Rzeczy zapomniane: syfon

Nic nie orzeźwia w ciepłe dni tak, jak szklanka chłodnej wody z bąbelkami! Zanim półki sklepowe wypełniły się butelkami wszelkiego typu wód mineralnych, mineralizowanych, oranżad, lemoniad i innych napojów gazowanych w dziedzinie bąbelków królował… syfon.

Wynaleziony został w połowie XIX wieku. Była to charakterystyczna masywna butla z grubego szkła z kurkiem, po zwolnieniu którego ciśnienie gazu wewnątrz wypychało strumień nasyconej CO2 wody na zewnątrz. Początkowo były jednorazowe – po opróżnieniu należało zanieść je do specjalnego punktu napełniania syfonów, później sprzedawane były w sklepach, np. zwykłych warzywniakach, a kupując nową butlę zostawiało się w sklepie tę już opróżnioną (lub wnosiło się za nią kaucję).

W latach siedemdziesiątych pojawiły się też lekkie, metalowe syfony z wymiennymi nabojami z CO2, w których można było przygotować wodę sodową samodzielnie w domu.

„Starszym bratem” domowych syfonów był słynny saturator – obwoźny wózek z wbudowaną butlą z dwutlenkiem węgla. Ustawiano go na ulicy, w pobliżu ujęcia wody, często po prostu miejskiego hydrantu, z którego pobierano wodę i już można było sprzedawać wodę z bąbelkami na szklanki. Szklanki były szklane, wielorazowe, pomiędzy klientami jedynie pobieżnie opłukiwane, stąd zgryźliwe określenie wody z saturatora – „gruźliczanka”. Faktem jest jednak, że nigdy nie odnotowano żadnych zatruć czy epidemii, których przyczyną miałoby być niefrasobliwe korzystanie z dobrodziejstw saturatorów.

Syfony wyszły z użycia jako nieporęczne w momencie, kiedy zaopatrzenie sklepów w napoje orzeźwiające przestało stanowić problem. W ostatnich latach, na fali trendu zero waste, w sklepach AGD RTV pojawiły się nowoczesne domowe maszyny do nasycania wody CO2. Nie tak piękne jak klasyczne szklane syfony, ale pozwalające na podobną oszczędność i ograniczenie ilości śmieci.

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora