Zamiłowanie do kolekcjonerstwa, zagracone mieszkanie i jamniki – o swojej pasji opowiada Tomator

Mobilizacja myvimowych kolekcjonerów trwa w najlepsze! Tym razem w imię odnowienia naszej wspólnej tradycji swoją ciekawą historią postanowił podzielić się kustosz Museum Tomatorum. Nie ma zatem na co czekać! Rozsiądźcie się wygodnie i przygotujcie na spory zastrzyk pasji, która może być zaraźliwa ;) Zaczynamy!

MyViMu: Na dobry początek powiedz nam kilka słów o sobie.

Tomator: Tomasz, emeryt. Choć ciągle wydaje mi się, że maturę zdawałem zaledwie kilkanaście lat temu, to jednak czas płynie nieubłaganie. Sentencja z nagrobków „czas ucieka, wieczność czeka” jest bardzo trafna, jednak mnie nie dotyczy: postanowiłem, że będę żył wiecznie, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że statystycznie patrząc szanse mam niewielkie. Ale spróbuję.

Życzymy powodzenia w tym przedsięwzięciu ;) Zbierasz wiele różnych przedmiotów, ale większość z nich stanowią pocztówki. Skąd wzięło się Twoje zamiłowanie do kolekcjonowania?

Zamiłowanie do kolekcjonerstwa mam od dziecka. Jak to się mówi „wyssałem je z mlekiem matki”, choć nie jest to zamiłowanie dziedziczne. Ani rodzice czy dziadkowie, ani nikt z dalszej rodziny takich zainteresowań nie miał. Wręcz przeciwnie, np. moja mama bardzo chętnie pozbywała się wszelkich „śmieci”, które w mojej ocenie były bądź cennymi pamiątkami rodzinnymi, bądź doskonałymi eksponatami do kolekcjonowania. Ale to osobny temat.

Sztućce z kolekcji „Monogramy na sztućcach”.

Pamiętasz, który przedmiot zapoczątkował Twoją kolekcję? A może z którymś z nich związana jest jakaś szczególnie ciekawa lub zabawna historia?

Początkowo, w latach szkolnych, moje kolekcjonowanie sprowadzało się do gromadzenia pewnego rodzaju zabawek. Np. bardzo modne i poszukiwane w owym czasie były samochodziki z serii „Matchbox”. Pochodzenie nazwy wzięło się stąd, że samochody były opakowane w pudełka przypominające pudełka od zapałek (ale trochę większe). Kupić je można było tylko w komisie. Przez wiele lat cena była stała – 50 zł. Cała rodzina wiedziała, że taki samochodzik to najlepszy prezent na imieniny, więc mój zbiór szybko się powiększał. Natomiast zamiłowanie do kolekcjonowania objawiało się tym, że nie tylko bawiłem się tymi samochodzikami, ale lubiłem także wykorzystywać je jako eksponaty do wystawy. Po zabawie wszystkie musiały stać w jednym szeregu na półeczce i cieszyć moje oko.

Podobna „wystawa” składała się z lokomotyw i wagonów kolejki „PIKO”. Potem, a może równocześnie, był czas zbierania znaczków pocztowych, monet, wpinek do klapy marynarki, medali i odznaczeń, etykiet zapałczanych i wielu innych. W szkole byłem „dobry” z historii, fascynowała mnie przeszłość i pewnie dlatego zawsze lubiłem stare rzeczy, miałem do nich szacunek.

Moje kolekcjonerstwo jest czysto amatorskie, zupełnie niezwiązane z wyuczonym zawodem (technicznym) i pracą. Jest swego rodzaju rozrywką. Był czas, gdy dość często odwiedzałem salony „Desy”, a w każdą niedzielę wybierałem się na giełdy staroci szukając ciekawych, ale niedrogich przedmiotów, czyli tzw. „okazji”. Czasami coś ciekawego kupowałem – często było to jakieś wyposażenie mieszkania (mebel, obraz, bibelot). Lubię atmosferę domu z przełomu XIX/XX wieku. Później w dobie Internetu wizyty na giełdach zastąpiły aukcje. Ciągle coś kupuję, choć bez przesady – za emeryturę szaleć nie można.

Zestaw śniadaniowy „Bavaria”.

Około 2000 roku zwróciłem uwagę na pocztówki. Miałem ich już wcześniej sporo, jednakże nie traktowałem ich jako elementów moich zbiorów. Po prostu z powodu wrodzonego zamiłowania do zbierania wszystkiego, co się da, nie wyrzucałem otrzymanych pocztówek do śmieci, tylko wkładałem do pudełka i tak latami ich ilość narastała.
Otóż w 2000 roku wydarzyło się w moim życiu coś bardzo przykrego. Podczas parodniowego pobytu na wakacjach moje mieszkanie zostało okradzione, w tym wiele cennych zbiorów np. monet, medali, odznaczeń zmieniło właściciela. Trauma była duża. Początkowo chciałem zaprzestać zbierania czegokolwiek bo i po co? Żeby złodzieje mieli co kraść? Ale później przyzwyczajenie wzięło górę – musiałem coś znowu zbierać. Wybór padł właśnie na te trochę zapomniane pocztówki. Po pierwsze dlatego, że już trochę ich miałem, a po drugie pomyślałem, że jest to towar mało atrakcyjny dla ewentualnych złodziei. Kolekcja szybko się rozrastała, a to nie tylko za sprawą zakupów na aukcjach, ale także dzięki „spadkom” po różnych członkach rodziny, którzy za życia przechowywali otrzymaną korespondencję (w tym pocztówki). Do tego doszły efekty grzebania w śmieciach. Brzmi to trochę szokująco, ale nie należy rozumieć tego tak dosłownie. Po prostu zdarzało się, że ktoś wyrzucał na śmieci makulaturę, a pomiędzy innymi papierami znajdowały się pocztówki. Gdy to zauważyłem, wybierałem je z tej makulatury. Zresztą w podobny sposób uratowałem przed zmieleniem trochę starych zdjęć i książek, nawet ponad 100-letnich.

Praktyka rzeczywiście nietypowa. Ale chyba najważniejszy jest efekt jaki dzięki niej otrzymujesz – a jest co podziwiać! Powiedz jeszcze, czy jest jakiś przedmiot, który koniecznie chciałbyś zobaczyć w swoich zbiorach?

Chyba nie ma takiego przedmiotu. Nie dlatego, że mam już wszystko, co można sobie wyobrazić, lecz dlatego, że jestem w stanie wszystko przygarnąć i trudno wykazać tylko jeden, konkretny obiekt.

Rzymska miłość – jedna z najstarszych pocztówek w kolekcji – obieg w 1898 r.

Podczas przeglądania Twojego wirtualnego muzeum można natrafić na nieco intrygujący zbiór. Mówię o psiej kolekcji – zastanawia mnie jak i dlaczego takie fanty wpadają w kolekcjonerskie ręce. Uchylisz nam rąbka tej tajemnicy? ;)

Psia kolekcja – niewątpliwie jest w jakimś stopniu wynikiem mojej sympatii do zwierząt w ogóle, a psów szczególnie. Koty też lubię (tu pozdrowienia dla „yuppi”), w dzieciństwie miałem kotka, który spał ze mną w łóżku obwinięty wokół mojej głowy i swoim szorstkim języczkiem namiętnie lizał jej czubek. Pewnie dlatego dziś jest tam jakoś tak łyso. Następnie przez kilka lat nie miałem z kotami styczności, a gdy zacząłem bywać w domu, w którym był inny kot okazało się, że jestem uczulony na jego sierść. I tak już zostało do dziś.

Natomiast kontakt z psami mam „od zawsze” i nie jest on toksyczny. Wręcz przeciwnie. Mój dziadek hodował psy rasowe, wystawiał je i stąd wzięło się parę medali. Powojenne psie numerki w dużej części także mają pochodzenie „rodzinne”. Natomiast te przedwojenne oraz dziewiętnastowieczne urzekły mnie swoim artystycznym wizerunkiem. Proszę porównać te stare i te powojenne. Kiedyś psi numerek każdego roku miał inny kształt – był po prostu ładny. Powojenne, peerelowskie przez dziesięciolecia nie zmieniały się. Tłuczono je na prasie rok po roku takie same zmieniając tylko datę. To też taki symbol tamtych czasów. Kiedyś każdy dom w mieście był inny, każdy miał w sobie „to coś”, co różniło go od sąsiedniego. Po wojnie zaczęto stawiać domy „z taśmy”, całe osiedla takich samych domów, najwyżej różniących się kolorem elewacji. Nuda.

Psi numerek, Warszawa 1927.

Wynikiem połączenia moich zainteresowań pocztówkami i psami jest zbiór pocztówek poświęconych jamnikom. Pierwszy jamnik pojawił się w naszym domu za sprawą córki, która dostała szczeniaczka od koleżanki. Byłem przeciwny, ponieważ mieliśmy w tym czasie starego już sznaucera olbrzyma. Uważałem, że to będzie w stosunku do niego świństwo – sprawić mu taką konkurencję. Poza tym nie byłem entuzjastą jamników. Takie trochę pokraczne psisko. No, ale zostałem przegłosowany. Sznaucer początkowo traktował jamnika z rezerwą, z pewnym obrzydzeniem i nie kwapił się do bliższego kontaktu. Po trzech miesiącach nagle wszystko się zmieniło. To był moment, którego byłem świadkiem. Szczeniak podszedł do leżącego sznaucera w nadziei na zabawę, a ten niespodziewanie przyjął zaproszenie. Nawet nie podniósł się z podłogi. Na leżąco podgryzał się z malcem i robił to tak delikatnie, że patrzyłem z podziwem. Od tego momentu oba psy stały się nierozłącznymi przyjaciółmi. Jamnik był bardzo ambitny, koniecznie chciał we wszystkim być pierwszy i lepszy od seniora. Ale gdy trzeba było obszczekać innego psa, bardzo chętnie robił to stojąc bezpiecznie pod brzuchem swego mistrza.
W tym czasie jakiś miłośnik jamników powiedział mi, że jest takie powiedzenie: jak ktoś raz miał jamnika, to już żadnego innego psa nie będzie chciał mieć. I to się sprawdza. Od tamtego czasu mam tylko jamniki.

Wracając do moich jamnikowych zbiorów, zwróciłem uwagę, że ta rasa była ulubionym tematem pocztówek już na początku XX wieku. Jamnik jest bardzo charakterystycznym psem nie tylko ze względu na wygląd ogólny, ale także na mimikę „twarzy” (te zabójcze spojrzenia), a także wesoły, choć czasami psotliwy charakter. Jest też psem bardzo dumnym. Nie wiem, czy patrzę bezstronnie, ale wydaje mi się, że najwięcej psich pocztówek poświęcono właśnie jamnikom.

Jamnik uczłowieczony, 1909 r.

Skupmy się teraz na kwestiach technicznych. W jaki sposób gromadzisz swoje eksponaty? Wiesz ile ich obecnie posiadasz? Jak wygląda przechowywanie tak dużego zbioru?

Z tym gromadzeniem są problemy. Przede wszystkim mam zagracone mieszkanie. Co nadaje się do ozdoby wisi na ścianie lub stoi na półkach. Wiele rzeczy, także tych nie pokazywanych jeszcze w MyViMu, czeka na swoja kolejkę w piwnicy. Nie wszystko mogę trzymać w domu nie tylko ze względu na brak miejsca, ale także dlatego, że nie wszystko znajduje uznanie w oczach pozostałych domowników. A mój pokój nie jest z gumy. Zresztą już teraz trudno się w nim poruszać.

Drobne rzeczy pochowane są w różnych pudełkach. Stoją na półkach, na szafie i na podłodze. Pocztówki, których mam najwięcej to osobny rozdział. Część umieściłem w albumach, ale to nie było dobre rozwiązanie. Np. gdy zdobywam nowa pocztówkę dotycząca jakiegoś tematu i chcę ją umieścić obok podobnych muszę wiele innych przenosić w inne miejsce. Dlatego na razie korzystam ze starych sprawdzonych metod, czyli pudełek po butach z wystającymi nieco tekturowymi przekładkami oddzielającymi poszczególne tematy. Ciągle poszukuję jakichś pojemników lub czegoś bardziej profesjonalnego do ich przechowywania. Chyba jednak zbieranie pocztówek jest hobby niszowym, bo nic takiego nie znalazłem. Nie korzystam także z przezroczystych osłonek na pocztówki, ponieważ pomimo ich niewielkiej, jednostkowej ceny przy 10 tysiącach sztuk koszt staje się znaczny.

Uczciwie muszę przyznać, że czasami „gubię” się w swoich zbiorach. Zdarza mi się kupić coś, co już mam, albo bez rezultatu szukać w pudełkach czegoś, co jestem pewien, że mam, ale nie wiem gdzie (niektóre pocztówki można zakwalifikować do różnych tematów, więc ich odnalezienie bywa kłopotliwe). I tutaj muszę przekazać słowa uznania i podziękowania dla twórców naszego wirtualnego muzeum. Możliwość skatalogowania eksponatów, pewnego  ich usystematyzowania, bardzo ułatwia zbieranie. Oczekiwałbym jednak, aby to katalogowanie mogło być głębsze – więcej niż tylko dział, kolekcja i eksponat.
Co do ilości eksponatów nie mogę się wypowiedzieć. Najliczniejszy zbiór to pocztówki, z których dotychczas pokazałem ponad 10 tysięcy, ale to nie wszystko. Kolejne czekają. Inne grupy są o wiele mniej liczne, ale trudno mi je zsumować. Jak już wspomniałem jeszcze wiele rzeczy jest ukrytych lub zapomnianych w piwnicy czy różnych zakamarkach domowych, a poza tym ciągle pojawiają się nowe.

Rabes – Dostawa amunicji. Korespondencja z 1915 r.

A co z ich konserwacją? Jak dbasz o swoje przedmioty?

Hm… Większość przedmiotów chyba nie wymaga jakiejś szczególnej konserwacji. To, co stoi na wierzchu i się kurzy trzeba od czasu do czasu przetrzeć ściereczką. To, co popakowane leży sobie spokojnie i nic mu nie grozi. Generalnie konserwacja w zależności od rodzaju przedmiotu odbywa się zaraz po nabyciu. Czasem coś trzeba umyć, coś odrdzewić, natrzeć jakimś płynem lub pastą konserwującą. A potem niech nabiera patyny czasu.

Twoje eksponaty już kilka, a może i nawet kilkanaście razy „oglądały światło dzienne” na wystawie w muzeum lub we wszelkiego rodzaju publikacjach. Jak układa się współpraca z osobami lub instytucjami, które są zainteresowane wykorzystaniem Twoich zbiorów? Jak dużą rolę odgrywa MyViMu w tych kontaktach?

