Krótki żywot “Lecha” – nowa Polska waluta po I wojnie światowej cz.1

W publikacjach numizmatycznych spotykamy się ze wzmiankami o projektach wprowadzenia w Polsce banknotów pod nazwą „lech”, „piast” lub „pol”. Na ogół wzmianki te nie zawierają szerszych informacji na ten temat, a sprawa jest dosyć interesująca. Dotyczy ona czasów, kiedy po pierwszej wojnie światowej Polska odzyskała niepodległość i kursujące na jej terytorium bilety bankowe państw zaborczych trzeba było zastąpić własnymi znakami pieniężnymi. Dla wyeliminowania waluty carskiej, niemieckiej i austro-węgierskiej należało stworzyć niezbędny do wymiany zapas nowych biletów. Dodajmy, że sprawa była pilna, bowiem waluta państw zaborczych przyjmowała różne kursy, przeliczanie rubla na austriackie korony lub niemieckie marki zmieniało się z dnia na dzień, a to pomnażało i tak już bardzo dokuczliwy chaos gospodarczy.

Pominiemy tu problem pierwszych emisji marek polskich, ponieważ zawsze traktowano je jako pieniądz tymczasowy, który zostanie wymieniony na walutę trwałą. Krajowe drukarnie nie mogły przyjąć zamówienia na wykonanie nowych biletów, gdyż były przeciążone pracą, nie dysponowano odpowiednim papierem, występowały inne kłopoty techniczne. W tej sytuacji wydelegowano do Paryża przedstawicieli polskich władz finansowych w celu poczynienia zamówień u tamtejszych poligrafów. Ale przede wszystkim należało ustalić nader istotny szczegół – nazwę nowej jednostki pieniężnej. W ożywionej dyskusji przedstawiano rozmaite propozycje : utrzymanie nazwy „marka polska”, przywrócenie tradycyjnej nazwy „złoty polski” lub stworzenie nowej, łatwiejszej do wymawiania w obcych językach jak np. „piast” lub „pol”. Tę ostatnią wysunięto w oparciu o analogię – jak „frank” od Frankonia, tak „pol” od Polska.

Propozycje te nie trafiały do przekonania ówczesnemu ministrowi skarbu w gabinecie Paderewskiego, Englichowi. Spowodował on wydanie przez Naczelnika Państwa dekretu z 5 lutego 1919 r., w którym czytamy : „Jednostka monetarna waluty polskiej otrzyma nazwę <<lech>> a setna jego część nazwę <<grosz>>” przy czym pokrycie „lecha” w złocie miało być równe takiemuż pokryciu francuskiego franka.

Przeciw dekretowi z ostrą krytyką wystąpił St. Karpiński, ówczesny dyrektor Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej, pełniącej zastępczo część funkcji Banku Polskiego, który obstawał przy nazwie „złoty”. Argumentacja St. Karpińskiego nie była pozbawiona atutów. Nazwa „złoty” miała nawiązywać nie tylko do okresu przedrozbiorowego, lecz również do nowszych czasów Królestwa Kongresowego i pierwszego Banku Polskiego. Po odebraniu bowiem temu bankowi prawa emitowania własnych biletów i włączeniu Królestwa Polskiego do rosyjskiego systemu monetarnego, pozostawały w obiegu monety srebrne i miedziane, oparte na relacji 15 kopiejek = 30 groszy = 1 złoty i w życiu codziennym w dawnej Kongresówce utrzymał się zwyczaj określania 15-kopiejkowej monety nazwą „złotówka”. Nawet – co trochę zaskakuje – w Wielkim Księstwie Poznańskim władze pruskie wykonując ustalenia Kongresu Wiedeńskiego z 1815 r. wprowadziły polskie monety zdawkowe, dla których długo utrzymywała się nazwa „złotówki”. Później złotówką nazywano w Wielkopolsce pruską 50-fenigówkę. Nazwa ta przeżyła zatem kilka reform pieniężnych pod zaborami. „Złotówka – motywował St. Karpiński – stanie się arką przymierza między dawnymi a nowymi laty”.

Karpiński poczynał energicznie. Zainspirowany przez niego poseł Antoni Rząd wystąpił w Sejmie z krytyką dekretu z 5 lutego 1919r., domagał się jego uchylenia i uchwalenia ustawy wprowadzającej jednostkę proponowaną przez Karpińskiego. Minister Englich nie zgłosił sprzeciwu. Sejm istotnie, jako jedną z pierwszych uchwalił ustawę z dnia 28 lutego 1919 r., która uchyliła dekret i wprowadziła nazwę „złoty” bez przymiotnika „polski”. Przymiotnik uznano za zbędny, ponieważ nazwa „złoty” nie występowała w systemach monetarnych innych krajów, w przeciwieństwie do istnienia np. franka francuskiego i franka szwajcarskiego. Sprawa „lecha” świadczy o braku koordynacji między poszczególnymi czynnikami państwowymi w owym okresie. Ustalenie nazwy niczego jednak nie rozwiązywało. Druk nowych biletów przeciągał się, a tymczasem do Polski napływały austriackie korony z krajów powstałych z rozpadu monarchii austro-węgierskiej. W innych krajach korona zupełnie straciła wartość, w Polsce była nadal środkiem płatniczym, więc rozwinął się handel bezwartościowymi gdzie indziej banknotami, z zagranicy przywożono całe walizy makulatury – która w Polsce nabierała walorów pieniądza.

Trzeba było zablokować dopływ korony. Najpierw wydano ustawę z 11 marca 1919 r. zakazującą przywozu do Polski banknotów w walucie rosyjskiej, niemieckiej i austro-węgierskiej, następnie miano stemplować korony w celu przedłużenia ich wartości. Znowu wybuchły spory. Zwolennikami stemplowania byli przedstawiciele terenów b. zaboru austriackiego, bo tam nagromadziło się najwięcej koron z zagranicy i najszybciej traciły one wartość. Przeciwnikami stemplowania byli przedstawiciele b. zaboru pruskiego, ponieważ korony stemplowane były w tym czasie przez Niemcy, a to stwarzało możliwości korzystnych spekulacji. Trzeci obstawali przy twierdzeniu, iż stemplowanie koron jest technicznie i organizacyjnie niewykonalne. Ale minister Englich zaczął już tworzyć nowy, aż 10-wydziałowy urząd do stemplowania przeprowadził w Sejmie ustawę o stemplowaniu koron. W kilka tygodni później, pod naciskiem Sejmu, minister podał się do dymisji, a jego następca, 10 kwietnia 1919 r., wystąpił o uchylenie tej ustawy, bowiem „pierwszy większy transport złotych spodziewany jest przed końcem czerwca”. Sejm uchylił ustawę o przestemplowaniu koron, ale transport z nowymi biletami przybył znacznie później i znacznie później wprowadzono je do obiegu.

Tak więc, formalnie rzecz biorąc, mieliśmy przez 23 dni walutę „lechową” nawet graficzne projekty tej waluty a próbnie ostemplowane austriacko-węgierskie korony należą dziś do wielkich, zbierackich rarytasów.

ZBIERACZ

Są to wycinki z gazety WTK Tygodnik Katolików, wydawanej w latach siedemdziesiątych. Seria owych artykułów numizmatycznych ukazywała się pod tytułem „Od denara do złotówki” a ich autor ukrywał się pod pseudonimem ZBIERACZ.
Niestety nie udało mi się ustalić kim był owy tajemniczy autor. Nawiązałem kontakt z Redakcją Naczelną Instytutu Wydawniczego PAX, gdzie otrzymałem zgodę na opublikowanie tych artykułów, za co gorąco dziękuję.
Tyfus

Kariera bezdomnej korony – nowa Polska waluta po I wojnie światowej cz.2

Bezimienne monety – nowa Polska waluta po I wojnie światowej cz.3

Cała historia artykułów z serii “Od denara do złotówki”