Piękno i barbarzyństwo. Losy dzieł sztuki w III Rzeszy

Adolf Hitler był niespełnionym artystą malarzem. Dwukrotnie odrzucony przez wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych musiał pożegnać się z marzeniem – graniczącym zresztą dotąd z pewnością – o zostaniu sławnym artystą. Wielu badaczy podkreśla, jak to młodzieńcze doświadczenie bolesnego odrzucenia wpłynęło na rozwój charakteru i światopoglądu przyszłego zbrodniarza. Jednak nawet bez zagłębiania się w psychologiczną analizę, na podstawie samych faktów można stwierdzić, że sztuka – zwłaszcza sztuki plastyczne – miała zawsze dla Hitlera i rządzonej przez niego III Rzeszy znaczenie szczególne.

Adolf Hitler, Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus, 1913

Sztuka nowych, wielkich Niemiec

Z jednej strony nie dziwi to wcale – państwo totalitarne potrzebuje propagandy a propaganda potrzebuje sztuki właśnie. Błędem jest myślenie, że rewolucja narodowa dotyczy tylko sfery polityki i gospodarki. Przede wszystkim dotyczy kultury. – mówił w 1933 roku dyrektor Związku Walki o Kulturę Niemiecką – Znajdujemy się w pierwszej, burzliwej fazie rewolucji, która zdołała już jednak ujawnić odwieczne źródła niemieckiego ludu, otwarła drogi do tej nowej świadomości, jaką do tej pory brunatne oddziały krzewiły na wpół bezwiednie: mianowicie świadomości, że wszelki przejawy życia biorą się ze specyficznej krwi […] specyficznej rasy!

Rzeźby odsłonięte w Berlinie przed Olimpiadą w 1936 roku

Sztuka nowych Niemiec mówić miała o tychże Niemiec wielkości. Gloryfikować rasę germańską i wojnę przeciw wrogom. Miała jednocześnie robić to w sposób prosty, tak aby docierać do jak najszerszych mas niewyrobionych odbiorców. Jako styl twórczości promowano akademizm, realizm, starożytne wzorce greckie i rzymskie (przy czym propaganda nazistowska potrafiła wyczyniać niezwykłe akrobacje intelektualne, aby doszukać się w starożytnej Grecji czy Rzymie ducha germańskiego…) Otaczano kultem – zwłaszcza w rzeźbie – zdrowe, atletyczne ciało, nie unikano nagości. Główną tematyką w malarstwie były sceny wojenne, portrety żołnierzy, ale też pracowitych chłopów i robotników, niemieckich matek, sielskie wiejskie pejzaże, scenki z życia wiejskiego. Oraz oczywiście portrety wodza.

Willy Exner, Młodzież pracująca, 1944

A ponieważ sztuka nie znosi ograniczeń trudno doszukiwać się w tejże sztuce nazistowskich Niemiec godnych uwagi dzieł sztuki. O wiele łatwiej o banał i kicz. Co ciekawe, historycy sztuki podają w wątpliwość, czy w ogóle można wyróżnić zjawisko „sztuki nazistowskiej”. Te same tendencje, monumentalizm i pompatyczność można wszak zaobserwować w rozwijającej się w tym samym czasie w ZSRR sztuce socrealistycznej. A także w wielu dziełach w innych, nietotalitarnych krajach, co pozwala mówić o nich jako o ogólnoartystycznym trendzie lat 30-tych XX wieku.

Charakterystyczne jednak dla III Rzeszy było to jak sztuka – jej znajomość, wspieranie i przede wszystkim tworzenie kolekcji – wpływało na status człowieka oraz jak można było wykorzystywać ją, aby przypodobać się wodzowi a zarazem ubijać intratne interesy. Dzieła sztuki stały się w nazistowskich Niemczech ważną walutą.

Zdegenerowani

Pierwszym przejawem kulturalnej rewolucji po dojściu nazistów do władzy w 1933 roku było natychmiastowe potępienie i odrzucenie tzw. sztuki zdegenerowanej (niem. Entartete Kunst). Tym mianem określono po prostu sztukę nowoczesną – wszelkie w niej nurty dalekie od ulubionego przez Hitlera klasycznego akademizmu – poczynając od postimpresjonizmu przez ekspresjonizm, fowizm, kubizm na surrealizmie i dadaizmie kończąc.

Ponieważ nowoczesna sztuka jest zawsze trudniejsza w odbiorze dla przeciętnego odbiorcy, wcale nie trudno było o przekonanie większych mas, że oto mają do czynienia nie ze sztuką właśnie, ale z wynaturzeniem, drwiną z „prawdziwej sztuki”, objawem szaleństwa i zepsucia moralnego.

