KONKURS ZAGINIONY SKRAB BRATA KOSMY - DOKOŃCZONA OPOWIEŚĆ na forum MyViMu / MyViMu - dyskutuj w MyViMu.com
FOTO FORUM
Patronat medialny
Polecamy

 

LOSOWY EKSPONAT
sygnet
sygnet

KONKURS ZAGINIONY SKRAB BRATA KOSMY - DOKOŃCZONA OPOWIEŚĆ

Profil Profesjonalny
31 stycznia 2011
Kochani ! Tutaj proszę wklejajcie swoje opowieści. Zapraszamy serdecznie !
Więcej na blogu serwisu.
Profil Profesjonalny Moderator
1 lutego 2011
Ja tylko dodam linka do opowiadania

http://myvimu.com/blog/zaginiony-skarb-brata-kosmy-niedokonczona-opowiesc/#more-1379
1 lutego 2011
*
Generał był bardzo zdenerwowany. Nikt nie wiedział, skąd owa moneta pochodziła. Zatrudnił najlepszych specjalistów z czałej Polski, ale nawet on ni potrafili rozpoznać tajemniczych napisów. Ciągle po głowach chodziły im słowa "serwisdlakolekcjonerów" , "myvimu" . Co to do licha znaczy?
Generał potajemnie, zawiniętą w chusteczkę i włożoną w metalowe pudełko od czekoladek tajemniczą monete schował na strychu, w swoim mieszkaniu w Gdyni. Nie spodziewał się, że kiedyś ktoś ją odnajdzie. Chciał mieć po prostu święty spokój.

- Dzień dobry. Ja w sprawie mieszkania- mówił przez słuchawkę telefonu młody student I roku historii.
- Tak. Nadal aktualne- Odpowiedziała pani "z drugiej strony".
-Jak dużą ma powierzchnię i ile ma lat- Pytał zainteresowany kupnem męzczyzna.
- Niech się pan sam przekona...

Poddenerwowany jechał pod wskazane miejsce. Teraz nie łatwo o jakieś przyzwoite mieszkanie dla studenta- myśłał. Oby sie udało.
To chyba tutaj- powiedział do siebie, gdy dojechał pod starą kamienicę.
-Dzień dobry. Dzwoniłem...
- Tak. Proszę za mną- przerwała mu właścicielka mieszkania.
Po pokazaniu wszystkich pomieszczeń mieszkalnych dodała, że znajduje się tutaj także strych, a mieszkanie należało niegdyś do pewnego polskiego generała.

Zadowolony z zakupu młodzian zaczął pakować swoje rzeczy z rodzinnego domu.
- Jestem z ciebie dumny synu- pogratulował mu dumny ojciec.
-Dzieki tato.
Po spakowaniu się student pozegnał się z rodziną i odjechał do swojego nowego mieszkania.
Na drugi dzień miał przyjechać ojciec i pomóc mu wnieść meble.
Tak tez sie stało.

Podczas remontu w jednej ze ścian znalezli dziwne przedmity: jakis stary medal, wstązke oraz fotografie. Nowy gpspodarz, ze studiowal historie od razu rozpoznal fanty.
- Dodam je do mojej kolekcji - pomyslał.

Po wypiciu herbaty z ojcem zabrał sie za strych. Był bardzo zakurzony oraz zarupieciony. Zaczął sprzątac.
Większosc zeczy wyzucił, bo byly mu niepotrzebne, lub zniszczone.
Lecz znalazl tam takze skrzynke. Polozyl ją na przy drzwiach. Tam odkładał rzeczy, które chciał pozniej wykorzystac, wydac, lub schowac.
Po wysprzątaniu strychu zabrał się za skrzynke.
Nie byla specialnie zabezpieczona, wiec bez prolemu ją otworzyl. Znalazl w niej chusteczke. A w chusteczke bylo coś zawiniete. Odwinął ją i ujrzał monetę. Była bardzo stara.
Nie umiał rozszyfrować napisów na niej. Zaczał szukać w internecie, lecz tez nic nie znalazł. Zaniechcial poszukiwan informacji i monete schowal do szuflady.

Po ukonczeniu studiów i rozpoczeciu kariery zawodowej zaczął interesować sie kolekcjonerstwem. Godzinami chodzil po polach, lasach i szukal pozostalosci po dawnych czasach. Zafascynowany załozył serwis dla kolekcjonerów, a owa moneta stała sie symbolem serwisu.

Malinaog
Profil Profesjonalny Starszy kustosz
1 lutego 2011
Moje zakończenie:)


Jest trop, jest trop. Harry gorączkowo pakował rzeczy osobiste i ubrania do plecaka. Przez telefon zarezerwował miejsce w samolocie do Warszawy…. To tam w IPN,( co to za skrót do diabła?-pomyślał) w teczce tajnego agenta o kryptonimie GENERAŁ działającego na dwa fronty odnaleziono jakąś dziwną monetę, matrycę….. Nikt nie wiedział co to jest, przecieki mówiły o tym, że najbardziej tęgie głowy nie potrafią sobie poradzić ze stwierdzeniem co to i do czego służyło….. Na mikrofilmie wykonanym przez szpiegów widział niedokładny zarys i kilka liter ale czyżby to było to czego całe życie szukał jego mistrz?
Przejmując jego spuściznę robił co mógł aby dociec prawdy, brakowało tylko tego jednego ogniwa i już by odkrył największą tajemnicę cywilizowanego świata….
Lot trwający wieczność wykorzystał do ponownego przestudiowanie notatek i rysunków swego mistrza. Znał te niezrozumiałe słowa na pamięć ale jeszcze raz wczytywał się w nie jak w katechizm
MUESUM LAUTRIV YM MOC. UMIVYM WORENOJCKELOK ALD SIWRES
Jego mistrz odkrył ten werset lecz całe życie nie mógł rozszyfrować jego tajnego znaczenia. Badania, podróże, wyprawy w różne miejsca ziemi pochłaniały majątek i lata pracy pozwoliły mu pogłębić swą wiedzę tylko o odkrycie tajemniczego symbolu, jakby hieroglifu oraz prymitywnego rysunku przypominającego Stonehenge zwieńczonego u góry trójkątem. Jego desperacja w poszukiwaniach wzmogła się, robił co mógł i w końcu po 37 latach bezowocnych poszukiwań wpadł w depresję, zdziwaczał i targnął się na swe życie. Ironia losu sprawiła, że Harry pojawił się w jego biurze prawie zaraz po tym fakcie, w ostatnich słowach mistrz przekazał mu swą wiedzę i notatki. Najpierw nieśmiało ale z czasem coraz bardziej chciał się uwolnić od testamentu mistrza nakazującego mu wyjaśnienie zagadki. Lot dłużył się, niespokojnie oczekiwał na spotkanie z Ministrem Spraw Wewnętrznych, który po długim przekonywaniu przez najwyższe kręgi CIA zgodził się na chwilę udostępnić mu TO.
Jadąc ulicami marzył o chwili kiedy będzie na pierwszych stronach gazet, czy to aby tylko jest TO o czym myśli? Czy znów nie jest to błędny trop…
Świat stał się cudowny, jest, EUREKA!!!! Ponad 40 lat pracy, badań, dociekań i doszedł do sedna zagadki, miał To w ręku. Mały, niepozorny przedmiot, przypominający nieudolnie wybitą starą monetę……..
Zdziwił się najpierw, rysunki mistrza były takie same, ale napisy zupełnie mu nie pasowały. Nagle dojrzał odbicie Tego w swej nienagannie wypolerowanej spince od mankietu i zamarł. To jest lustrzane odbicie szyfru powtarzanego codziennie od lat…. I zrozumiał i pojął…..
MY VIRTUAL MUSEUM MYVIMU.COM SERWIS DLA KOLEKCJONEROW
Wielki byłeś Mistrzu von Daniken, Ty już dawno domyślałeś się, że oni TU wykonują Kosmiczną i nie z Tego Świata misję.
2 lutego 2011
... W aucie panowała cisza, słychać było tylko uderzanie kropel deszczu o karoserie samochodu oraz powolną pracę skrzypiących wycieraczek samochodu.
Zirytowany Generał trzymał mocno w zaciśniętej dłoni husteczkę, w której była zawinięta moneta.
- Skąd ona pochodzi? Kto ją wybił? Co oznaczają napisy !? - takie pytania kszątały się po głowie Generała nie dając mu spokoju. Wtem ciszę przerwał kkierowca.
- Generale, wydaję mi się że znam odpowiednią osobę która mogłaby Nam pomóc w rozwikłaniu zagadkowej monety.
- Hmm, a niby skąd Ty możesz znać taką osobę ? Skąd wiadomo, że ta osoba nas nie oszuka podając celowo niską wartość monety !!??
- Ależ Panie Generale! Jest to osoba wpełni zaufana! Proszę dać mi szansę i zgodzić się na wizytę u tego wyśmienitego specjalisty !!
- Ehh...dobrze, jedźmy - powiedział obojętnie Generał.
Kierowca zahamował gwałtownie! po chwili zawrócił wciskając gaz do dechy! Silnik Wołgi wył niczym zarzynana świnia.
Generał postanowił się zdrzemnąć. Podczas drzemki miewał sny dotyczące monety, rozmaite sny !! Nagle z drzemki wybudziły go lekkie szturchania i ciche słowa kierowcy :
- Panie Generale, dojechaliśmy na miejsce.
Generał obudził się, zakręcił wąsem i wysiadł z Wołgi. Ujżał przed sobą spory dom, wyglądał na poniemiecką budowlę. Rozejżał się dookoła.
- Ładne miejsce, piękny park! Powiedział Generał z uśmiechem na twarzy.
Gdy wszedł do domu zobaczył zgarbionego staruszka, w siwej brodzie, który wyglądem przypominał świętego Mikołaja. Generał wszedł do izby i zobaczył potężne zbiory monet z różnych okresów, wiedział że trafił do poważniejszego kolekcjonera.
- Przejdźmy do rzeczy, powiedział kierowca.
Generał wyjął husteczkę, położył na biurko i rozwinął.
Na widok monety staruszek (numizmatyk) usiadł na krześle i westchnął.
- Co się stało? Skąd taka reakcja?, spytał Generał.
Staruszek po chwili wstał i bez słowa podszedł do starej komody, wyciągając z niej starą zakurzoną książkę. Kierowca i Generał spojżeli na siebię i skinęli głowami - nie wiedząc o co chodzi.
Staruszek przysiadł przy biurku i otworzył książke na wybranej stronie.
- Wygląda na to...że po tylu latach moich poszukiwać, udało się znaleźć wielki skarb brata Kosmy! Nie wierzę! Wszystko jest opisane w tej księdze, która przechodzi z pokolenia na pokolenie w mojej rodzinie !
Zaciekawiony Generał wstał i oparł się o biurko krzycząc :
- O co chodzi ? Jaki brat Kosmo !? Kto to ? Co za skarb ?!
Numizmatyk opowiedział całą historię, podczas której Generał i kierowca zrozumieli, że posiadają niezwykle cenną monetę !
- Ale co jest na niej napisane !? Nie mogę się rozczytać !!
Staruszek ze łzami w oczach wypowiedział zdanie :
- "Serwis dla kolekcjonerów, myvimu.com", ...wielki skarb który próbuje odnaleźć od 50 lat został odkryty, od teraz dusza Kosma przestanie mnie nękać, może odejść w spokoju w zaświaty....moja misja została wykonana...
Powiedział staruszek po czym zadyszał i zamknął powieki.
Wystraszony Generał próbował obudzić numizmatyka, wołał do pomocy kierowcę lecz tego nigdzie nie było.
Generał po chwili domyślił się, że kierowcą był duch brata Kosmy, który chciał aby jego drogocenny skarb został odnaleziony...
Profil Profesjonalny
3 lutego 2011
Nie mogę się doczekać całej opowieści. Kto napisze, gdzie zaczęła się ta historia?
Ciekawe, jaką misję do spełnienia mieli bracia zakonni? Co się stało z młodym rybakiem?
Profil Profesjonalny Starszy kustosz
4 lutego 2011
A z młodym rybakiem to było tak:
*
Ba, tylko jak tu zacząć to nowe życie nie zwracając na siebie uwagi. Zakon ma wszędzie szpiegów, którzy doniosą o nagłym przypływie majątku i albo obedrą go do cna nakładając podatki i daniny, albo skończy w lochach zamczyska, oddając najpierw co ma po torturach.
Trza by coś obmyśleć, postanowił, coby powolutku dobro się pojawiało.
Chłop z niego był dość urodziwy, silny to i panny za nim się oglądały, ożenek przyszedł mu do głowy.
Pomyślał o Gertrudzie z podzamcza, jakaś cudna nie jest, ot przeciętna białogłowa ale zawsze bogato ubrana, korale i cekiny aż błyszczą to i się ludziska nie podziwują że dobra jakoweś jej ojciec we wianie dał. Rozgłosi, że żona wniosła sporą sumkę i powoli zacznie spełniać swoje marzenia o handlu.
Swatów wysłał z prezentami, pogadali i ugadali. Brata Gertrudy co przeciwny był przekupił sakiewką uszczuplając co nieco złożony pod kamieniem kapitał.
Po weselisku, które okazałe było powolutku zaczął kupować i handlować z zyskiem miernym raczej ale pozory chciał zachować powolnego bogacenia się. Tyle z tym zachodu i roboty było, że postanowił się wyręczyć nowym szwagrem a sam trochę uciech z ożenku pokosztować. Wtajemniczył go w arkana handlu, co jakiś czas sprawdzając tylko co by nie przehulał ulokowanych pieniędzy.
Jędrzej, bo tak było szwagrowi, hulaką i utracjuszem był ale głowę na karku miał i szybko zmiarkował, że przybywa szybciej niż powinno, zaczął podejrzewać , podglądać i odkrył, że po każdym powrocie łodzi z ładunkiem szwagier znika na jakiś czas i w następny kurs już wypływają dwie łodzie a zysku nie starczyło by na nową łódź nawet po 10 kursach. Pewnego razu postanowił sam sprawdzić jak to się dzieje, śledził go aż do lasu i potem zauważył w skarbcu dodatkową ilość srebra.
A ty łotrze pomyślał, toś ty taki? Ja tu tyram, pilnuję a tam skarbczyk jakiś ukryty masz.
Trza pomyśleć o sobie, zagroził, że doniesie zakonowi o jego krętactwach jeśli mu nie wypłaci odpowiedniej kwoty.

