wyglądem – m.in. silnikami, czy oknami z boku kadłuba…
    Bez specjalnie długich poszukiwań w sieci można dotrzeć do wielu interesujących zdjęć fragmentów wraku oraz samej akcji wydobycia (np. na „forum.odkrywca.pl”). Natomiast zdjęcia „Wellingtonów” z Dywizjonu 305 tez da się dość szybko znaleźć (np. http://www.polishsquadronsremembered.com/305/Pic_gal.html).

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora