Nasza miejska wieś – czyli skąd się wzięła i gdzie się podziała Cepelia

Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego. Trudno o inną instytucję, która wydawałaby się nam tak na wskroś PRL-owska jak Cepelia! Do tego stopnia, że jej stopniowy, acz niechybny, upadek po 1989 roku nikomu nie wydał się dziwnym. Bo przecież czasy PRL były nierozerwalnie związane z wszechobecną sztuką ludową – w każdym większym mieście sklep Cepelii, do tego jarmarki, cepeliady, niezliczone zespoły pieśni i tańca, ludowe gadżety i dekoracje w domach.

Dziś jej nazwa kojarzy się nam z pewną przaśnością, kiczem i całkowitym zaprzeczeniem nowoczesności. „Ale cepelia!” – prychamy, gdy coś wydaje nam się nazbyt rustykalne lub zbyt mało nowoczesne. Czy aby na pewno są to skojarzenia sprawiedliwe?

Z wiejskich chałup do miejskich kamienic

Przede wszystkim korzenie Cepelii sięgają do czasów na długo przed wojną i okresem PRL-u, kiedy wsparciem i promocją rękodzielnictwa ludowego zajmowało się ogólnopolskie Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego – instytucja utworzona w… 1907 roku. Nie pamiętamy o tym, bo przez lata Cepelia nie mogła przyznać się do takiej właśnie genezy! Tym bardziej, że lata najprężniejszej działalności Towarzystwa to okres sanacji.

A być może korzeni tych można by szukać jeszcze głębiej – w młodopolskiej chłopomanii? Faktem jest, że na początku XX-wieku kultura ludowa znalazła się w kręgu zainteresowań ziemiaństwa, inteligencji i artystów

W wolnej Polsce po 1918 zadaniem Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego była opieka nad sztuką i rękodziełem ludowym w rzeczywistości nowoczesnej, dwudziestowiecznej gospodarki. Sposobem na ocalenie oryginalności wiejskiej twórczości miało zaś być znalezienie dla niej zbytu w mieście i pośród wszystkich klas społecznych. Popyt taki zapewnić miał nie tylko zachowanie ciągłości wiejskich tradycji twórczych, ale i w rezultacie poprawić sytuację materialną mieszkańców wsi.

Trudno dokładnie rozdzielić, w jakim stopniu Towarzystwo odpowiadało na istniejącą w mieście modę na ludowość, a w jakim samo modę tę kształtowało. Faktem jest, że rzeczywiście na salonach wyższych sfer pojawiać zaczęły się regionalne tkaniny, dywany, hafty, ceramika, które, o dziwo, świetnie wpisywały się w modny wówczas styl art deco. Towarzystwo czuwało nad dopasowaniem tradycyjnych wyrobów do miejskich potrzeb – np. dbając, aby tkaniny tkano w szerokości pozwalającej na wykorzystanie ich na zasłony czy obicia meblowe.

Fenomen czasu Polski… Ludowej

W nowej rzeczywistości powojennej Polski chętnie oczywiście powrócono do idei ocalenia i wsparcia twórczości wiejskiej. Doskonale wpisywała się ona w nurt socrealizmu! Ciekawa rzecz, że w dużej mierze podjęły się tego osoby, które miały swój wkład w tę samą pracę w okresie II Rzeczypospolitej.

Cepelia została utworzona w 1949 roku dzięki staraniom Zofii Szydłowskiej. Szydłowska, pochodząca ze zubożałej szlachty, przed wojną pracowała w Ministerstwie Przemysłu i Handlu – tym, któremu podlegało TPPL – po wojnie okazała się mieć niezwykłą zdolność i do dogadywania się z nową władzą, i do utrzymywania dobrych więzi z przedwojennymi znajomościami. Znajomości te zresztą pomogły zapełnić Cepelię ludźmi pełnymi pasji i talentów.

Cepelia miała charakter centralnego związku zrzeszającego spółdzielnie rękodzielnicze z całego kraju i zajmującego się zbytem ich produktów. Już rok po utworzeniu, w 1950 roku, skupiała 208 spółdzielni rękodzieła i 105 zakładów przemysłu artystycznego. Liczbę rękodzielników dostarczających do niej swoje produkty szacowano wówczas na 200 tysięcy osób.

Czy Cepelia sprzedawała sztukę ludową w czystej postaci? Oczywiście, że nie. Nadal trwało adaptowanie jej do potrzeb miasta a także wyważone łączenie jej z nowoczesnością. Mówić należy raczej o bardzo udanej inspiracji nią.

