Samolot L-29 "Delfin" (model 1/72)

OPCJE:
Zdjęcia na licencji:
Eksponaty w kolekcji
40 / 40
<
>
Dwumiejscowy turboodrzutowy samolot szkolno-treningowy (używany także jako lekki samolot szturmowy), skonstruowany w latach pięćdziesiątych w ówczesnej Czechosłowacji przez Jana Vlčeka, Zdenka Rubliča i Karela Tomáša. Prototyp oblatano 5 kwietnia 1959 r.Samolot odniósł ogromny sukces, do którego przyczyniło się zwycięstwo w roku 1961 w konkursie na standardową maszynę zaawansowanego szkolenia dla Układu Warszawskiego. W konkursie tym wzieły udział trzy konstrukcje: L-29, radziecki Jak-30 i polski TS-11 "Iskra". Jak-30 szybko odpadł z powodu licznych niedoróbek konstrukcyjnych (zresztą radzieccy marszałkowie uważali, że własny przemysł lotniczy powinien skoncentrować się produkcji maszyn bojowych, a samoloty do zaawansowanego treningu może dostarczyć któryś z krajów wasalnych), a konkurencja miała się rozstrzygnąć pomiędzy TS-11 i L-29. TS-11 miał wyraźnie lepsze właściwości lotne i był dużo bardziej "przyjazny" dla załogi (co miało kluczowe znaczenie w przypadku maszyny treningowej), a także był świetnie przemyślana pod względem łatwości eksploatacji. Okazało się jednak (jak to się często zdarza), że decyzję podjęto na podstawie innych przesłanek i zwycięstwo w tej kategorii przyznano Czechosłowacji. Dla Polski przewidziano rolę licencjobiorcy i producenta śmigłowców Mila (Mi-1, Mi-2) oraz lekkich samolotów transportowych Antonowa (An-2, An-28).

Tak zaczęła się wielka kariera L-29, nazwanego "Delfin" (w kodzie NATO: "Maya"). W latach 1963-1974 w zakładach Aero Vodochody i Let Kunovice zostało wyprodukowanych 3655 egzemplarzy. Ich największym użytkownikiem było lotnictwo ZSRR (ponad 2000 sztuk) oraz siły lotnicze wszystkich państw Układu Warszawskiego (oprócz Polski, której pozwolono pozostać przy TS-11 "Iskra"). Oczywiście "Delfiny" trafiły także do licznych "państw zaprzyjaźnionych" - łącznie eksploatowano je w blisko 20 krajach. Oprócz szkolenia, używano ich także jako samolotów bojowych, a chyba najbardziej rozpaczliwym przypadkiem ich użycia w tej roli, było rzucenie egipskich „Delfinów” do ataku na izraelskie czołgi podczas wojny Jom Kippur w roku 1973...

Na początku lat siedemdziesiątych opracowano następcę L-29, samolot L-39 "Albatros", rozwijany i produkowany w kolejnych postaciach do dzisiaj.

W dniu 16 lipca 1975, w dramatycznych okolicznościach los pewnego L-29 splótł się ponownie z historią polskiego lotnictwa. W tym dniu, pilot Aeroklubu Wrocławskiego, Dionizy Bielański podjął próbę ucieczki z Polski samolotem An-2 i wystartował z lądowiska pod Bochnią (wykonywał tam opryski pól), kierując się ku Austrii. Jako doświadczony pilot, leciał swoim "Antkiem" na minimalnej wysokości, poniżej strefy wykrywania ówczesnych radarów obrony przeciwlotniczej. Miał jednak pecha - dostrzeżono go z ziemi w okolicach lotniska wojskowego w Žilinie. Na przechwycenie intruza poderwano parę Migów-21, a ponieważ ich piloci mieli ogromne problemy z dostosowaniem prędkości do dużo wolniejszego dwupłata, wysłano także parę wolniejszych "Delfinów" (każdy z nich był uzbrojony w karabin maszynowy do szkolenia strzeleckiego kursantów).Piloci czechosłowaccy poprawnie zidentyfikowali polskiego An-2, który jednak nie reagował na próby kontaktu. Długie minuty upływały na gorączkowych konsultacjach. Nawet bowiem ówczesne przepisy i regulaminy lotnictwa komunistycznej Czechosłowacji nie przewidywały możliwości zestrzelenia nieuzbrojonego samolotu cywilnego, który nie stanowił żadnego zagrożenia. W dodatku był to samolot pochodzący z sojuszniczego kraju...Po konsultacjach z polskim MON i uzyskaniu jego zgody, decyzja jednak zapadła i kapitan Vlastimil Navrátil, pilot jednego z L-29, otrzymał rozkaz zestrzelenia uciekiniera. Navrátil zwlekał ile mógł, kilkukrotnie żądając kolejnych potwierdzeń, aż w całe to zamieszanie wkroczył generał Josef Marusak, który wydał mu bezpośredni rozkaz, "przypominając" zarazem o konsekwencjach jego niewykonania. O godzinie 15:56 Navrátil nacisnął spust karabinu. Bielańskiemu zabrakło ośmiu kilometrów do granicy z Austrią...

Całą sprawę starannie zatuszowano (według oficjalnego komunikatu, Bielański zginął w wypadku) aż do roku 2000, kiedy słowacki Urząd Dokumentacji i Badania Przestępstw Komunizmu formalnie potwierdził, że zestrzelenie polskiego samolotu było czynem bezprawnym. Śledztwo jednak umorzono wobec faktu, że wszystkie osoby zaangażowane w łańcuch dowodzenia, do tego czasu już zmarły. Wobec Navrátila (który zresztą wkrótce po zestrzeleniu An-2 sam odszedł z wojska) nie wszczęto postępowania.

W kolekcji: L-29 "Delfin", wyprodukowany w roku 1965, numer seryjny 591420, numer boczny 1420 (cztery ostatnie cyfry numeru seryjnego), 1 Letecký Školní Pluk z Přerova. Samolot ten jest bohaterem innej smutnej historii - w dniu 24 kwietnia 1985 podczas przelotu z Piešťan do Košic, w trudnych warunkach pogodowych rozbił się na zachodnim zboczu góry Zadný Kĺak na Słowacji. Obaj piloci - mjr.Osvald Plch i mjr.Pavol Kováč zginęli w szczątkach maszyny.
Data dodania: 19 września, 16:29
Miejsce pochodzenia: Czechosłowacja
Stan eksponatu: Dobry
Pomóż uzupełnić opis Dowiedz się więcej Zauważyłeś błąd lub wiesz coś więcej na temat tego eksponatu?
Zasugeruj właścicielowi poprawiony opis i Zdobądź punkty dla swojego muzeum!
Eksponat został odwiedzony łącznie 106 razy od 19 września, 16:29
Reklama
Dodaj komentarz
Kustosz
25 września, 14:00
Bardzo dziękuję! Staram się zamieszczać opisy, które coś wniosą i zaciekawią nawet osoby niekoniecznie interesujące się daną tematyką :-)
24 września, 22:59
Brawa za wyczerpujący opis. Bardzo lubię i doceniam taki konkret. Dzisiaj mało komu się chce napisać więcej niż dwa zdania.
Kustosz
19 września, 22:58
Bardzo dziękuję za opinie. Co do "Iskry", chyba wszyscy jestesmy zgodni. Akurat tak się składa, że "Iskrę" mam okazję widzieć prawie codziennie (niedaleko miejsca, gdzie mieszkam znajduje się jednostka wojskowa, przed budynkiem której wystawione są dwa działa - armata ZiS-2 i haubica D-1 oraz właśnie "Iskra"). Za każdym razem, jako stary inżynier, z przyjemnościa patrze na ten samolot - po prostu cieszy oko...
19 września, 22:16
Jurgen mnie wyprzedził w komentarzu. Iskra miała swoisty wdzięk, była po prostu zgrabna. Oczywiście opis rewelacja. Gratulacje.
19 września, 17:35
Piękny opis,gratuluję!
Kustosz
19 września, 17:11
Ciekawa historia a Iskra i tak ładniejsza... :)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. MyViMu.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Ta witryna korzysta z plików cookies w celu dostosowania zawartości do preferencji użytkownika oraz tworzenia anonimowych statystyk, również przy użyciu usługi Google Analytics. Kliknięcie "Tak, zgadzam się" lub dalsze korzystanie z serwisu bez wybrania żadnej z opcji oznacza akceptację cookies i przetwarzania danych zbieranych automatycznie, zgodnie z Regulaminem.

Kliknij tutaj, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o wykorzystaniu danych zbieranych automatycznie.