Wywiad z Kustoszem Muzeum Techniki i Rzemiosła Wiejskiego

Zapraszamy do lektury ciekawego wywiadu z Kustoszem młodego w MyViMu, ale jakże ciekawego i obiecującego Muzeum Techniki i Rzemiosła Wiejskiego.

 

Coś o sobie na początek: imię, czym się Pani zajmuje na co dzień i czy ma to wpływa na pasję?

Mam na imię Aneta. Wraz z mężem Krzysztofem w 2001 roku przeprowadziliśmy się z Wrocławia na południowo-zachodnie rubieże Polski. Na Pogórzu Izerskim, w malutkiej wsi Zapusta, nabyliśmy przysłupowy dom, perełkę lokalnej architektury regionalnej. Ten budynek powinien być skatalogowany jako nr 1 w naszej kolekcji, jednak nie zgodziliśmy się na wciągnięcie obiektu na oficjalną listę zabytków. Jesteśmy z wykształcenia archeologami i doskonale zdajemy sobie sprawę z istniejącego prawa, które mocno ogranicza właściciela oficjalnie uznanego, zabytkowego domu. Sami dbamy o zachowanie jego wyjątkowości, ale tak, aby jednocześnie móc normalnie w nim funkcjonować. Po dokonaniu niezbędnego remontu części domu, udostępniliśmy obiekt na cele agroturystyczne. Prowadzimy też małą, domową hodowlę rodowodowych psów rasy golden retriever. Jako hodowcy i właściciele 11 hektarowego gospodarstwa mamy status rolników.

Skąd się wzięła ta pasja, dlaczego akurat te przedmioty?

Pasja tkwiła w nas od dzieciństwa. Sam wybór kierunku studiów o tym świadczy. Miejsce, w którym zamieszkaliśmy, zdeterminowało nas do gromadzenia akurat przedmiotów związanych z rolnictwem. W gospodarstwie zastaliśmy sporo poniemieckich maszyn rolniczych i drobniejszych przedmiotów związanych z historią regionu. Zdaliśmy sobie sprawę, że dla miejscowych ludzi te przedmioty mają status śmieci. Byliśmy osobami z zewnątrz, mieliśmy zupełnie inne podejście do tych okruchów historii. Zaczęliśmy jeździć po skupach złomu i nabywać za grosze konne maszyny rolnicze. Kiedy ludzie się o tym dowiedzieli, sami przywozili nam niepotrzebne przedmioty. Zamiłowanie mojego męża do zbieractwa, moje dążenie do okiełznania i uporządkowania kolekcji, miejsce zamieszkania -wszystkie te okoliczności musiały doprowadzić nas do podjęcia decyzji o organizacji muzeum. W październiku tego roku wystąpiliśmy do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o uzgodnienie regulaminu muzeum Techniki i Rzemiosła Wiejskiego w organizacji. Prócz rzeczy zgromadzonych po przeprowadzce na wieś, przywieźliśmy spore kolekcje przedmiotów z Wrocławia, które również przy okazji udostępnimy.

Od jakiego przedmiotu zaczęła się kolekcja?

Tego nie sposób ustalić, gdyż wiele starych przedmiotów po prostu było w rodzinnym domu. Często słyszę opowieści mojego męża, jak w latach 80-tych XX wieku, kiedy był małym dzieckiem, buszował po wrocławskich gruzowiskach, czy po opuszczonych poniemieckich gospodarstwach i budynkach przemysłowych, których w tamtych czasach nie brakowało. Dziecięcą wyobraźnię poruszały porzucone przedmioty takie jak lampy kolejowe, części maszyn czy narzędzia. To wszystko przyjechało z nami do Zapusty.

Jak liczna jest obecnie Pani kolekcja?

Na chwilę obecną nie jestem w stanie podać konkretnej liczby artefaktów, gdyż wciąż pracuję nad ich zewidencjonowaniem. Przypuszczam, że będzie około 300 zabytków, a może i więcej.

Jaki przedmiot uważa Pani za “najcenniejszy”?

Jeśli chodzi o wartość materialną, to wymienić należy śmigło od niemieckiego samolotu Fokker D.VII. Wprawdzie ktoś wstawił w jego środek zegar, jednak nie uszkadzając przy tym konstrukcji. W każdej chwili można zegar wymontować i polecieć :0) Mieliśmy sporo propozycji kupna tego śmigła, jednak stanowi ono rodzinną pamiątkę. Cenna jest również klamra rembertowska oraz odznaka bojowa cesarskiej marynarki. Jeśli chodzi o wartość sentymentalną, to ja lubię swoje kołowrotki, ale wszystko przebija pozyskany w tym roku piec chlebowy.

 

Czy z którymś z przedmiotów wiąże się jakaś wyjątkowo ciekawa historia?

Właśnie ze wspomnianym wyżej piecem. Dostaliśmy informację od kolegi, który przygotowywał się do przeprowadzki, że możemy wziąć sobie stary piec chlebowy z jego domu. Był tylko problem z jego wyciągnięciem, gdyż piec był bardzo duży i wmurowany w ścianę kuchni. Zanim dotarliśmy na miejsce, kolega chciał wykazać się pomocą i niestety wziął sprawy w swoje ręce. Wyszarpał go ze ściany… samochodem. Po piecu została wielka dziura w ścianie, z czego na pewno nie ucieszą się nabywcy domu. Również sam piec został lekko uszkodzony. Szczerze mówiąc piec był w takim opłakanym stanie, że nikt nie wierzył, iż uda się nam go uratować. Sprawę potraktowaliśmy priorytetowo, gdyż od lat moim marzeniem było wypiekanie chleba w tradycyjnym piecu chlebowym. Mąż rozebrał piec na czynniki pierwsze, ja zajęłam się konserwacją blach. Potem przy pomocy dwóch worków zaprawy szamotowej oraz fotografii dokumentujących poszczególne etapy rozbiórki, piec został zrekonstruowany. Wszyscy nam teraz zazdroszczą tradycyjnego chleba, a kolega żałuje, że sam pieca nie zabrał.

Czy jest jakiś przedmiot, który koniecznie chciałby Pani zobaczyć w swojej kolekcji?

Moim największym marzeniem jest pozyskanie warsztatu tkackiego. Nasz przysłupowy dom został bowiem zaplanowany i zbudowany dla tkaczy. Warsztat nawiązywałby do tradycji miejsca, a ja chciałabym w przyszłości organizować pokazy tkania.

Skąd pochodzą kolejne przedmioty, jak Pani zdobywa eksponaty do swoich kolekcji?

Teraz już głównie z takich miejsc, jak giełdy staroci, czy darowizny od znajomych.

Czy jest coś, co utrudnia gromadzenie kolejnych zbiorów?

Niewątpliwie sporym utrudnieniem jest brak miejsca w domu na nowe przedmioty ;) A tak poważnie, to wysoka wartość złomu oraz absurdalne niekiedy ceny przedmiotów na giełdach na pewno nie ułatwiają nam powiększania kolekcji. Z chwilą zarejestrowania muzeum chciałabym wystąpić do mieszkańców naszej gminy o nie niszczenie tylko przekazywanie nam poniewierających się jeszcze po strychach i kątach poniemieckich przedmiotów. Niestety, wciąż mamy do czynienia z małą świadomością historycznej wartości przedwojennych maszyn i narzędzi. Spotkaliśmy się też z sytuacją, kiedy pewien chłop wolał porąbać i spalić w piecu piękną w idealnym stanie poniemiecką wialnię, niż wymienić ją na drewno opałowe.

Czy bierze Pani udział w giełdach, wystawach, wypożycza swoje zbiory muzeom innym instytucjom np. szkołom ?

Bierzemy udział w giełdach staroci, obserwujemy co pojawia się na sprzedaż na portalach aukcyjnych. Jednak największą wartość mają dla nas przedmioty z najbliższego otoczenia, pozyskane bezpośrednio na miejscu. Funkcjonując oficjalnie jako muzeum, będziemy udostępniać swoje zbiory na potrzeby takich instytucji, jak szkoły czy wystawy organizowane przez lokalne stowarzyszenia. Sami należymy do jednego z takich stowarzyszeń.

 

Czy gdyby jakieś muzeum zgłosiło się do Ciebie z taką ofertą, udostępniały Pani swoje zbiory?

Już dziś współpracujemy z regionalnymi muzeami dzieląc się chociażby literaturą na temat maszyn rolniczych i ogólnie pojętego rzemiosła wiejskiego. Z czasem mamy nadzieję nawiązać takich kontaktów więcej. Jeśli byłaby taka potrzeba, z chęcią wypożyczyłabym zbiory oraz przyjęła depozyt z innego muzeum.

I kilka pytań, które pomogłyby nam rozbudowywać serwis: w jaki sposób katalogujecie Państwo swoje zbiory?

Zbiory katalogujemy w oparciu o konkretne przepisy mówiące o organizacji muzeum, czyli tworząc karty ewidencyjne oraz księgę inwentarzową. Ubawił mnie wymóg przeszycia księgi inwentarzowej opieczętowanym sznurkiem. To chyba jakiś zwyczaj rodem ze średniowiecza, kiedy nie było szytych zeszytów. Tradycję trzeba jednak uszanować, będzie sznurek :)

Czy brakuje Wam jakiegoś narzędzia, oprogramowania, które pomogłoby lub ułatwiłoby realizowanie swojej pasji?

Nie widzę takiej potrzeby. Jest to tylko kwestia ustalenia wyglądu karty ewidencyjnej i stworzenie jej w używanym edytorze tekstu, czy w bazie danych. To potrafi zrobić prawie każdy użytkownik komputera. Mnie zajęło to 3 minuty. Potem trzeba spędzić żmudne miesiące na wklepywaniu danych w rubryczki, czego nic już nie usprawni.

Dlaczego założyła Pani swoje muzeum w MyViMu?

MyViMu miało być dla mnie pierwszym narzędziem pomagającym mi w usystematyzowaniu zbiorów i w zapanowaniu nad nimi. Poza tym chciałabym udostępnić swoje przedmioty, choćby w sposób wirtualny, ludziom z najdalszych części kraju, którzy nigdy nie będą mieli okazji przybyć na Pogórze Izerskie. Być może obecność muzeum w sieci zaowocuje pozyskaniem kontaktów z podobnymi tematycznie muzeami czy kolekcjonerami.

Czy jest coś, co pragniecie zobaczyć Państwo w MyViMu?

Jestem zaskoczona tym, co już zobaczyłam oraz faktem, że pośród kolekcjonerów jest tak wielu specjalistów w konkretnych dziedzinach. Wystarczy, że opiszę coś mało precyzyjnie, a od razu mogę liczyć na fachową, merytoryczną pomoc. Poza tym zdaję sobie sprawę, i nad tym ubolewam, że prawodawstwo nie sprzyja poszukiwaczom i kolekcjonerom, zatem nie ma co liczyć na sensacyjne i spektakularne eksponaty. Te są ze zrozumiałych względów głęboko poukrywane w domowych pieleszach, co jest ogromną stratą dla nas wszystkich.

Dziękujemy bardzo za ten wspaniały wywiad! A wszystkich czytelników zapraszamy do Muzeum Techniki i Rzemiosła Wiejskiego.

Bardzo dziękuję wszystkim za zainteresowanie i poświęcony mi czas.