Najpierw poczuł wzburzenie, potem prasnął Jędrzeja w twarz a w końcu po kolejnej groźbie pomyślał, że ten kiep nie żartuje. Ciarki mu przeszły na samą myśl o zamkowym podziemiu, męczarniach, kacie. A może tamci dwaj braciszkowie są jeszcze tutaj, skojarzą go z rabunkiem, żałował, że darował im gardła. No cóż zapłacił.

Także jego żona jakaś chciwa się zrobiła, razem z bratem w dwa roki groźbami i kłótniami wyciągnęli mu cały majątek, ciągle im mało i mało było. Właśnie dziś zaniósł im ostatki swych ukrytych bogactw, to już koniec, trza znów będzie za sieci się wziąć.
Smętny i zgarbiony wracał do swej starej chaty w prawie zapomnianej rodzinnej wiosce. Przechodząc przez las spojrzał na jeszcze tak niedawno pełen bogactw dół i leżący opodal kamień, którego nie było już sensu turlać na swe miejsce. Nagle coś błysnęło w promieniach zachodzącego słońca, ujrzał samotną monetę, która pozostała i świeciła mu w twarz jak wyrzut sumienia.
Przypomniał sobie słowa dziadka „Gdy nia ma się nic do stracania, może być już tylko lapiaj”, wziął ją w dłoń i cisnął jak najdalej potrafił.
Profil Profesjonalny Moderator Starszy kustosz
4 lutego 2011
Nowym życiu pod każdym względem. Siła zaklęta w zimnych krążkach nagina pisane ziemskie prawa i zmienia kręte drogi w przestronne aleje. Jeżeli na tym niezmierzonym, wspaniałym świecie istnieją jakiekolwiek czary, to na pewno nie są to niezrozumiałe śpiewki nawiedzonych, podstarzałych dziewic, co próbują wcielić się nieudacznie w role natchnionych przez moce piekieł kapłanek. Nie są to też dziwne znaki, które tak chętnie i często malują na wietrze bracia zakonni, żyjący za opasłymi, zimnymi murami i żywiący się do ostatnich swych godzin ziołami własnego wyrobu. Tylko jedne są czary i jedna pieśń zaklęta, której nuty właśnie beztrosko brzdędoliły mu w sakiewce. Maszerował już długo przez gęsty ale spokojny las. Sączące się przez listowie promienie napełniały jego piersi nadzieją i radością. Gorące, złote słońce zdawało się być jedynym, aktywnym towarzyszem tej samotniczej wędrówki. Gdzie niegdzie, z oddali dało się słyszeć śpiew ptaków lub gaworzenie płochliwszych mieszkańców tych zielonych okolic. Trzask łamanych gałęzi wplatał się tę słodką kakofonię jakby mimowolnie. Droga przez ten las to najpewniejszy sposób na uniknięcie wścibskich patroli i przedostanie się na otwarty teren, który z kolei najlepiej będzie pokonywać pod osłoną nocy. Lepiej albo i nie – „każdy Cyryl ma swoja metody”, jak to powtarzał pradziad Pomorzak. Na chwilę obecną wszystko się układało, jak to sobie obmyślił a głuche echa z oddali i niezmącona muzyka lasu były tego najlepszym dowodem. Zmęczone nogi dały pierwszy znak, że czas już odpocząć. Drugim znakiem było niebo przybierające barwy miedziane. Jakub rozejrzał się dookoła i nie znalazłszy zdatniejszego umiejscowienia, poległ pod wielkim, grubym dębem. Rozłożyste gałęzie drzewiska zdawały się go okrywać opiekuńczym uściskiem. „Gdy cały i zdrów wrócę do domu i gdy tylko ziszczą się moje białe sny, wrócę tutaj i zbuduję wspaniałą budowlę - Świątynię lub Pomnik Snów”. Burczenie w brzuchu, położyło na chwilę kres tym górnolotnym rozmyślaniom. Jakub wyjął z kieszeni pajdę czerstwego chleba a z drugiej kieszeni kawał ocalonego z karczmy, zawiniętego w szmatę mięsiwa. Dopiero teraz, pochłaniając kolejne kęsy kolacji, zdał sobie sprawę jak bardzo był głodny. Rozmyślania o wspaniałym życiu i wsłuchiwanie się w śpiewy drzew odebrały mu czucie w żołądku na bardzo długo. Teraz siedząc tak pod gościnnym dębem, wsunął rękę do wypełnionej srebrem sakwy by ponownie poczuć ten rozkoszny dreszcz, jaki miał mu wkrótce towarzyszyć już do końca dni. Duże, ciężkie i brzęczące. Międlił je zawzięcie w sakiewce, jakby to był worek z grochem lub pszenicą. W ostatnich promieniach dnia, chciał spojrzeć na srebrny krążek. Obracając go pod różnymi kątami, podziwiał formy i znaki, których znaczenia nie rozumiał. „Gdy tu wrócę, zbuduję Pomnik o takim kształcie” myślał przesuwając palcami po powierzchni monety. O czym śnił Jakub tej nocy? Nie wiadomo tego dokładnie. Wieczór był spokojny, tak jak i cały dzień poprzedni i potem noc. Gwieździste niebo zapewne ułożyło przybyszowi sny właściwe, bo spał głęboko, głośno pochrapując od czasu do czasu. Gdy tylko słońce podniosło z poduszek swe oblicze, Jakuba zbudził chrobotliwy krzyk, dobywający się z wysoka. W miejscu oglądanej nie tak dawno monety spostrzegł trzy czarne postaci. „Kraa – Kraa – Kraa”. Hałasujący intruzi natychmiast poderwali się do lotu, zobaczywszy gościa niecierpliwie wymachującego kończynami. Jakub, jeszcze niezbyt dobudzony, brodził dłońmi łapczywie w listowiu w poszukiwaniu znanego sobie krągłego kształtu. Po chwili poczuł zimny krążek i spojrzawszy nań raz jeszcze z wielką dumą i ulgą, wrzucił pośpiesznie do sakwy. Wstał by rozprostować kości i przeciągnął się tak zdrowo, że aż kości mu zaskrzypiały. Kościsty szczęk niespodziewanie wmieszał się w inny, który był mu poniekąd znany ale w tych okolicznościach niespodziewany . Obejrzał się i zza ogromnego dębu dojrzał rzekę a po drugiej stronie, rybaków tych samych, których widział dnia poprzedniego. Te same łodzie i sieci oraz kobiety wykonujące te same czynności. Odwrócił wzrok w przeciwną stronę a tam spotkał widok, który zmroził krew w jego żyłach. Stał tam głaz, ten sam, który wczoraj przetoczył na miejsce, gdzie zakopał część łupu. Cały dzień wędrówki do rodzinnej wioski zaprowadził go w miejsce, z którego wyruszył. Biały sen wyprzedził Jakuba pomijając pewne, najważniejsze dla niego rozdziały. Pomnik snów już tu stoi ale nie wielki i wspaniały, jak na srebrnej monecie a niepozorny, ukryty przed wzrokiem grzesznych. Pomnik stoi tu, mimo, że nie spłynął rzeką ani jeden statek z solą. A Jakub? Kto to wie ……..

[PS.
Brat Kosma nie dał mi spać ........]
Profil Profesjonalny Starszy kustosz
4 lutego 2011
A początek wyglądał tak:
XX112 pomyślał o kończącej się misji. Ileż to już czasu nie był na swojej planecie – Myvimu, to już prawie 15.000 dni. Dla tubylców to kilka pokoleń, dla niego średniej długości misja w którą wysłało go COM-Centralna Organizacja Międzygalaktyczna.
Zaczął wspominać jak do tego doszło, w zasadzie to już od okresu kiedy zaczął pobierać wiedzę, czyli jako kilkudziesięcioletni uczniak, marzył żeby zostać Kolekcjonerem. Była to elita mieszkańców Myvimu, którzy na zlecenie COM prowadzili odkrycia, podbijali galaktyki, zbierali dla społeczności co tylko było potrzebne i konieczne. Marzył o przygodach, podróżach, awanturniczym i niebezpiecznym życiu. Po kilkudziesięciu latach jego marzenia się spełniły, zawiódł się jednak srodze.
Pierwsza misja, na którą tak czekał to była wyprawa na jakąś małą planetę w małym układzie słonecznym w celu badawczym. Okazało się, że kończą się zapasy pierwiastków niezbędnych do życia Myvimuanom, wystarczy ich zaledwie na kilka lat świetlnych, COM podjęło decyzję o wysłaniu kilkuset Kolekcjonerów w różne zakątki kosmosu. On trafił tutaj. Odkrył prymitywne formy życia, no może jeden gatunek trochę się wyróżniał bardziej rozwiniętą formą komunikacji, trochę przypominał też ich. Dwunożne istoty z czterema czułkami, choć wykorzystywali je do innych celów.
Zauważył, że potrafią się zorganizować i współpracować…. Trzeba to wykorzystać…
Na początek trzeba zapewnić sobie łączność, kilka anten w formie ostrosłupa….
Telepatycznie przekazał tubylcom zarys ideologii, użył kilku sztuczek, postraszył dziwnymi dla nich zjawiskami….. sami, choć z trudem stworzyli sobie coś w rodzaju mitologii i wiary w moce nadprzyrodzone i zaczęli budować……. Nazwali to piramidami.
Myśląc o początkach wyprawy przypomniał sobie o porze wchłaniania, musi to zrobić aby funkcjonować, brrrrrrrrrr.
Na potrzeby różnych misji COM stworzyło pokarm w formie sprasowanych kapsułek, krążków o metalicznym wyglądzie z umieszczonymi napisami o składzie chemicznym, przeznaczeniu, dawce. Najbardziej raził go napis „serwis dla kolekcjonerów”, przypomniał sobie konsolę do wchłaniania na Myvimu, to był serwis!!! Każdy pierwiastek oddzielnie, można się było podelektować, no cóż taki los Kolekcjonera….
Wziął kapsułkę, obracając na drugą stronę gdzie umieszczono skład chemiczny pomyślał o niezupełnym sukcesie swej wyprawy. Brak na tej dziwnej planecie dwóch spośród dziewięciu potrzebnych pierwiastków. Przypomniał sobie wczoraj wysłany ostateczny raport:
M – brak
Y(Itr)-jest
V(wanad)-jest
IR(Iryd) –jest
T-brak
U(uran)-jest
AL.(glin)-jest
M-jw.brak
U-jw.jest
S(siarka)-jest
EU(Europ)-jest
M- jw. Niestety brak.

Wchłonął. Pozostało mu już tylko czekać na transport powrotny.
….doczekał się. Pakując swoje rzeczy przez chwilę zastanowił się nad zasobnikiem żywieniowym z resztkami kapsułek.
Dość miał tego paskudztwa, już dziś w końcu będzie prawdziwa uczta, w ostatniej chwili wyrzucił go przez niedomknięty jeszcze właz. Widział jak prawie cały ugrzązł w piachu.
*
Wiele, wiele lat później podczas swej kolejnej Wyprawy Krzyżowej, zmęczony rycerz odłączył się od drużyny. Po nie strawionym posiłku z nadpsutego mięsa chciał w odosobnieniu poczuć ulgę. Za piaszczystą wydmą zsiadł z konia, zrzucił zbroję, ugiął kolana i…….. zobaczył jakąś dziwną skrzynię wystającą z gorącego piachu……..
4 lutego 2011
A początek

Dawno, dawno temu w Nordrorze, jrainie ciemnej jasnosci wykuto 30 monet.
10 z nich przyznano królom, władcą dobrym, lecz równierz tym, którzy mieli na swym sumieniu istnienia ludzkkie.
10 przedstawicielom największych wsi i gospodarstw rolnych.
I 10 kapłanom ducha. Osobom, które miały kontakt z Wielkim Bogiem.
Monety zostawały przekazywane z pokolenia na pokolenie,lecz z czasem ludzie o nich zapomnieli i juz nigdy po nie nie sięgneli.
Nie sięgneli, gdyz owe monety złym ludziom przynosiły klęski i nieurodzaj. A wtedy każdy byl zły.
Monety wyrzucono w skrzynce w rwisty potok.

Lecz po 200 latach zapomnienia, Snogol, pewien zdziczały człowiek odnalazł je.
Mój skarb, mój skarb - powtarzał
Lecz pewnego razu zawitał do niego pewien mędrzec. Nie był on duzym człowiekiem.
W pewnej grze wygrał on owy skarb. Lecz Snogol nie puścił go bez walki.
Mędrzec zabił dzikusa i odszedł z skarbem, którego poxniej pilnowal z bratem jak oka w głowie.
Profil Profesjonalny Moderator
4 lutego 2011
Jesteście wszyscy "debesciaki" i nie wiem przy jakich chemikaliach pracujecie ale ja chce tak samo :)
Profil Profesjonalny Starszy kustosz
5 lutego 2011
Tak żeby trochę zacieśnić czasoprzestrzeń pozwolę sobie na kontynuację.....

