Metoda dewaluacji

Nawet w większych zbiorach muzealnych do rzadkości i ciekawostek należą polskie monety średniowieczne z hebrajskim napisem, wskazującym emitenta. Są one, oczywiście odnotowane w katalogach i popularnej literaturze numizmatycznej, ale nie uwzględniono przy tym sytuacji ekonomicznej kraju, owych przyczyn gospodarczych i społecznych, które spowodowały ich ukazanie się. Problemem tym zajął się przed laty wybitny nasz historyk, Stanisław Smolka w swoim bardzo obszernym i wnikliwym studium „Mieszko Stary i jego wiek”. Niektóre poglądy autora przedstawione w tym dziele uznane zostały za przestarzałe, ale nie dotyczy to zagadnienia powstania monet z hebrajskim tekstem. Przytoczmy więc za St. Smolką genezę owej tak bardzo nietypowej emisji.

Systematyczne dewaluowanie pieniądza było metodą w finansowej polityce średniowiecznych władców. Ktokolwiek miał własną mennicę, z obniżania wartości kruszcu w momencie ciągnął ogromne zyski. Była to zwykła i krótkowzroczna nieuczciwość, przyjęta w owych czasach jako system; nie oglądano się nawet na to, żeby własna moneta nie stała się gorsza od monet państw ościennych. Spekulację uprawiano w bardzo prosty sposób – coraz to wycofywano z obiegu starą monetę i przekuwano ją nowym stemplem, podnosząc ilość podlejszego metalu. Na Zachodzie wymiany takiej dokonywano po trzy lub cztery razy rocznie.

Po podziale kraju przez Krzywoustego, jego synowie, jako książęta dzielnicowi, wybijali własną monetę dla osobistych zysków, ale stempel wszędzie był jednakowy, identyczny ze stemplem seniorackiego księcia krakowskiego, co podkreślało jednolitość państwa. Mieszko Stary jeszcze przed objęciem seniorackiej dzielnicy, nie zmieniając stempla niejawnie obniżył o połowę stopę menniczą swoich monet, tłoczonych w wielkopolskich mennicach. Zrobił na tym doskonały interes. Ale pozostali książęta dzielnicowi szybko zorientowali się w Mieszkowej spekulacji i rozpoczęło się wśród nich współzawodnictwo w psuciu pieniądza. Współzawodnictwo to doprowadziło do powstania tzw. „cienkich denarów” a po nich nowego rodzaju monet, zwanych brakteatami. Był to rodzaj rozpowszechniony w całej Europie XII stulecia. Przy nieustannym obniżaniu ilości kruszcu, doprowadzono do tego, że na krążkach z cieniutkiej blaszki nie można było tłoczyć monet o dwustronnym, wypukłym obrazie. Tłoczono więc go tylko z jednej strony, po drugiej zaś pozostawała wklęsłość. Brakteaty nieustannie przekuwano, do perfekcji nieraz doprowadzając cienkość krążków.

Dla ścisłości należy odnotować, że nie Mieszko Stary po raz pierwszy wprowadził w Polsce brakteaty. Zrobił to na Śląsku Bolesław Wysoki, który w tym celu nawet sprowadził z Niemiec specjalistów-mincerzy. Natomiast Mieszko niezwłocznie poszedł w jego ślady, wprowadził brakteaty w Wielkopolsce, a po objęciu tronu krakowskiego rozpowszechnił w całym kraju. Nie mając wykwalifikowanych mincerzy, sprowadzał ich z zagranicy, między innymi narodowości żydowskiej. Mincerzom tym, oddawał Mieszko w dzierżawę swoje mennice albo powierzał im zarządzanie mennicami. Mało przy tym dbał o zewnętrzną stronę menniczego produktu i dlatego któryś z jego mincerzy, prawdopodobnie nie znający alfabetu łacińskiego wybił emisję brakteatów z napisem „Mszko krl polski”, wytłoczonym hebrajskimi literami.

Spekulacje mennicze przynosiły Mieszkowi ogromne dochody, ale nie był to wyłączny cel, do którego ów książę dążył. Ważniejszym niezawodnie celem było gospodarcze pognębienie warstwy możnych, konsekwentnie dążących do osłabienia władzy książęcej i podniesienia swoich wpływów na bieg spraw państwowych. Wystarczyło przeprowadzać dewaluację w ciągu kilku lat, by doprowadzić do ruiny największych bogaczy. Polityka taka uderzała w całą ludność, bo Mieszko poprzednio bardzo ograniczył utrzymujący się wciąż tradycyjny handel wymienny i nakazał posługiwanie się pieniędzmi, ale uboższe warstwy ludności miały znikomą ilość gotówki i dewaluacje przede wszystkim groziły możnym doprowadzeniem ich do skrajnej nędzy. W równym stopniu było to uderzenie w interesy wyższego duchowieństwa.

W konkluzji St. Smolka pisze :
„W rzeczy samej nie był Mieszko, jako fałszerz monety, o wiele gorszy od tylu innych współczesnych sobie monarchów i dynastów, ale i to pewne, że polityka jego, jeden tylko cel mając przed sobą wytknięty, rujnowała naród pod względem ekonomicznym i tamowała rozwój stosunków społecznych, który w porównaniu z dawnym stanem rzeczy był niezaprzeczonym postępem. Upadek Mieszka był faktem nieuniknionym i dla narodu korzystnym. Boć <> mógł tylko przelotnie, jak nocne straszydło, przemknąć się po widnokręgu historii.”

ZBIERACZ

Są to wycinki z gazety WTK Tygodnik Katolików, wydawanej w latach siedemdziesiątych. Seria owych artykułów numizmatycznych ukazywała się pod tytułem „Od denara do złotówki” a ich autor ukrywał się pod pseudonimem ZBIERACZ.
Niestety nie udało mi się ustalić kim był owy tajemniczy autor. Nawiązałem kontakt z Redakcją Naczelną Instytutu Wydawniczego PAX, gdzie otrzymałem zgodę na opublikowanie tych artykułów, za co gorąco dziękuję.
Tyfus

Cała historia artykułów z serii “Od denara do złotówki”