Rzeczy zapomniane: grzybek do cerowania

Kiedy ostatnio zdarzyło się Wam cerować? No, właśnie. Dzisiaj raczej mamy w zwyczaju wyrzucać przedziurawione skarpety czy rajstopy. Biorąc pod uwagę ich stosunkowo niskie ceny, nikomu nie chce się bawić w ich naprawianie. Do tego stopnia, że zaryzykujemy przypuszczenie, że dzisiejsza młodzież może w ogóle nie wiedzieć, co to znaczy cerować.

A jeszcze kilkadziesiąt lat temu, w okresie PRL-u, każda kobieta (i zapewne niejeden mężczyzna) posiadała tę umiejętność przeplatania nitek, tak, aby odtworzyć z nich brakujący fragment tkaniny. Wcześniej – przed wojną i w XIX wieku – była to prawdziwa sztuka obejmująca wiele technik i materiałów, dzięki którym można było perfekcyjnie oddać strukturę praktycznie każdego materiału. Zacerować można było nie tylko skarpetę, ale też każdą sztukę bielizny czy ubrania.

Grzybek był poręcznym przedmiotem wykonanym z polerowanego drewna w kształcie właśnie dorodnego prawdziwka (tudzież podgrzybka ;) ). Jego nóżka idealnie pasowała do dłoni a na gładki kapelusz naciągało się ten fragment skarpety lub pończochy, który był aktualnie naprawiany. Na napiętym w ten sposób materiale pracowało się dużo łatwiej.

Jeśli dzisiaj znajdzie się w domu, to raczej jako nieużywana pamiątka po babci. Nieużywane tak samo jak inne skarby z jej niciaka: naparstki, tamborki, igły do repasacji pończoch (!), ramy i czółenka do gobelinów, specjalne guziki do pościeli… Kiedyś powszechnie używane w domach, dziś ożywają tylko w rękach pojedynczych pasjonatów.

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora