Samolot P-47D-30 "Thunderbolt"... w MMM - Muzeum Militariów Misiaczka w MyViMu.com

Samolot P-47D-30 "Thunderbolt" (model 1/72)

OPCJE:
Zdjęcia na licencji:
Eksponaty w kolekcji
16 / 29
<
>
Wariant rozwojowy amerykańskiego ciężkiego myśliwca P-47, opracowany w roku 1943 i używany bojowo od 1944.

Podobnie, jak w przypadku samolotu P-51 „Mustang”, również „Thunderbolty” nieustannie modernizowano i ulepszano. Dwie najpoważniejsze zmiany wprowadzono w roku 1943.

Pierwsza z nich niezbyt rzucała się w oczy. Piętą achillesową wczesnych modeli P-47 była słaba zwrotność i relatywnie niewielka prędkość wznoszenia. Co prawda w znacznym stopniu kompensowano to ich taktyką działania, wyjątkowo „nieprzyjemną” dla przeciwnika (atak z nurkowania i wyrwanie do góry dzięki zapasowi energii), ale nie zawsze realia pozwalały na walkę na takich warunkach.

Lekarstwem okazała się zmiana śmigieł. Zastosowanie nowych szerokołopatowych śmigieł firmy Curtiss, o imponującej średnicy czterech metrów, umożliwiło pełniejsze wykorzystanie ogromnej mocy silnika „Thuda” (jak samolot ten nazywali piloci) i dało maszynie zupełnie nowe możliwości. Z kolei dla pilotów Luftwaffe okazało się to być śmiertelnie groźną niespodzianką. Przyzwyczajeni do pewnej ociężałości P-47 na niskim pułapie, z zaskoczeniem przekonywali się, że amerykańskie „latające dzbanki” („Flying Jugs” – inne przezwisko nadane P-47) potrafią teraz całkiem ochoczo i sprawnie podejmować manewrową walkę w pionie, a co więcej, bez problemu wchodzą w niej swoim przeciwnikom na ogony…

Drugą zmianą, wprowadzoną pod koniec 1943 roku było (podobnie jak w przypadku „Mustanga” P-51) obniżenie tyłu kadłuba i zastosowanie kroplowej osłony kabiny pilota. Radykalnie poprawiło to pole widzenia i zostało natychmiast docenione przez amerykańskich lotników.

Do końca wojny myśliwce P-47 budziły ogromny szacunek wśród niemieckich pilotów i uważane były przez wielu z nich za groźniejszego przeciwnika niż „Mustangi”. Nawet sceptyczni Brytyjczycy przekonali się w końcu do tych maszyn, ale wprowadzili je nie w Europie, lecz na froncie birmańskim, gdzie ich odporność na uszkodzenia i ogólna solidność zaskarbiły sobie wdzięczność użytkowników. Nawet poważnie uszkodzone „Thunderbolty” z reguły dowoziły swoich pilotów na lotnisko, oszczędzając im niezbyt przyjemnych perspektyw skoku nad dżunglą…

Wracając do Europy, warto wspomnieć o  latającym na tych maszynach najskuteczniejszym amerykańskim myśliwcu na tym froncie, a trzecim w ogóle na liście amerykańskich asów (dwaj pierwsi latali nad Pacyfikiem). Pilot ten nosił swojsko brzmiące nazwisko: Francis Gabreski (urodzony jako Franciszek Gabryszewski). Z racji pochodzenia i znajomości języka, Gabreski odbył na przełomie 1942-43 staż bojowy w polskim 315 Dywizjonie, a latając w 61st Fighter Squadron (w 56 Fighter Group pułkownika Zemkego), w ciągu jednego roku zestrzelił 28 niemieckich samolotów i zniszczył 3 kolejne na ziemi. Kiedy zaliczył przepisową turę 300 godzin lotów bojowych, dowództwo zdecydowało o wycofaniu go z walki i powrocie do USA. Gabreski przekazał dowodzenie 61 Dywizjonem swojemu następcy, a dzień 20 lipca 1944 miał być jego ostatnim w jednostce.

Pilot takiej klasy postanowił jednak odpowiednio uczcić i przypieczętować swoje odejście jeszcze jednym lotem. Ku wielkiemu rozczarowaniu „Gabby’ego” tego dnia Luftwaffe jakoś jednak nie kwapiła się do zaatakowania bombowców, w których osłonie poleciał. Postanowił więc samemu poszukać okazji. Ta zaś trafiła się niebawem gdy dostrzegł w okolicach niemieckiego miasteczka Bassenheim, niedbale zamaskowanego na polowym lotnisku Heinkla He-111. Niewiele myśląc zanurkował i poczęstował wrogi bombowiec serią z ośmiu „półcalówek”. Nie do końca zadowolony z rezultatu wykonał nawrót i podszedł do ponownego ataku, tym razem w niskim locie koszącym, ale w jego trakcie… zahaczył o ziemię ogromnym śmigłem swojego samolotu. Na oczach oniemiałego personelu Luftwaffe, potężny „Thunderbolt” bezradnie zarył kadłubem pośrodku ich lotniska, a Gabreski, zamiast powrotu do Pensylwanii i ślubu (na który odłożył już niebagatelną wówczas kwotę 2 tysięcy dolarów) trafił na resztę wojny do obozu jenieckiego.