Franz Marc, Niebieski koń I, 1911, jeden z przykładów „sztuki zdegenerowanej”

Kto poważnie potraktuje te bazgroły? Kto je poważa? Kto zechce ich bronić jako dzieł sztuki? Pod każdym względem są niedokończone […] równie dobrze można je rzucić na stertę śmieci, niech gniją tam bez przeszkód. – grzmieli krytycy w prasie o wystawie Oskara Schlemmera w 1933 roku. Słowa te mogą posłużyć za podsumowanie wyroku nazistów na całą sztukę nowoczesną. Artystami „zdegenerowanymi” byli w ich oczach tacy mistrzowie jak choćby Gauguin, Cézanne,Van Gogh, Picasso, Matisse, Chagall, Dali oraz całe grono artystów o mniej znanych nazwiskach, szczególnie tych pochodzenia żydowskiego.

Potępienie sztuki zdegenerowanej nie ograniczyło się do krytyki sztuki. Na przestrzeni lat 30-tych prace były zdejmowane ze ścian muzeów i galerii w całej Rzeszy. Prześladowano dyrektorów muzeów i marszandów sztuki współczesnej a przede wszystkim samych artystów. Pozbawienie dochodu ze sprzedaży prac, pracy akademickiej czy w instytucjach publicznych sprawiło, że wielu z niemieckich artystów zdecydowało się na emigrację. Ci, którzy zdecydowali się zostać, praktycznie musieli przestać pracować. Obowiązywał ich nie tylko zakaz wystawiania „zdegenerowanych” prac, ale też kupowania farb i materiałów, a nawet samej pracy pilnowany przez regularne wizyty Gestapo w domach i pracowniach w poszukiwaniu chociażby mokrych pędzli.

Dwie wystawy

Zwieńczeniem kilkuletniej walki ze sztuką wynaturzoną była wielka jej wystawa zorganizowana w 1937 roku w Monachium (Die Ausstellung „Entartete Kunst”). Wystawiono na niej 650 z ponad 17 tysięcy dzieł głównie niemieckich artystów skonfiskowanych w Niemczech w ostatnich latach. Znalazły się tu prace m.in. Ernsta Ludwiga Kirchnera, Paula Klee, Emila Noldego, Franza Marca, Georga Grosza, Pabla Picassa, Marca Chagalla, Pieta Mondriana, Wasyla Kandinskiego. Chaotycznie rozmieszczone w budynku dawnego magazynu, pośród prześmiewczych haseł wypisanych na ścianach i obrazów namalowanych przez osoby z niepełnosprawnością umysłową miały ostatecznie w oczach zwiedzających zdyskredytować sztukę nowoczesną. Sporo miejsca poświęcono podkreślaniu żydowskiego pochodzenia prezentowanych artystów.

Joseph Goebbels na wystawie sztuki zdegenerowanej

Ciężko dziś ocenić, jaki naprawdę skutek przyniosła wystawa w oczach odbiorców. Faktem natomiast jest, że cieszyła się niezwykłą popularnością. Od 19 lipca do 30 listopada 1937 roku odwiedziło ją ponad 2 miliony ludzi. Nieraz konieczne było czasowe zamykanie drzwi, aby regulować ruch w budynku.

Zainaugurowana równolegle w Monachium wystawa niemieckiej sztuki „właściwej” Große Deutsche Kunstausstellung cieszyła się zdecydowanie mniejszym powodzeniem. 600 tysięcy osób odwiedziło ją… przez cały czas jej trwania – od roku 1937 do 1944.

Pieniądze na gnoju

Vincent van Gogh, Portret doktora Gacheta, jedno z dzieł sztuki zdegenerowanej wytropionych i korzystnie sprzedanych przez nazistów w 1937

Wbrew obawom po zakończonych konfiskatach i wystawie dzieła sztuki nie uległy zniszczeniu (a w każdym tylko ich niewielka część). Propaganda propagandą, ale nazistowscy przywódcy dobrze zdawali sobie sprawę z ich wartości. Obrazy sztuki zdegenerowanej będą teraz oferowane na międzynarodowym rynku – mamy nadzieję zarobić pieniądze na tym gnoju. – możemy przeczytać w zapiskach Goebbelsa z 1938 roku. Dzieła zaczęto sprzedawać – wyłącznie za obcą walutę, ale w bardzo, bardzo atrakcyjnych cenach, jeśli zważyć na faktyczną ich wartość – zagranicznym muzeom, prywatnym marszandom i kolekcjonerom.