Tak, rzeczywiście ku mojemu zaskoczeniu parę razy różne instytucje, wydawnictwa lub autorzy prac popularno-naukowych zwracali się do mnie z prośbą o zgodę na wykorzystanie w swojej pracy fotografii (skanu) któregoś mojego eksponatu. Zaskakiwali mnie dlatego, że zdarzało się iż obiektem ich zainteresowania była np. wydawałoby się niczym nie wyróżniająca się pocztówka i to wcale nie sprzed 100 lat, lecz np. z lat 70-tych ubiegłego wieku – taka pocztówka, którą w owym czasie można było nabyć w każdym kiosku RUCHU. I nagle okazuje się, że to coś, co kiedyś było wydane w tysiącach egzemplarzy i powszechnie dostępne, dziś staje się osiągalne tylko dzięki kolekcjonerom.
Szczególnie cenię sobie zainteresowanie moimi zbiorami przez Stację Naukową PAN w Paryżu, która pod koniec zeszłego roku przygotowywała wystawę związaną z rokiem sienkiewiczowskim zilustrowaną m.in. pocztówkami dot. Quo Vadis? Wśród innych instytucji z którymi miałem kontakt w związku z moimi zbiorami było np. Muzeum Historii Polski w Warszawie i Teatr Pantominy we Wrocławiu.

Nie mogę też nie wspomnieć o mailu od pana Olgierda Mikołajskiego, kustosza zamku w Pieskowej Skale, który napisał do mnie tak:
„Sam fakt, że znalazł Pan i nabył skromny, ale artystyczny drzeworyt z widokiem zamku, którego ja podczas profesjonalnej kwerendy przeprowadzonej w muzeach, bibliotekach i archiwach nie znalazłem, dowodzi rzeczy następującej: Kolekcjonerstwo wszelkiej maści jest pasją bezcenną dla samego zbieracza, poszerza jego horyzonty, daje możliwość snucia różnych rozważań i refleksji, pozwala poczuć się odkrywcą i oderwać choć na chwilę od codzienności. Pasja kolekcjonerów ma też duże znaczenie dla profesjonalistów. Ot, choćby w mojej dziedzinie. Zalążkiem niemal każdego muzeum są zbiory przekazane przez kolekcjonerów.”

Quo Vadis – Apostoł Piotr w katakumbach (Jan Styka).

Kontakt z zainteresowanymi mam tylko przez serwis MyViMu. Czasami jest to kontakt bezpośredni skierowany do skrzynki pocztowej museum Tomatorum, a czasami najpierw zainteresowany pisze do administracji MyViMu i ta dopiero kieruje go do mnie. Współpraca układa się bardzo dobrze, chyba tylko raz, może dwa razy zainteresowany po otrzymaniu zgody na publikację poza potwierdzeniem, że „dotarło” więcej się nie odzywał i nawet nie wiem, czy i jak wykorzystał przekazany mu materiał. Nie czerpię żadnych korzyści finansowych z racji udostępnienia skanów swoich zbiorów. Oczekuję jedynie podania ich źródła, jednego egzemplarza opracowania, plakatu lub innego owocu pracy w której wykorzystano moje zbiory i ewentualnie dodatkowego „listu dziękczynnego”, abym mógł się nim pochwalić. Chociaż muszę się przyznać, że ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy w przypadku gdy ktoś „robi kasę” z pomocą moich zbiorów nie powinien jednak podzielić się nią ze mną?

Jak zaczęła się Twoja przygoda z MyViMu? Co skłoniło Cię do założenia wirtualnego muzeum?

Nie pamiętam jak zaczęła się moja przygoda z MyViMu. Na pewno trafiłem tu przypadkiem, prawdopodobnie wyszukując w Internecie informacji o jakimś przedmiocie. Ale ta koncepcja wirtualnego muzeum od razu mi się spodobała. Tego mi brakowało. Każdy zbieracz chciałby pochwalić się na szerokim forum swoimi zbiorami, bo co to za przyjemność mieć coś, o czym nikt nie wie. Był to więc strzał w dziesiątkę. Poza tym muzeum pomogło mi katalogować zbiory. Wszystko jest razem, zminiaturyzowane, można obejrzeć nie przegrzebując pudełek, albumów i szaf.

Mam parę sugestii dotyczących technicznej strony działania muzeum o czym od czasu do czasu informuje w korespondencji administrację MyViMy, więc i w tym momencie zwrócę uwagę na coś, o czym już wspomniałem wcześniej – brakuje mi bardziej rozbudowanych możliwości katalogowania i segregowania zbiorów. Trzy stopnie to za mało.
Druga sprawa jest taka, że bardzo boję się, iż jak to w świecie wirtualnym bywa, któregoś dnia MyViMu może zniknąć. I co wtedy? Cała nasza praca, czasami wieloletnia przepadnie. Nie wyobrażam sobie, żeby chciało mi się kolejny raz te tysiące eksponatów gdzieś wprowadzać, opisywać itp. Dlatego chciałbym móc zrobić backup swoich zbiorów, tak aby w przypadku nieszczęścia mieć do nich dostęp na swoim komputerze. Oczywiście ideałem byłoby, gdyby nie był to backup zamknięty, aby była możliwość dalszego uzupełniana go.

Berezwecz – nieistniejący kościół św. apostołów Piotra i Pawła, 1917 r.

Na razie nigdzie się nie wybieramy ;) Ale masz rację – przydałoby się zabezpieczyć wprowadzane skrupulatnie do MyViMu dane przed ich nieodwracalną utratą. Spróbujemy coś wymyślić! Mam do Ciebie jeszcze dwa pytania. Czy katalogujesz swoje zbiory poza naszym serwisem?

Nie. W żaden inny sposób nie kataloguję swoich zbiorów. Natomiast przechowuję skany z widokiem eksponatów. Nie znam również innych tego rodzaju serwisów dla kolekcjonerów.

A masz może jakieś wskazówki dla początkujących zbieraczy?

Tak, przede wszystkim nie dać się zniechęcić do zbierania stwierdzeniami i pytaniami typu: „a po co ci to?”,” a kogo to obchodzi?”, „nie zagracaj swojego pokoju czy mieszkania śmieciami, zajmij się czymś pożyteczniejszym” itd.
Poza tym kolekcjonerstwo jest czasami związane z pamiątkami rodzinnymi. Ale młodzi ludzie na ogół nie wykazują głębszego zainteresowania historią swojej rodziny pasjonując się bardziej współczesnymi sprawami. A gdy przychodzi to zainteresowanie, to niestety jest już za późno. Nie ma kogo pytać, bo ci co wiedzieli już odeszli. Więc nie odkładajcie tego na później, pytajcie rodziców, dziadków i innych członków rodziny, słuchajcie co wam opowiadają, czasami notujcie sobie daty i istotne informacje, do których będziecie mogli wrócić, gdy kiedyś do tego dojrzejecie.

I tą cenną radą kończymy naszą rozmowę. Dziękuję Ci za czas poświęcony na podzielenie się z nami historią swojej pasji oraz kolekcji. Mam nadzieję, że to, co opowiedziałeś niejedną osobę zainspiruje do rozpoczęcia lub odnowienia dawno zapomnianej przygody z kolekcjonerstwem… i podzielenia się tym w MyViMu ;) A Was drodzy czytelnicy gorąco zachęcam do odwiedzin obszernej kolekcji Tomatora, który nie kłamał, że posiada ponad 10 tysięcy różnych eksponatów ;) Zresztą – sprawdźcie sami!

Z niecierpliwością oczekujecie kolejnego wywiadu? Mam dla Was dobrą wiadomość! Kolejny jest już w przygotowaniu. Bądźcie czujni :)

Paulina z MyViMu

____________________________________________________________________________________________________________

P.S. Uważasz, że Twoje muzeum jest na tyle interesujące, wyjątkowe lub oryginalne, aby opowiedzieć jego historię? A może jakaś kolekcja zainteresowała Cię na tyle, że chcesz dowiedzieć się o niej i jej właścicielu czegoś więcej? Śmiało ślij swoje propozycje na adres redakcja@myvimu.com – zobaczymy co da się z tym zrobić :)

 

 

Podziel się tym artykułem!

Dodaj komentarz

Uwaga! Komentarze nie są publikowane automatycznie! Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez moderatora