„Gabby” był także jednym z nielicznych pilotów, którzy zostali asami w więcej niż jednym konflikcie. Po powrocie z niewoli i powrocie do służby, zdążył jeszcze wziąć udział w wojnie w Korei (latając na odrzutowym North American F-86 „Sabre”), gdzie do listy sukcesów dołożył kolejne 6 zestrzeleń i jedno współdzielone z innym pilotem.

W kolekcji: P-47D-30 o numerze seryjnym 433087, oznaczeniu O7-R i mało zachęcającej nazwie własnej „Bloom’s Tomb” („Grób Blooma”) z 514 Fighter Squadron, Dziewiąta Armia Powietrzna USAAC, lotnisko Handorf (Niemcy) kwiecień 1945. Pilotem samolotu był  kapitan Jay C. van Bloom. Ciekawostkę stanowi fakt, że Bloom podczas wojny latał łącznie na dziewięciu „Thunderboltach”, z których każdy miał identyczna nazwę (chociaż malunki nieco się różniły). Osiem pierwszych maszyn zostało utraconych (uszkodzenia od ognia przeciwnika, wypadki), co spowodowało, że oficer operacyjny dywizjonu delikatnie zasugerował Bloomowi zmianę nazwy, jako najwyraźniej prowokującą los. Bloom odmówił, dowodząc, nie bez racji, że ani on, ani żaden inny pilot używający jego maszyny, nie zginał, ani nie został ranny (chociaż 22 listopada 1944 porucznik Donald O. Dorman trafiło niewoli). Tytułem kompromisu, uzgodniono zmianę oznakowania indywidualnego – z litery „R” na „R” (podkreślone),co jednak nastąpiło dopiero po zakończeniu działań wojennych.
Data dodania: 21 marca 2019
Stan eksponatu: Bardzo dobry
Pomóż uzupełnić opis Dowiedz się więcej Zauważyłeś błąd lub wiesz coś więcej na temat tego eksponatu?
Zasugeruj właścicielowi poprawiony opis i Zdobądź punkty dla swojego muzeum!
Eksponat został odwiedzony łącznie 194 razy od 21 marca 2019
Reklama
Dodaj komentarz
9 sierpnia, 13:23 , edytowany: 9 sierpnia, 18:03
Z tym prawie zestrzeleniem Churchilla przez Gładycha to dziwna historia. Obecnie dość powszechnie uznaje się ją za Urban Legend, co nie zmienia faktu, że wciąż figuruje np w Wikipedii z powołaniem się na... no własnie - nie wiadomo, na co (link podany w przypisach nie istnieje). Nie potwierdzają tego żadne dokumenty ani relacje, a taka historia (i wyrzucenie pilota) po prostu musiałoby być odnotowane chociażby w dzienniku Dywizjonu, czy dzienniku rozkazów Dowództwa PSP. Co jeszcze ciekawsze, Gładych latał sobie spokojnie w 302 Dywizjonie aż do 10 stycznia 1944 (a w międzyczasie 16 listopada został jeszcze udekorowany przez Brytyjczyków orderem Distinguished Service Cross!). Tego 10 stycznia zgodnie z przepisami odszedł na odpoczynek po zakończonej turze. Przejście Gładycha do 61 FS miesiąc później odbyło się za zgodą dowództwa PSP, a oprócz niego w dywizjonie tym latali zresztą także inni polscy lotnicy (Witold Łanowski, Tadeusz Andersz).
Informacja o incydencie z Churchillem pojawiła się natomiast w tzw obiegu chyba dopiero w roku 1995 (artykuł w "Skrzydlatej Polsce") i potem zaczęła już żyć własnym życiem. Natomiast np w "Lotnictwie" nr 1/2012 w solidnej biografii Gładycha jest mowa o eskortowaniu 5 czerwca 1943 samolotu z Churchillem przez Dywizjon 302, ale z wyraźnym podkreśleniem, że żaden incydent nie miał wówczas miejsca.
Z innej beczki - anegdotka o czekaniu na resztę załogi "Thunderbolta" jest pyszna, nie znałem jej :-)
8 sierpnia, 20:28 , edytowany: 8 sierpnia, 21:03
Ciekawostką jest że na samolocie (po wykopsaniu z RAF za próbę- omyłkową- zestrzelenia samolotu z Churchilem na pokładzie) walczył Bolesław Gładych. Wciągniety do USAF przez Gaberkiego właśnie, walczył nieoficjalnie, bez przydziału i był poniekąd duchem, gościem jednostki USAF w której latał. Dzień po zakończeniu wojny, zwyczajnie został odporowadzony do bramy lotniska i delikatnie pożegnany. Swoje P47 nazywał od ksywki swojej dziewczyny Pengie. 
Anegdota mówi, że gdy pierwsze P47 dotarły na lotnisko brytyjskie, gdy piloci opuścili już kabiny, brytyjczycy wciąż stali przyglądając się samolotom. Ostatecznie, amerykanie nie wytrzymali i zapytali na co czekają? Brytyjczycy podziwiając rozmiary samolotu odpowiedzieli- na resztę załogi.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. MyViMu.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Ta witryna korzysta z plików cookies w celu dostosowania zawartości do preferencji użytkownika oraz tworzenia anonimowych statystyk, również przy użyciu usługi Google Analytics. Kliknięcie "Tak, zgadzam się" lub dalsze korzystanie z serwisu bez wybrania żadnej z opcji oznacza akceptację cookies i przetwarzania danych zbieranych automatycznie, zgodnie z Regulaminem.

Kliknij tutaj, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o wykorzystaniu danych zbieranych automatycznie.