Najsłynniejszą chyba aukcją sztuki zdegenerowanej z niemieckich muzeów była ta przeprowadzona w czerwcu 1939 roku w Lucernie, na której wystawiono 126 obrazów i rzeźb, m.in. Gauguina, van Gogha, Picassa, Chagalla, Kokoschki.

Dość powszechny był też, i w Niemczech i poza ich granicami, handel wymienny – dzieła „zdegenerowane” wymieniano za obrazy zgodne z obowiązującą polityką kulturalną np. dziewiętnastowieczne, a zdarzało się nawet, że i za Dürera bądź Cranacha.

„Zabezpieczone”

Równocześnie z rugowaniem „wynaturzeń' trwało w Niemczech gromadzenie prawowitej sztuki germańskiej. Niemal każdy nazistowski dygnitarz w latach 30-tych budował swoją kolekcję, ale najważniejsza oczywiście pozostawała ta Adolfa Hitlera. Od momentu podjęcia w 1939 roku decyzji o utworzeniu – po zwycięskiej wojnie – wielkiego muzeum niemieckiej w sztuki w austriackim Linzu, mieście rodzinnym Hitlera, zatarła się zupełnie różnica między prywatną kolekcją wodza a zbiorami muzeum w Linzu.

Hitler oglądający skonfiskowane dzieła sztuki

Dzieła pozyskiwano przez wspomnianą wymianę, ale przede wszystkim przez konfiskatę (lub według propagandowej nomenklatury „zabezpieczenie”) głównie żydowskich majątków w Niemczech a następnie również w Austrii i Czechosłowacji, zmuszanie do sprzedaży po zaniżonych cenach. Trafiły w ten sposób w nazistowskie ręce bogate zbiory takich prominentnych rodzin jak np. Rotschildowie. Dzieła sztuki bywały też formą płatności, łapówki oraz prezentu. Wszystkie pozyskane dzieła były magazynowane póki nie zostały zaprezentowane Fürherowi, dopiero po dokonaniu przez niego selekcji tego, co nadawało się do muzeum w Linzu, mogli przywłaszczyć je inni dygnitarze bądź też mogły być „wypożyczone” do innych muzeów niemieckich.

Świat patrzy na Madryt

Poza granicami Niemiec długo uważano nazizm za zjawisko przejściowe. Polityka kulturalna III Rzeszy wydawała się co najwyżej ekscentryczna, ale po dostosowaniu się w paru kwestiach handlu międzynarodowego nie wymagała większych zabiegów. Ba, dla wielu kolekcjonerów i instytucji stała się okazją do intratnych zakupów i organizowania cieszących się popularnością wystaw chociażby wygnanej z Niemiec sztuki „zdegenerowanej”.

W wielkich muzeach Europy i Stanów Zjednoczonych ekspozycje były udostępniane publiczności bez zmian. Nadal trwały wypożyczenia dzieł na wystawy do niemieckich muzeów. Te zaś udzielały zgody na wypożyczenia do mniej więcej 1937 roku. Od tego momentu wypożyczenie jakiegokolwiek dzieła dawnych mistrzów graniczyło z cudem nawet dla tak wielkich instytucji jak chociażby holenderskie Rijksmuseum.

Pawilon niemiecki (po lewej) naprzeciwko pawilonu radzieckiego podczas Wystawy Światowej w Paryżu, 1937

Dopiero poczynania Niemiec w zaanektowanych krajach zaczęły otwierać Europie oczy. Wisiało nad nią widmo wojny. Mimo utrzymywania normalnej pracy swoich placówek, muzealnicy zaczęli coraz częściej występować do władz swoich państw o zapewnienie zabezpieczeń zbiorom, nie tyle przed rabunkiem, co – pamiętając niebezpieczeństwa I wojny światowej – przed zniszczeniami w wyniku ostrzału artyleryjskiego i bombardowań lotniczych.

Bombardowanie madryckiego Muzeum Prado w czasie wojny domowej w Hiszpanii uzmysłowiło wszystkim jak niszczycielskie są nowe bomby zapalające i jaki jest zasięg nowoczesnych samolotów. Jedynym sposobem na ocalenie dzieł sztuki w obliczu zbliżającego się konfliktu miała być ich ewakuacja w bezpieczne, trudno dostępne i tajne miejsca. Niedługo dzieła dawnych mistrzów i współczesnych artystów w całej Europie czekał czas tułaczki.

Ciąg dalszy nastąpi

Podziel się tym artykułem!

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora