Pod opieką bogów…

Trudno określić, dlaczego na monetach upamiętniających antyczne olimpiady stosunkowo rzadko spotykamy zawodników startujących w pięcioboju. Poza zapaśnikami i dyskobolami – biegaczy, oszczepników i skoczków monety te nie ukazują, chociaż wizerunki ich często umieszczano na wyrobach ceramicznych, głównie na wazach. Piękny wizerunek dyskobola umieszczono na srebrnej monecie z wyspy Kos u wybrzeży Azji Mniejszej. Moneta z Kos upamiętnia lokalne igrzyska typu olimpijskiego, zwane igrzyskami trioijskimi, co świadczy o znacznym już wtedy rozpowszechnieniu się tego rodzaju zawodów. Monety olimpijskie, dotyczące XIII igrzysk odbytych w 688 r. przed Chrystusem ukazują przede wszystkim startujących w najtrudniejszej i najbardziej niebezpiecznej konkurencji antycznej – w pankratonie, łączącej walki zapaśnicze z pięściarskimi.

Zawodnicy długo i bardzo starannie, pod pieczą najlepszych trenerów, przygotowywali się do pankratonu w specjalnych szkołach dla atletów. Starożytni mieli własny wzorzec atlety doskonałego, o fantastycznie rozwiniętej muskulaturze, a jego wyobrażeniem stał się posąg Heraklesa Farnezyjskiego. Po rozgrywkach zapaśniczych uczestnicy ich stawali do walk pięściarskich. Pankratoniści nie używali rękawic, lecz aż do łokci owijali ręce rzemieniami. Prawdopodobnie nie wiedzielibyśmy o tych bokserskich rzemieniach, gdyby nie brązowa moneta ze Smyrny, na której wytłoczono taką rękę, a nad nią – symbol olimpijskiego zwycięstwa – palmową gałązkę. Wiemy też, że ogromną popularność jako zapaśnik-pięściarz zdobył olimpijczyk Diagoras z wyspy Rodos.

Nie mamy dokładnych danych kiedy wprowadzono wyścigi rydwanów, zaprzężonych w cztery konie. Ale zachowane numizmaty poświadczają istnienie tej konkurencji począwszy od XXV olimpiady z 680 r. przed Chrystusem, natomiast od XXXIX olimpiady z 408 r. mamy już na monetach nowy rodzaj zaprzęgów rydwanowych, ograniczonych do dwóch koni. Był to ulubiony sport ówczesnej arystokracji i do wyścigów rydwanów zgłaszali się nawet rzymscy cesarze.

Starty najwyższych dostojników państwowych znacznie podniosły rangę igrzysk, ale jednocześnie wpłynęły na zmianę ich charakteru : z imprez o podkładzie religijnym coraz bardziej stawały się imprezami o charakterze państwowym.

Monety przedstawiające zwycięzców w konkurencji rydwanowej należą do najefektowniejszych i są niejednokrotnie dziełami najwyższego kunsztu medalierskiego. Wykonanie ich kosztowało masę trudu. Na małym krążku medalier musiał wyryć cztery konie, wóz i zawodnika. Starożytni rytownicy potrafili to wszystko zmieścić na malutkiej przestrzeni, przy czym wykazywali się świetną znajomością anatomii konia i umiejętnością zachowania proporcji przy ukazaniu koni w biegu. Tego rodzaju monety są bardzo wysoko kwalifikowane w numizmatyce. Można się domyślać, że wyjątkowa staranność medalierów w tym przypadku wynikała z tego, że wśród zwycięzców tej konkurencji najczęściej bywali ludzie o wysokim statucie społecznym i medalier z jednej strony bał się narazić na zarzut braku umiejętności, z drugiej zaś mógł oczekiwać hojnej nagrody, jeśli jego projekt przypadł do gustu możnemu zwycięzcy.

Do takowych monet o tym temacie należy srebrna deka drachma z 413 r. przed Chrystusem, emitowana przez Syrakuzy dla upamiętnienia ich zwycięstwa nad Atenami, natomiast czysto olimpijską emisją są złote statery władcy macedońskiego, Filipa II, ojca Aleksandra Wielkiego, bite w 474 r. przed Chrystusem, wyobrażające dwukonne rydwany.

Skoro jesteśmy przy tej emisji – warto zwrócić uwagę na szereg okoliczności towarzyszących pojawieniu się owej macedońskiej monety. Otóż Filip II, jako Macedończyk, a nie rdzenny Grek, nie miał prawa startu na olimpiadzie. Ale był to władca potężny i niezmiernie bogaty, dysponujący ogromnymi skarbami od chwili, gdy zdobył Trację i istniejące tam kopalnie złota w Pangajos, które intensywnie eksploatował. Pragnąc zaimponować poddanym swą sprawnością w powożeniu rydwanem, zgłosił udział w olimpiadzie a hellanodikowie, czyli sędziowie olimpijscy, nie odważyli się nie dopuścić go do startu. Filip okazał się świetnym woźnicą i zachowując wszelkie wymogi regulaminu, wyścigi bezapelacyjnie wygrał. Jeszcze nie wyschła piana na jego koniach, gdy otrzymał wiadomość, że jego wódz Parmenion zdobył twierdzę Potidelę, a po chwili zawiadomiono Filipa, iż urodził mu się syn. Synem tym był późniejszy Aleksander Wielki. Kojarząc za sobą te trzy wydarzenia stworzyli starożytni wokół Aleksandra Wielkiego długo utrzymujące się legendy.

Konkurencje w jeździe konnej odnotowują monety od XXXII olimpiady w 648 r. Biegi w pełnej zbroi ukazują monety poczynając od 516 r. przed Chrystusem.

Olimpijską numizmatykę antyczną potraktowaliśmy, ze zrozumiałych względów, w daleko posuniętym skrócie. Jest to temat bardzo obszerny, jak zresztą całe dzieje olimpiad i słusznie powiedział pisarz grecki z II wieku po Chrystusie : „W Helladzie można podziwiać wiele rzeczy wartych zachwytu, o wielu takich można usłyszeć, lecz pod szczególną opieką bogów zawsze pozostawały w Helladzie igrzyska olimpijskie”.

ZBIERACZ

Są to wycinki z gazety WTK Tygodnik Katolików, wydawanej w latach siedemdziesiątych. Seria owych artykułów numizmatycznych ukazywała się pod tytułem „Od denara do złotówki” a ich autor ukrywał się pod pseudonimem ZBIERACZ.

Niestety nie udało mi się ustalić kim był owy tajemniczy autor. Nawiązałem kontakt z Redakcją Naczelną Instytutu Wydawniczego PAX, gdzie otrzymałem zgodę na opublikowanie tych artykułów, za co gorąco dziękuję.

Tyfus

Cała historia artykułów z serii “Od denara do złotówki”