Minęło pół roku od czasu kiedy Jędrzej pozbył się szwagra i przejął jego interesy. Szło jakoś kiepsko, uzupełniał straty w interesach i wydatki na hulanki z sakiewek co raz wymuszanych groźbami i kłótniami. Po ciężkim dniu postanowił jak zawsze udać się do karczmy. Otworzył skrzynię i ….zdębiał, to już ostatnia. Sięgając po nią mimochodem wspomniał szwagra…. Skończył gdzieś bez wieści, najpierw próbował rybołówstwa, nie szło, potem zaczął głosić wieści o pokucie i nawróceniu, pouczając ludzi, wytykając im zło, grzech, bogactwo. Zamieszkał w pustelni i nagle zniknął. Ha, albo jakaś zwierzyna dokonała jego żywota a bardziej prawdopodobne, że Zakon miał już dość jego prorokującego głosu.
Po wieczorze spędzonym jak zwykle chciał zapłacić i …. W mieszku były jakieś dziwne monety, nie widział jeszcze takich, tak jak i karczmarz, który nie chciał ich przyjąć.
Kilka razy w różnych miejscach próbował nimi płacić, niestety bez skutku, dochodziło do burd, kłótni, w końcu ktoś zakrzyknął, że to on sam bije jakąś dziwną monetę…
Wiedział jaka jest kara za fałszerstwo, strach w pijackim amoku kazał mu ukryć sakiewkę. Wybiegł z chałupy, oddalił się już daleko, dostatecznie daleko i zakopał niechciany skarb pod dębem na brzegu napotkanej rzeki.
Następnego dnia zabrali go zbrojni z krzyżami na pelerynach…..
*
Wiosną 1915 roku w biednej dzielnicy Berlina ciszę nocną przerwał najpierw krzyk kobiety a potem słabe kwilenie noworodka. Położna nie dawała mu większych szans na przeżycie, zrozpaczona matka kazała natychmiast ochrzcić dziecko i dać mu na imię Fritz, po ojcu walczącym gdzieś daleko….
*
Ledwie zdmuchnął 15 świeczek z urodzinowego tortu, słaby był, chorowity, od zawsze ciągłe wizyty u lekarzy i w szpitalach. Lekarze stwierdzili, że jedynym ratunkiem jest kuracja u wód.
Kuzynka z Zoppot zapraszała, zapadła decyzja o wyjeździe.
*
Zabiegi, badania, monotonia. Jedyną rozrywką Fritza były długie nadmorskie spacery.
Idąc plażą widział już zarysy portu zbudowanego tu przez Polaków kilka lat wcześniej, już miał zawracać kiedy wśród rumowiska kamieni coś błysnęło, przybliżył się i spostrzegł lśniącą monetę. Podniósł i popatrzył, jakaś dziwna, niezrozumiałe napisy, prosty rysunek a na odwrocie zniekształcona 1. Zaskoczył go tylko jej stan, żadnej ryski, jakby przed chwilą wyprodukowana, niestety, żadnej daty nie odczytał.
Wrócił do domu i rzucił ją do pudełka w którym trzymał zebrane bursztyny i kamyki.
*
W osiemnaste urodziny uświadomił sobie, że jest słaby. Zazdrościł kolegom w pięknych mundurach okazującym na każdym kroku swą odwagę, siłę fizyczną, poświęcenie dla idei...
Jedyne w czym górował nad rówieśnikami to inteligencja i niezwykle szybkie przyswajanie wiedzy. Wielokrotnie wyśmiewano go za to, że jest kujonem, prymusem, zaprzeczeniem teorii o wyższości rasy.
Postanowił udowodnić swą wartość, postanowił swą wiedzą wesprzeć Wodza.
Po wakacjach zaczął studia historyczne, wstąpił do partii.
Szybko okazało się, że dzięki swemu umysłowi zaczyna brylować, budzić zainteresowanie. Obalał historyczne teorie, tworzył nowe. Koledzy partyjni z chęcią słuchali jego wywodów o historycznych ziemiach do których Rzesza ma pełne prawo…
*
Latem 1938 roku, tuż po uzyskaniu dyplomu zaczął studiować dokumenty Zakonu. W nowej polityce skierowanej przeciw wschodnim sąsiadom brak było przekonujących argumentów o odwiecznym prawie do ich terenów. Godzinami studiował stare mapy, listy, wyroki sądowe.
Zaintrygowały go dokumenty z procesu pewnego szaleńca oskarżonego o fałszerstwo monet i czary. Nie był typowym oszustem, bił nową monetę. Znaleziono przy nim tylko jedną choć były zeznania świadków świadczące, że miał ich bardzo dużo.
Poddano ją badaniom, okazało się, że jest niezwykle twarda, nie da się zarysować, kruszec niespotykany jakiś. Próbowano ją zniszczyć, niestety bez efektu. W końcu po użyciu wielu przemyślnych dźwigni złamano ją na pół i szokiem dla trybunału był fakt, że kiedy zbliżono do siebie obie połówki znów trwale się połączyły. Po okrzyku „czary” jeden z braci chciał ją odrzucić, trafił przy tym w stojącą zbroję, która została przedziurawiona. Po torturach obwiniony zdołał tylko określić miejsce ukrycia reszty i skonał. Mimo poszukiwań nic nie znaleziono. Na koniec doznał szoku, odręczny rysunek owej monety to…….. to, nie możliwe, taką samą znalazł w Zoppot!!!
Rzucił wszystko, droga powrotna do domu, gorączkowe poszukiwania, jest.
Faktycznie, dalej wyglądała jak nowa, sprawdził twardość, próbował zniszczyć, potwierdzały się zapiski z procesu.
Nagła myśl… taka broń!!!, niezniszczalne czołgi, samoloty, pancerze, pociski niszczące wszystko.
Tego samego dnia w euforii zainteresował sprawą znanego chemika oraz najwyższe kręgi partyjne.
*
Wstępne badania potwierdziły rewelacje Fritza, zaczęto myśleć o eksperymentach na dużą skalę i przy udziale największych sław nauki.
Sam Fritz miał jeden cel, odnaleźć miejsce ukrycia pozostałych monet.
*
Rok po odkryciu wiadomo było, że jest to rewelacja mogąca dać potęgę militarną, wiadomo było również, że brak jednego lub dwóch składników aby uzyskać podobny stop.
Może gdyby większa ilość materiału do badań, to dało by się…..
Fritz już wiedział. Rok zajęło mu zbadanie wszystkich akt, dokumentów. Szukano nie nad tą rzeką, tam były dwie rzeki. Problemem było, że tam jest teraz port, pilnie strzeżony.
Przestudiował wszystkie dokumenty odnośnie budowy portu, wszystkie relacje prasowe, nikt nic nie znalazł, czyli TO MUSIAŁO TAM BYĆ.
*
Führer cały czas się jeszcze wahał, Nie do końca był przekonany o ataku na Polskę.
Rozmyślał o różnych aspektach sprawy, przerwał mu dźwięk dzwonka telefonu.
Fakt, zapomniał o dzisiejszym spotkaniu z naukowcami i jakimś tam Fritzem, miał tyle na głowie. Z niechęcią udał się do Sali obrad……
…..ostatnie zdanie wypowiedział z pełnym przekonaniem:
-Skoro tak panowie, decyzja jest ostateczna, zaczynamy pierwszego września.
Profil Profesjonalny
7 lutego 2011
Opowieść nabiera kształtów. Jesteście wspaniali, bardzo dziękujemy za teksty i czekamy na jeszcze ! Kto opowie, jak skarb znalazł się w posiadaniu muzeum ?
7 lutego 2011
*
Pewnego, słonecznego dnia do drzwi byłego studenta zakukał pewien gość. Był to kurier. Wreczył mu dość dużą i ciężką paczkę. Paczka była tajemnicza, bo pochodziła az z Turcji !
W środku znalazł mnustwo monet, identycznych jak ta, którą znalazł na strychu.
Przypomniał sobie o zblizającej sie rocznicy swojego serwisu . Pomyslał, ze moznaby stowrzyc konkurs, w którym moznabylo by wygrac jedną z owych monet.
Tak tez sie stało...
Profil Profesjonalny Starszy kustosz
8 lutego 2011
Tak a propos chemikaliów.


Październik 2010 – Polska – zaczynają się zakrojone na wielką skalę działania rządu i instytucji państwowych przeciwko sklepom sprzedającym produkty kolekcjonerskie.
Świat zbieraczy zaczyna ulegać zagładzie, konfiskowane są całe kolekcje, długoletnie zbiory i znaleziska. Kolekcjonerzy obawiają się delegalizacji klubów, zrzeszeń, kółek zainteresowań.
Jeszcze nigdy świat zapaleńców i pasjonatów nie przeżywał takiego dramatu….
Zbiory sklepowe są konfiskowane i badane pod każdym względem, składu chemicznego, działania, zastosowania.
W magazynach rządowych są tysiące eksponatów, całe sztaby chemików i naukowców działają dzień i noc aby podważyć ideę kolekcjonerstwa.
Prace są skuteczne prawie w 100%, tylko jeden produkt wytrzymał testy, kontrole, przez niego cała idea walki z kolekcjonerstwem może zostać zniweczona.
Jest to pigułka o metalicznym wyglądzie z oznaczona 1 oraz symbolem budynku(prawdopodobnie jedna działka na użytek domowy). Kilkadziesiąt egzemplarzy tego produktu kolekcjonerskiego spędza sen z powiek odpowiedzialnych za akcję.
Styczeń 2011- zapada decyzja aby pozbyć się problemu przekazując go do jakiegoś muzeum.
Wybrano MYVIMU, które dziwnym trafem ma w nazwie wiele wspólnego z wymienionym „produktem kolekcjonerskim”
Profil Profesjonalny
10 lutego 2011
Drodzy Kustosze !

Jeszcze dzisiaj, do godziny 18:00 przyjmujemy Wasze teksty w konkursie literackim brata Kosmy.

Jednocześnie pragniemy podziękować za udział w konkursie i prosić Wszystkich o dodanie swojej opinii na temat prezentowanej twórczości.

Osoba, której tekst zostanie najwyżej oceniony otrzyma cenną, przydatną w pracy nad zbiorami nagrodę niespodziankę.

Raz jeszcze dziękujemy za dobrą zabawę i Waszą obecność w serwisie.
13 lutego 2011
A czy mozna liczyc na jakies nagrody pocieszenia? W razie przegranej :D
Bo w koncu chyba troszke wiecej trzeba bylo napisac, a nie tylko zakonzenie.
Profil Profesjonalny Starszy kustosz
14 lutego 2011
Mnie najbardziej podobają się dwa fragmenty opowieści napisane przez tomka112 - ten z 4.02.2011 (A z młodym rybakiem to było tak:) i z 5.02.2011 (Tak żeby zacieśnić czasoprzestrzeń pozwolę sobie na kontynuację...)Są dobrze i ciekawie napisane a ten drugi z historią Fritza - dla mnie super.
Profil Profesjonalny
15 lutego 2011


Skarb Waszych monet właśnie opuszcza muzeum :) Przygotujcie doręczycieli i listonoszy.

Decyzją rady muzealnej, niebawem wyłonimy także zwycięzcę konkursu literackiego. Chyba, że padną tutaj jeszcze Wasze głosy...

Na blogu pojawiła się Wasza opowieść o skarbie. Jutro podamy wyniki zawziętej dyskusji, jaka wciąż toczy się między członkami rady muzealnej...
Dodaj komentarz

Ta witryna korzysta z plików cookies w celu dostosowania zawartości do preferencji użytkownika oraz tworzenia anonimowych statystyk, również przy użyciu usługi Google Analytics. Kliknięcie "Tak, zgadzam się" lub dalsze korzystanie z serwisu bez wybrania żadnej z opcji oznacza akceptację cookies i przetwarzania danych zbieranych automatycznie, zgodnie z Regulaminem.

Kliknij tutaj, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o wykorzystaniu danych zbieranych automatycznie.