Ideą przyświecającą przedsiębiorstwu było ukazanie, że kultura ludowa jest integralną i pełnoprawną częścią kultury narodowej. Zwrot ku niej był jednocześnie odwróceniem uwagi – czy może pamięci – społeczeństwa od przedwojennej estetyki mieszczańskiej czy ziemiańskiej. I styl ten bardzo utrafił w gusta młodej inteligencji. Na jej ścianach zawisły wełniane gobeliny i łowickie wycinanki, w ich kuchniach stanęły góralskie stoły i krzesła, na ich oknach zawisły zasłony z ludowych pasiaków. Można wręcz powiedzieć, że styl ten jawił się w latach 50-tych i 60-tych jako coś wyrafinowanego, wręcz snobistycznego. Jakże daleko jeszcze było do dzisiejszego postrzegania Cepelii jako kiczu i obciachu!

Polska IKEA?

Piotr Korduba, historyk sztuki badający dzieje architektury mieszkalnej i wzornictwa, zwraca uwagę, że ambicją Zofii Szydłowskiej było stworzenie dzięki Cepelii polskiego odpowiednika stylu skandynawskiego – mocno zakorzenionego w regionie, z którego pochodzi, nierozerwalnie z nim się kojarzącego, jednocześnie estetycznego, ale oszczędnego i praktycznego. Mówiąc krótko – powstającej Cepelii przyświecały podobne idee, co założonej kilka lat wcześniej… szwedzkiej IKEI. Dlaczego nie stała się jej polskim odpowiednikiem?

W pierwszej kolejności z powodu rękodzielniczego charakteru swojej produkcji. Ręczna praca znacznie ograniczała, ba!, uniemożliwiała wręcz masową produkcję, ale też z czasem wiązała się z coraz większymi kosztami przekładającymi się na ceny produktów. Wraz z rozwojem taniej masowej produkcji wszystko, co ręczne, unikatowe, tradycyjne staje się droższe.

Drugim zaś powodem była wspomniana już wcześniej elitarność stylu „z Cepelii”. Tysiące ludzi migrujących w powojennych latach ze wsi do miast mogły, owszem, ozdobić swoje mieszkania cepeliowskim wazonem czy bieżnikiem, ale całkowite podporządkowanie ich temu stylowi nie wchodziło w grę. Tak wyraźne nawiązanie do wiejskich korzeni całkowicie kłóciłoby się z ich poczuciem awansu społecznego. Nie po to przeprowadzano się do miejskich bloków, aby wstawiać do mieszkań sosnowe meble jak z matczynej chaty!

Znakomicie natomiast produkty z Cepelii sprzedawały się za granicę. Do Ameryki, Anglii, Francji czy Holandii eksportowano wiklinę, wyroby z drewna i meble, artykuły kaletnicze i te z bursztynu, hafty, koronki, gobeliny. W latach świetności Cepelia miała też 5 placówek zagranicznych, w tym w Brukseli i Nowym Jorku nieopodal 5 Alei.

Wyboista droga w XXI wiek

Cepelia została zlikwidowana w 1990 roku. Na jej miejsce jednak utworzono jednak inne podmioty, obecnie działa jako Fundacja Cepelia Polska Sztuka i Rękodzieło i spółka Cepelia Polska Sztuka i Rękodzieło Spółka z o.o. Nie da się jednak ukryć, że borykają się one stale z problemami a ich działalność to w dużej mierze walka o przetrwanie. Zachłyśnięcie się zachodnią nowoczesnością po przemianie ustrojowej a następnie zalew tanich towarów w Chin mocno odbiły się na popycie na cepeliowskie towary. Ostatecznym ciosem okazało się być podniesienie w 2013 roku podatku stawki VAT na rękodzieło z 8 do 23%. Obecnie w Polsce działa jeszcze 15 sklepów własnych Cepelii oraz kilkanaście franczyzowych.

Pragnienie zachowania dorobku kilkudziesięciu lat pracy Cepelii to nie tylko kwestia sentymentu. Nie można zapominać, że Cepelia to nie tylko projekt komercyjny – to również pracownie etnograficzne, które prowadziły szeroko zakrojone badania naukowe nad kulturą ludową, regionami, estetyką. Setki badań i dokumentów dotyczących sztuk, które bądź co bądź znikają w zastraszającym tempie. Kto miałby być spadkobiercą tego dorobku?

W chwili obecnej żadne polskie muzeum nie zgromadziło kolekcji, która oferowałaby kompleksowy przegląd dziedzictwa Cepelii z przestrzeni kilkudziesięciu lat. A być może warte byłoby ono skatalogowania, opisania i przede wszystkim zaprezentowania współczesnej publiczności.

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora